Dr T. Kamusella - Kłopoty z Glosariuszem
W latach 1996-2002 (obok prowadzenia pracy badawczej na Uniwersytecie Opolskim) pełniłem funkcję Pełnomocnika Wojewody Opolskiego ds. Integracji Europejskiej oraz Doradcy Marszałka Opolskiego ds. Współpracy z Zagranicą. Głównym mym zadaniem była propagacja idei integracji europejskiej na terenie województwa opolskiego oraz analizowanie wyzwań jakie ten proces wtedy stawiał przed tym regionem. W tym celu pod koniec 1998 r. przedstawiłem tworzącemu się samorządowemu Zarządowi Województwa Opolskiego projekt sieci instytucjonalnej, która miała zapewnić regionowi efektywne wykorzystanie szans rozwojowych i finansowych, które pojawią się w okresie przygotowania do członkostwa, jak i po wejściu Polski do Unii Europejskiej. W okresie 1997-2001, sam pilotowałem utworzenie jednej z tych instytucji, tj. Centrum Dokumentacji Europejskiej (CDE), obecnie działającego przy Uniwersytecie Europejskim. Współtworzyłem także Biuro Województwa Opolskiego w Brukseli oraz Dom Europejski, które wraz z CDE tworzą obecnie trzon instytucjonalny systemu obsługującego integrację europejską w województwie opolskim. Ponadto dzięki mym kontaktom naukowym, doszło do nawiązania współpracy między województwem a hiszpańskim regionem Galicia oraz założenia corocznej opolskiej międzynarodowej szkoły letniej poświęconej integracji europejskiej i problematyce bezpieczeństwa. Pierwsza edycja szkoły odbyła się w 1999 r., a obecnie jej uczestnicy biorą udział w szkoleniach w Opolu, Berlinie i Brukseli. Co ciekawe, jest to pierwsza szkoła letnia w Europie Środkowej współfinansowana przez NATO. Kolejnym partnerem województwa opolskiego w tym przedsięwzięciu jest nicejskie CIFE, któremu przez długie lata szefował Ferdinand Graf Kinsky, znamienity myśliciel europejskiego federalizmu, pod którego kierunkiem pisałem pracę magisterską na Central European University w Pradze.
W 2002 r. postanowiłem odejść z Urzędu Marszałkowskiego (UM) i zająć się wyłącznie pracą badawczą. W podjęciu tej decyzji dopomogły mi stypendia badawcze w European University Institute, Florencja (2002/03); John W Kluge Center, Biblioteka Kongresu, Waszyngton (2003/04); oraz Institute of Human Sciences, Wiedeń (2005). Z okresu mej pracy urzędniczej pozostały materiały tłumaczeniowe, w których na doraźne potrzeby ująłem nową terminologię integracji europejskiej oraz specyficzne słownictwo związane z polską samorządnością oraz województwem opolskim. W związku ze zbliżającym się wejściem RP do UE, postanowiłem uporządkować te materiały i nadać im formę polsko-angielskiego Glosariusza, który docelowo miałby dopomóc gminom, powiatom, innym jednostkom oraz zainteresowanym osobom w prawidłowym rozumieniu unijnych publikacji, jak i pisaniu po angielsku własnych materiałów promocyjnych i projektów o środki pomocowe z UE i skąd inąd. W lutym 2004 r. wszedłem w kontakt z Ryszardem Hlawaczem, właścicielem Oficyny Piastowskiej w Opolu, który chętnie podjął się wydania Glosariusza oraz zamówił niemieckie tłumaczenie ujętego w nim słownictwa u Klaudii Kandzii i Tilla Scholtza-Knoblocha. Ostatnie korekty dokonałem na Wielkanoc, aby rzecz mogła się ukazać na dzień wstąpienia Polski do UE, pamiętnego 1 maja 2004 r. Wydawca wystarał się o patronat medialny Nowej Trybuny Opolskiej (NTO) oraz wsparcie finansowe z UM. Ponadto, w związku ze spodziewanym zainteresowaniem czytelników, Oficyna Piastowska podwoiła nakład Glosariusza do 2.000 egzemplarzy. Pod koniec kwietnia 2004 r. przekazano do UM 200 egzemplarzy promocyjnych, które zostały rozesłane do wybranych posłów i senatorów RP. W następnym etapie zamierzano połowę nakładu nieodpłatnie przekazać szkołom oraz innym instytucjom w województwie opolskim. Lecz skończyło się na zamierzeniach, a egzemplarze pierwszego wydania Glosariusza to prawdziwe białe kruki.
Sprawy wziął w swoje ręce poseł Jerzy Czerwiński z Ruchu Katolicko-Narodowego (RKN), który z ramienia LPR został wybrany do Sejmu w wyborach uzupełniających z Opolszczyzny w 2002 r. W swym programie ogłoszonym na łamach Tygodnika Głos (25 maja 2002 r.) oświadczył, że: „Ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych [to...] narzędzie w rękach strategów z SLD [mające posłużyć] do demontażu Państwa Polskiego” (*1) a „rokowania akcesyjne [to] właściwie kapitulacja i wepchnięcie Polski do kolejnego socjalistycznego kołchozu – Unii Europejskiej”. Ponadto, aby zaświadczyć o szczerości swych poglądów i intencji następująco skwitował swój nieoczekiwany sukces wyborczy: „po raz pierwszy na Opolszczyźnie do parlamentu został wybrany członek ugrupowania narodowego, które nie kolaboruje ani z komunistami, ani z Niemcami”.
Zapoznawszy się z treścią Glosariusza, 7 maja 2004 r. poseł Czerwiński zwołał konferencję prasową, na której fałszywie oświadczył, że w „Dodatku historyczno-statystycznym” tego wydawnictwa niby to napisano, iż „Opolszczyzna jest częścią Niemiec” (Gazeta Wyborcza, 8-9 maja 2004 r.), „te ziemie [tj Opolszczyzna, są ] pod tymczasowym zarządem [polskim]” (NTO, 8-9 maja 2004 r.), „Śląsk to część ziem niemieckich pod tymczasową administracją Polski” (Rzeczpospolita, 8-9 maja 2004 r.). Sensacja była gotowa, a dziennikarze nie pofatygowali się zajrzeć do tekstu Glosariusza, żeby skonfrontować słowa posła z tekstem, lub chociaż zadzwonić do mnie w Bibliotece Kongresu, gdzie podówczas prowadziłem badania. W Glosariuszu jednak podaję, najpierw polską i zarazem sowiecką unilateralną interpretację kwestii powojennej polskiej granicy zachodniej: „Całość Górnego Śląska i większość Dolnego Śląska przyłączona do Polski, 1945”, nim prezentuję opinię RFN i Aliantów Zachodnich w tym względzie: „Śląsk częścią wschodnich ziem niemieckich pod tymczasową administracją Polski i ZSRR, 1945-1991”, zgodną z zapisami Układu Poczdamskiego.
Swymi przeinaczeniami podgrzanymi etnicznonarodową retoryką poseł Czerwiński uruchomił nagonkę medialną na osobę autora Glosariusza, rodem z PRL-u, czy nawet roku 1968. Już 8 maja 2004 r. PAP podał informację o Glosariuszu w sposób oczekiwany przez posła, czyli tak jak to przedstawiono w NTO, GW i Rz. W maju i czerwcu tamtego roku, fałszywe cytaty z Glosariusza podało kilkadziesiąt gazet (w tym Polityka, Newsweek i Wprost) oraz większość krajowych jak i lokalnych stacji telewizyjnych i radiowych. Opolskie SLD ustami marszałka Grzegorza Kubata („Wstrzymałem druk [Glosariusza]. […] Zbiera mi się na wymioty”, GW, 8-9 maja 2004 r.), jak i całego Zarządu Województwa („zwróciliśmy się do wydawcy o wstrzymanie druku i dystrybucji [Glosariusza]”, GW, 8-9 maja 2004 r.) domagało się wstrzymania druku i dystrybucji Glosariusza, a w imieniu opolskiej Mniejszości Niemieckiej (MN) wystąpił wicemarszałek Ryszard Galla, mówiąc wprost, iż cały nakład Glosariusza winien zostać spalony („Najchętniej spaliłbym cały nakład zanim jeszcze ujrzał światło dzienne”, NTO, 8-9 maja 2004 r.). 14 maja 2004 r. NTO poinformowała: „Glosariusz idzie na przemiał [tj. 2.000 egzemplarzy książki]”.
Głosy potępienia wobec tego wydawnictwa i jego autora wypowiedziało większość elit politycznych i intelektualnych województwa, łącznie z mym pracodawcą – Uniwersytetem Opolskim (UO). Już 11 maja 2004 r. NTO sugerowało, że „Na Uniwersytet Opolski Tomasz Kamusella raczej nie ma po co wracać”. Andrzej Mazur, SLD-owski Przewodniczący Sejmiku Województwa Opolskiego napisał do Rektora, iż autora Glosariusza należy dyscyplinarnie zwolnić z pracy. NTO z 13 V 2004 r. zanotowało jego słowa: “To, że Pan Kamusella przebywa na stypendium zagranicznym, na urlopie bezpłatnym, nie oznacza, by nie było możliwe wymierzenie mu kary dyscyplinarnej”. Pierwszym umiarkowanym głosem była wypowiedź Janusza Sawczuka z Uniwersytetu Opolskiego (GW, 26 maja 2004 r.), acz nie przebiła się do opinii publicznej. Moje sprostowania słane do GW, NTO i Rz pozostały bez oddźwięku w ostatnim przypadku, GW opublikowała je w skróconej (tj. stonowanej przez dziennikarzy) formie, a NTO opublikowała je bez porozumienia z autorem jako polemiki, a nie sprostowania (poza jednym). Najbardziej merytoryczną dyskusję na temat inkryminowanego zapisu z Glosariusza zorganizował w Opolu 7 lipca 2004 r. Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej pod dyrekcją nieodżałowanego górnośląskiego Niemca, Thäddäusa Schäpego. Jednak debata nie udała się, bo większość zaproszonych specjalistów nie dojechała, a sala emocjonowała się LPR-owską propagandą, iż po wejściu Polski do Unii, na byłe ziemie niemieckie wrócą dawni właściciele domagać się zwrotu domów i ziemi. Dyrektor Schäpe zamierzał zorganizować kolejną debatę z mym udziałem we wrześniu 2004 r., acz w realizacji tego zamierzenia przeszkodziła mu śmierć.
Okres wakacyjny doprowadził do stopniowego zapomnienia sprawy, która przestała już być chodliwym „newsem”. Polityka nie opublikowała mego sprostowania. Katowicki miesięcznik Śląsk, który ogłosił oczerniający mnie artykuł w czerwcu 2004 r., w końcu opublikował moje sprostowanie w numerze listopadowy opatrzywszy je kolejną polemiką, na którą nie pozwolono mi już odpowiedzieć. Zaatakowano mnie również na łamach Indeksu. Pisma Uniwersytetu Opolskiego (Nr 1-2, 2005), lecz mą odpowiedź, bez żadnych opóźnień, opublikowano w kolejnym numerze tego czasopisma (Nr 3-4, 2005). Sprawa publikacji mego sprostowania w Indeksie potoczyła się tak gładko, bowiem prasa żyje sensacją. Stąd w styczniu 2005 r. zainteresowała się ona losem doniesienia UM (z maja 2004 r.) do prokuratury na moją osobę, iż „naruszyłem polską rację stanu”. Już w czerwcu 2004 r. opolska prokuratura oddaliła ów donos jako nie merytoryczny, a poza tym bezzasadny. Marszałek Kubat zapytany dlaczego nie poinformował o tym fakcie mediów, stwierdził, iż nikt go o to nie pytał (GW 18 stycznia 2005 r.; NTO 19 stycznia 2005 r.).
Najbardziej kuriozalnym głosem okazało się oświadczenie dyrektora Instytutu Śląskiego oraz redaktora kwartalnika opublikowane pod koniec 2004 r. w Śląsku Opolskim (Nr 2, 2004). Było to jedyne czasopismo naukowe, które przyłączyło się do powyżej opisanej nagonki. Ale trzy lata wcześniej, w numerze 3/2001, Śląsk Opolski opublikował mój artykuł, który (za wyjątkiem przypisów) był praktycznie jednaki z „Dodatkiem historyczno-statystycznym” zamieszczonym w Glosariuszu. Wtedy ani ze strony redakcji, dyrekcji instytutu, czy też czytelników artykuł ten nie wywołał jakiejkolwiek dyskusji. Naukowiec nie może pozostawić bez odpowiedzi ataku, który ukazał się w periodyku naukowym, bez względu na jego absurdalność. Po bez mała 15 listach i osobistych wizytach w Instytucie Śląskim i redakcji kwartalnika (w tym i radzie redakcyjnej), ma replika ukazał się, po dłużej niż roku, w numerze 2005/3.
Abstrahując od kosztów ludzkich, które w związku ze sprawą poniosła moja rodzina, można spytać skąd się wzięło to bezprecedensowe w wolnej Polsce zacietrzewienie mediów? Dlaczego wypowiedź posła z kanapowego stronnictwa o skrajnie etnonacjonalistycznym charakterze, zjednoczyła i zelektryzowała opolskich polityków z prawa i lewa do dania odporu „rewizjonistycznym poglądom”? Dlaczegóż to do nagonki przyłączyła się Mniejszość Niemiecka, skoro niektórzy z jej członków w 1992 r. sprzeciwiali się ratyfikacji polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 1990 r. (*2), na mocy którego Niemcy ostatecznie i skutecznie w świetle prawa międzynarodowego, de facto i de jure, zrzekały się jakichkolwiek praw do dawnych ziem niemieckich na wschód od linii Odry i Nysy, które de facto Polska była objęła w posiadanie już w 1945 r. (Tak, do Glosariusza wkradł się błąd, z punktu widzenia RFN i Aliantów Zachodnich Śląsk był częścią wschodnich ziem niemieckich pod tymczasową administracją Polski i ZSRR nie do 1991 r., ale do 1992 r., kiedy to Warszawa i Bonn ratyfikowały traktat graniczny.)
W 2004 r., kiedy po latach starań Polska wchodziła do UE, wiele prawicowych ugrupowań sięgnęło po etnonacjonalistyczne straszaki, aby poprawić swoje notowania przed wyborami do Parlamentu Europejskiego 2004 r. oraz polskimi wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi w 2005 r. Na pierwszy ogień poszły Niemcy. We wrześniu 2004 r. roku Sejm jednogłośnie przegłosował uchwałę zobowiązującą rząd do domagania się od Berlina reparacji za skutki II wojny światowej. SLD-owski Premier Marek Belka trzeźwo odrzucił żądanie Sejmu, argumentując, iż jest ono sprzeczne z polskimi zobowiązaniami międzynarodowymi. Lech Kaczyński, wtedy Prezydent Warszawy, rozpoczął wyliczenia finansowe szkód poniesionych przez stolice w latach okupacji niemieckiej. Sukces PiS, LPR i Samoobrony w wyborach do Parlamentu Europejskiego zaświadczał o elektoralnej skuteczności retoryki etnonacjonalistycznej. Partie te nadal rozdmuchiwały rosnący strach przed spodziewanym powrotem dawnych niemieckich właścicieli na polskie ziemie zachodnie i północne oraz przed wydumanym dyktatem UE, który miałby doprowadzić do zaniku polskiej tożsamości etnicznonarodowej. I udało się, taktyka ta zapewniła tym partiom nadspodziewanie wielki sukces w wyborach do Sejmu i Senatu oraz prezydencki fotel dla Lecha Kaczyńskiego, kandydata PiS. Inne ugrupowania, nie bacząc na własne programy i wyznawane ideologie, poczęły przejmować elementy programu etnonacjonalistycznego, który okazał się nadzwyczaj skuteczny w pozyskiwaniu wyborcy.
Obecnie już były poseł Czerwiński tak bardzo był pewny swego sukcesu, że nie chciał startować do wyborów ani w barwach LPR ani PiSu. Gdyby mu się powiodło zostałby niekwestionowanym liderem RKN. Kandydował do mandatu senatora, a syna wystawił jako kandydata na posła. Bez skutku. Opolski wyborca doświadczający już namacalnych korzyści płynących z otwarcia granic wewnątrz UE oraz dopłat bezpośrednich dla rolników, chyba zauważył, że mu nie po drodze z radykalnym programem Czerwińskiego, który chciałby aby RP pozostała poza Unią, a opolskich Niemców politycznie odizolować od etnicznie zdefiniowanych Polaków. Nic to, że polska Konstytucja definiuje naród polski ściśle na bazie obywatelskiej jako wszystkich obywateli Rzeczypospolitej bez względu na język, religię, rasę, czy też etnicznie uwarunkowaną narodowość.
Dziwi że wicemarszałek Galla zdobył mandat poselski, pomimo tego że jednoznacznie solidaryzował się z opiniami Czerwińskiego, wykazał się zupełną ignorancją historii najnowszej Niemiec, i nie zna niemieckiego. Zapewne zadziałał tu żelazny elektorat MN w wieku emerytalnym, który posłusznie zagłosował na kandydatów wskazanych przez organizację. Można się spodziewać, że w wyborach samorządowych na jesieni 2006 r. Czerwiński i marszałek Kubat powalczą o mandaty do sejmiku, bo na nic więcej teraz liczyć nie mogą. Ciekawe czy po wcześniejszych doświadczeniach nadal będą chętnie szermować retoryką etnonacjonalistyczną i antyunijną?
A jak w całej tzw. „sprawie Glosariusza” zachował się wydawca, Hlawacz? Na początku maja 2004 r. zerwał jakikolwiek kontakt z autorem. Przestał odpowiadać na listy i emaile. Nie odbierał telefonów. Potulnie znosił krytykę mediów i UM, tłumacząc się, że całe zamieszanie jest nie z jego winy tylko autora, pomimo tego że przed wydaniem Glosariusza uzyskał pozytywne recenzje tego wydawnictwa od dr Danuty Berlińskiej z Instytutu Śląskiego oraz Danuty Jazłowieckiej, dyrektor wydziału rozwoju w opolskim ratuszu, a obecnie posłanki PO. Usłużnie wykonał (w żaden sposób prawnie go nie wiążące) zalecenie Zarządu Województwa, aby wstrzymać druk i dystrybucję Glosariusza. Opłacało się. W 2005 r. za prawie 100.000 zł UM zlecił mu wydanie albumu Śląsk Opolski. Dziedzictwo i współczesność. Lecz po dziś dzień wydawca nie zapłacił za wykonaną pracę nad Glosariuszem tłumaczom, Kandzi i Scholtz-Knoblochowi, ani nie przekazał autorowi egzemplarzy autorskich, nie mówiąc już o zapłacie za wydane 2,000 egzemplarzy Glosariusza.
W taki to sposób działa nieformalna cenzura w małych ośrodkach miejsko-uniwersyteckich, nawet teraz, szesnaście lat po tym, jak ostatni cenzor zgasił światło w słynnym budynku na ulicy Mysiej w Warszawie. Kiedy lokalni politycy ślepo łączą się ponad podziałami partyjnymi i etnicznonarodowymi w imię kultywowania starych mitów z PRL-u, a nikt z elit nie staje w obronie zdrowego rozsądku i przyzwoitości, to wolność słowa nie ma szans. Nie trzeba nawet dyktatury.
A komunistyczno-narodowa propaganda najlepiej ze wszystkich mitów utrwaliła w umysłowości mieszkańców współczesnej Polski ten o „niemieckim rewizjonizmie”. Polskiego komunistę i antykomunistę dzieliło wszystko prócz jednej rzeczy – zgody na zachodnią granicę Polski na Odrze i Nysie. To była podstawa powojennej jedności narodowej3. I w ten sposób, chcąc – nie chcąc, opozycja antykomunistyczna zagryzała zęby i godziła się na obecność wojsk sowieckich w PRL, bo Kreml był jedynym gwarantem tejże granicy. Oficjalnie zarówno Warszawa jak i Moskwa uważały, że kwestia powojennej polskiej granicy zachodniej została rozwiązana na konferencji w Poczdamie (1945 r.). Lecz układ poczdamski miał zostać potwierdzony na ogólnoświatowej powojennej konferencji pokojowej, do której jednak nigdy doszło z powodu zimnej wojny. W 1950 r. Polska podpisała z NRD układ graniczny, który nie tylko nie został uznany przez RFN, ale także expressis verbis nie uznali go za obowiązujący Alianci Zachodni, czyli Francja, USA i Wielka Brytania4. NRD nie była pełnoprawnym podmiotem stosunków międzynarodowych, a do 1973 r. odmawiano jej członkostwa w ONZ. W 1970 r. polska granica zachodnia została potwierdzona w traktacie z RFN. Jednak przy ratyfikacji tego traktatu dwa lata później Bundestag zastrzegł, że jego zapisy nie obowiązują Aliantów Zachodnich, a w przypadku zjednoczenia Niemiec traktat ten może przestać obowiązywać. (*5)
W 1990 r. Alianci Zachodni i Związek Sowiecki wyrazili zgodę na ponowne zjednoczenie Niemiec i przekazali temu państwu pełnię suwerenności na mocy Traktatu 2 + 4. Tym samym wszyscy Alianci uznali powojenną granicę polsko-niemiecką, a w odpowiedzi na zdecydowaną postawę Warszawy, zobligowali Bonn do zawarcia ostatecznego traktatu granicznego z Polską, do czego doszło także w 1990 r. Pomimo polskiej oficjalnej retoryki, która kwestię granicy uznawała za dawno zamkniętą, polska i sowiecka dyplomacja świetnie zdawały sobie sprawę, że w świetle prawa międzynarodowego ta sprawa jeszcze nie została ostatecznie zakończona6. Dlatego, chociaż wojska sowieckie mogły opuścić postkomunistyczna Polskę już w 1991 r. (tak jak w przypadku Czechosłowacji i Węgier), Warszawa prosiła Moskwę, aby jednak pozostały aż do momentu ratyfikacji traktatu granicznego. Nastąpiło to w 1992 r., a ostatnie oddziały Armii Czerwonej wyjechały z RP rok później. Pierwszy postkomunistyczny Premier RP, Tadeusz Mazowiecki, tak wspomina tamte wydarzenia: „W 1989 [... rządząca] CDU ostateczne uznanie naszej granicy odkłada[ła] do traktatu pokojowego. [...] Niemcy pełna parą szły do zjednoczenia. Uważałem, że nie wolno tego przegapić i trzeba uregulować sprawę naszej zachodniej granicy”. (*7)
Mało kto, oprócz historyków stosunków i prawa międzynarodowego, pamięta o tamtych wydarzeniach i zapisach. Za to w PRL-owskiej telewizji straszak „niemieckiego rewizjonizmu” regularnie ilustrowano mapami ściennymi i tymi z podręczników do historii używanych w szkołach zachodnioniemieckich. Stało na nich czarno na białym, że polskie przecież (bo według powojennego mitu „piastowskie”, „odzyskane” i „staropolskie”) ziemie zachodnie i północne wraz z sowiecką Oblastią Kaliningradzką to jakieś deutsche Ostgebiete (niemieckie ziemie wschodnie) pod tymczasową administracja polską i sowiecką. Nikt nie tłumaczył telewidzowi, że Niemcy wcale nie chcą odbierać tych ziem Polsce, tylko że ze względu na zimnowojenne decyzje Związku Sowieckiego wciąż nie doszło do powojennej konferencji pokojowej, która by w świetle prawa międzynarodowego ostatecznie uregulowała status tych terenów. Ale przecież zadaniem propagandy nie była rzetelna informacja, jeno indoktrynacja w zgodzie z linią partii i interesami Kremla. Tym to sposobem mit „niebezpieczeństwa niemieckiego rewizjonizmu” wciąż w Polsce żywy, nawet szesnaście lat po upadku komunizmu.
Aby zobaczyć jak świat postrzega kwestię polskiej granicy zachodniej w latach 1945-1990/1992 wystarczy otworzyć najlepszy francuski atlas historyczny Grand atlas historique, lub The Penguin Atlas of World History, tj. tłumaczenie dtv-Atlas zur Weltgeschichte, który przetłumaczono już na większość języków europejskich (w tym polski), a obecnie jest najpopularniejszym atlasem historycznym w krajach anglosaskich i w Europie. W obydwu atlasach stoi wyraźnie, że w tym okresie polskie ziemie zachodnie i północne to były wschodnie ziemie niemieckie pod administracją polską. Z jednej strony zaznaczano, że de facto przynależą one do Polski, lecz de jure ich status nie został ostatecznie uregulowany do 1990/1992 r. (*8)
Kiedyż to polska polityka przestanie się żywić odgrzewanymi mitami PRL-owskiej propagandy, a dziennikarze i elity intelektualne poczną je racjonalnie analizować i „odczarowywać” ich narodowo-populistyczny urok? To już czas. Aby Polska mogła odnieść sukces w zjednoczonej Europie trzeba żyć przyszłością, ale także należy mówić prawdę o przeszłości jakkolwiek by bolesnej lub niewygodnej.
Przypisy.
*1 - Co ciekawe, etnonacjonalistyczna postawa Czerwińskiego nie przeszkadzała SLD-owskiej większości parlamentarnej w powierzeniu mu kierownictwa Sejmowej Komisji ds. Mniejszości, która opracowała ostateczną wersję Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym. Ustawa ta weszła w życie w 2005 r. W trakcie prac nad nią Czerwiński zasłynął propozycją, aby zapisy ustawy stosowały się jedynie do tych gmin, gdzie mniejszość stanowi co najmniej 50% mieszkańców. Jak było mu dobrze wiadomo ze spisu z 2002 r., tego kryterium nie spełniała żadna gmina w Polsce. Parlament interweniował i próg ten obniżono do zwyczajowych 20%.
*2 - Berlińska, Danuta. 1999. Mniejszość niemiecka na Śląsku Opolskim w poszukiwaniu tożsamości. Opole: Instytut Śląski, s. 398.
*3 - Zaremba, Marcin. 2001. Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce. Warszawa: Trio i ISP PAN.
*4 - Wilpert, Friedrich von. 1969. The Oder-Neisse Problem: Towards Fair Play in Central Europe. Bonn, Brussels and New York: Atlantic-Forum, s. 87.
*5 - Blumenwitz, Dieter. 1989. What Is Germany? Exploring Germany’s Status After World War II. Bonn: Kulturstiftung der deutschen Vertriebenen, s. 113.
*6 - Allen, Debra J. 2003. The Oder-Neisse Line: The United States, Poland, and Germany in the Cold War (Ser: Contributions to the Study of World History, vol 103). Westport CN and London: Praeger; Czaplinski, Wladyslaw. 1992. The New Polish-German Treaties and the Changing Political Structure of Europe (pp 163-173). The American Journal of International Law. Nr 1.
*7 - Gazeta Wyborcza. 2004. 11-12 września.
*8 - Duby, Georges. 2004. Grand atlas historique. Paryż: Larousse, s. 181; Kinder, Hermann i Hilgemann, Werner. 1978. The Penguin Atlas of History (Vol 2: From the French Revolution to the Present). Harmondsworth, Middlesex: Penguin Books, s. 230.