?
 
Titelbild
 
 
  Suche   

 
   
 
Startseite / Artikel Aktuell Detailansicht
 

Dr Tomasz Kamusella - Uprzedzenia, niezrozumienie, czy polityczna kalkulacja?

 

W poniedziałek 15 września 2008 roku, zaledwie trzy dni po odsłonięciu dwujęzycznych tablic z nazwami miejscowości w gminie Radłów / Radlau, tablice te zostały zamalowane czerwona farbą i zniszczone przez nieznanych sprawców. Również w ten sam dzień opolski dodatek Gazety Wyborczej (s. 2) opublikowała wywiad z radnym sejmiku, Jerzym Czerwińskim, w którym wyraża on dezaprobatę wobec ustawiania takich tablic. Postawa jego nie dziwi, gdyż ściśle wpisuje się w jego własny, ksenofobiczny program, który ogłosił, po tym jak w roku 2001, z ramienia LPR, został wybrany do Sejmu z województwa opolskiego. W organie LPRu, Tygodniku Głos z 25 maja 2002 roku, Czerwiński oświadczył, że: „Ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych [to...] narzędzie w rękach strategów z SLD [mające posłużyć] do demontażu Państwa Polskiego”, a „rokowania akcesyjne [to] właściwie kapitulacja i wepchnięcie Polski do kolejnego socjalistycznego kołchozu – Unii Europejskiej”. Ponadto, aby zaświadczyć o szczerości swych poglądów i intencji następująco skwitował swój sukces wyborczy: „po raz pierwszy na Opolszczyźnie do parlamentu został wybrany członek ugrupowania narodowego, które nie kolaboruje ani z komunistami, ani z Niemcami”.

Jako zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych przeforsował zapis w Ustawie o ochronie mniejszości narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym, stanowiący, iż możliwość użycia języka mniejszościowego jako pomocniczego oraz dwujęzycznych tablic będzie można stosować jedynie na terenie gmin gdzie ponad połowa ludności należy do mniejszości. Podług oficjalnych wyników spisu ludności z 2002 roku (w których to nie uwzględnia się największej liczbowo mniejszości śląskiej) takich gmin w Polsce jest zaledwie pięć, w tym żadna nie leży na Górnym Śląsku. Dopiero interwencja Senatu w roku 2005 doprowadziła do obniżenia tego progu do zwyczajowo w Europie przyjętych dwudziestu procent, co daje możność Niemcom z terenu Górnego Śląska stosowanie praw wynikających z tej ustawy w 48 gminach.

We wspomnianym wywiadzie Czerwiński feruje nie mające pełnego potwierdzenia w faktach stwierdzenia. Na przykład, czesko-polskie tablice z nazwami topograficznymi na Zaolziu to nie wynik „przygranicznego marketingu”, jak nadmienia, tylko tradycji czeskiej (czechosłowackiej) demokracji – takie tablice stoją tam od okresu międzywojnia, a od roku 2008 można je stawiać również w miejscowościach, gdzie udział członków mniejszości w ludności przekracza jedynie dziesięć procent.

Zgodnie z komunistyczno-narodową praktyką rodem z PRLu Czerwiński zaprzecza istnieniu mniejszości niemieckiej w Polsce, pomimo ponad 150 tysięcy deklaracji narodowości niemieckiej w spisie z 2002 roku; i tym samym jako etniczny (czyli „prawdziwy”) Polak uzurpuje sobie prawo decydowania o tym kto Niemcem w Polsce być może lub nie. Zapomina, że poczucie narodowości nie jest genetycznie uwarunkowane (nie ma testów krwi na polskość), a nade wszystko zależne od wolnej woli samego zainteresowanego. Kolejnym dowodem jakiego wyboru narodowościowego dokonują Ślązacy z województwa opolskiego jest fakt, że w latach 1990-2005 wydano właśnie głównie im (oraz Ślązakom z zachodu województwa śląskiego) ponad 250 tysięcy obywatelstw i paszportów RFN.

Zgoda – w Niemczech nie uznaje się istnienia mniejszości polskiej, która przed 1939 rokiem działała w tym państwie. Dzieje się tak bo wszystkie tereny, na których ta mniejszość zamieszkiwała w zwartych skupiskach od ponad stu lat (Schlesien – Śląsk, Ostpreußen – Prusy Wschodnie, i Pommern – Pomorze) zostały włączone do powojennej Polski. A powojenna akcje „odniemczania” i „repolonizacji” zostały tak świetnie przeprowadzone, iż w wyniku szykan narodowościowych i religijnych praktycznie wszyscy Mazurzy (oficjalnie uznani za Polaków jako „Autochtoni”) zdecydowali się zostać Niemcami i wyjechali do RFN już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Podobny proces nastąpił pośród Ślązaków, których udział wśród ludności województwa opolskiego spadł z pięćdziesięciu czterech procent w roku 1950 do zaledwie trzydziestu procent w chwili obecnej. W latach 1950-2000 wyjechało z Polski prawie 1,5 miliona tzw. „Autochtonów”, którzy do Niemiec przybyli jako Aussiedlerzy („przesiedleńcy”), czyli jako Niemcy etniczni posiadający konstytucyjne prawo do potwierdzenia, odzyskania lub uzyskania obywatelstwa niemieckiego. Oczywiście wielu z nich zna język polski, śląski czy mazurski, lecz większość nie deklaruje narodowości polskiej. Według niemieckich danych z roku 1997 w Niemczech zamieszkiwało 277 tysięcy Polaków, głównie osób, które pozostały w RFN po wojnie, lub w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia uciekły z PRLu i uzyskały status uchodźcy w Niemczech Zachodnich. Większość z nich pozostawała bezpaństwowcami aż do przeprowadzonych w 2000 roku zmian w prawodawstwie niemieckim, które pozwalają etnicznym nie-Niemcom ubiegać się o obywatelstwo niemieckie.

Członkowie mniejszości, którzy przed 1945 rokiem nie uczęszczali przynajmniej do kilku klas podstawowej szkoły niemieckiej nie mówią po niemiecku, w tym i obecnie jedyny poseł MN w Sejmie – Ryszard Galla. Lecz to nie był ich wybór, tylko wykonanie przy użyciu totalitarnych metod (kara finansowa, przeniesienie do gorszej pracy i gorszych mieszkań, zesłanie do obozu pracy przymusowej dla „przestępców językowych” w Gliwicach) nigdy nie sformalizowanego zakazu używania języka niemieckiego w komunistycznej Polsce na obszarach zamieszknych przez „Autochtonów”. Podobnie totalitarne metody zastosowano w Zwiazku Sowieckim względem Polaków zesłanych w czasie wojny do Kazachstanu. A teraz nie mówiących po polsku repatriantów z tego państwa i innych byłych republik sowieckich jednak się w Polsce przyjmuje. Bo nie język, religia, czy kolor oczu, a głównie wola samego zainteresowanego (i w wypadku repatriantów czy Aussiedlerów – także wola ustawodawcy przyjmującego kraju) decyduje o narodowości.

Czerwiński dodaje jeszcze, iż polsko-litewskie tablice dwujęzyczne mogą zostać ustawione w Polsce na obszarach zamieszkanych przez ludność litewską (wciąż jeszcze do tego nie doszło), bo stałoby się tak na zasadzie wzajemności, jako że podobne tablice litewsko-polskie już od lat stoją w wielu miejscowościach na Litwie. Jednak zgodnie z tą logika rozumowania tablice czesko-polskie powinny zniknąć z Republiki Czeskiej, bo nie ma ich polsko-czeskich odpowiedników w Polsce (jako że nie ma tam zwartych skupisk ludności czeskiej). Podobnie powinno się usunąć tablice kaszubskie, bowiem Kaszubi nie mają własnego państwa, gdzie mogliby się Polakom odwdzięczyć tablicami kaszubsko-polskimi.

I, last but not least, czy ustawienie tablic dwujęzycznych w Radłowie / Radlau to „efekt buty lokalnych działaczy MN”, jak twierdzi Czerwiński? Przecież wójt gminy, Włodziemierz Kierat, jest etnicznym Polakiem, a ustawienie tych tablic wynikiem skorzystania z możliwości zawarowanej prawem polskim, możliwości, w której stworzeniu współuczestniczył także sam Czerwiński, jako poseł Sejmu RP. Czy godzi się o tym zapominać?

Co dziwi to to dlaczego jak dotychczas tak niewiele gmin z mniejszością niemiecką ustawiło tablice dwujęzyczne na swym terenie. To nie efekt buty, tylko lęku utrzymującego się pomimo tego, że Polska jako demokratyczny i praworządny kraj istnieje już prawie od dwóch dekad. Lęku przed negatywną reakcją polskiej opinii publicznej i skrajnie etnonacjonalistycznych sił politycznych. Lęk ten skutecznie podsycają powybijane szyby w oknach działaczy MN, zburzone i pooblewane farbą pomniki niemieckie, słynne najazdy skinów na Dziewkowice, czy coroczne pokazy antyniemieckich resentymentów w wykonaniu etnonacjonalistów pod pomnikiem na Górze św. Anny. Działania Czerwińskiego także wzmacniają ów lęk, a z drugiej strony pozwalają mu na zbijanie kapitału politycznego, zwłaszcza teraz, kiedy od kilku lat można zaobserwować przyzwolenie na wykorzystywanie elementów antyniemieckości nawet w polityce ogólnopolskiej.

Milczenie elit województwa opolskiego i nierzetelni dziennikarze, sa winni ze tak spostrzega sie Niemcy Wielu ksenofobiczny program polskiego etnonacjonalizmu streszczony w haśle „Polska dla Polaków” może pociągać, ale chyba nie mniejszość niemiecką czy przynajmniej połowę etnicznie polskich mieszkańców regionu, których dzieci i znajomi uczą się i pracują po całej Unii? A razem to już większość ludności województwa. Jeśli tak, to dlaczego ksenofobiczny głos nietolerancji, a nawet podżegania do nienawiści narodowościowej (co niezgodne z artykułem 13 Konstytucji RP z 1997 roku) w wykonaniu Czerwińskiego jest lepiej słyszalny niż głosy umiarkowania oraz akceptacji różnorodności jako bogactwa i kapitału społecznego regionu? Może dlatego, że milczące elity wolą umyć ręce od odpowiedzialności za własny region, aby mieć „święty spokój” nawet kosztem oddania regionalnej polityki w pacht etnonacjonalistom? A może milczenie elit oznacza ich zgodę na program Czerwińskiego?

Większość moich studentów na Uniwersytecie Opolskim, którzy pochodzą zazwyczaj z naszego regionu i zdobyli wykształcenie już w wolnej Polsce, nie wie, że do roku 1945 Opolszczyzna była częścią Niemiec, a językiem oficjalnym i dominującym wtedy w Opolu (czyli niemieckim Oppeln) była niemczyzna. A jeśli już coś wiedzą o wysiedleniach, to najczęściej przedstawiają je w nierealny sposób, mówiąc, iż Niemcy po przegranej wojnie uznali swoje winy, spakowali się i w „uporządkowany sposób” ustąpili miejsca poszkodowanym repatriantom napływającym z Kresów. Co za sielski obrazek. Pewnego razu studentka prosiła mnie o wskazanie polskojęzycznych jednostek z okresu międzywojennego w Archiwum Państwowym w Opolu, bo chciała przeprowadzić badania nad „polską historią Opolszczyzny” w tym okresie i nie mogła mi dać wiary, że wszystkie dokumenty po rok 1945 są spisane w języku niemieckim. Ale palmę pierwszeństwa oddaję studentowi, który twierdził, że jego rodzina z dziada-pradziada wywodzi się z Brzegu, i że w tym „polskim mieście” od zawsze mówiono po polsku, nawet przed wojną, i nawet wtedy w żadnej mierze nie leżało ono w Niemczech, tylko w Polsce. Dopiero po dogłębnej rozmowie z rodzicami uświadomił sobie, że jego dziadkowie przybyli do byłego niemieckiego Brieg z Kresów i Polski centralnej.

Nie mówienie prawdy o przeszłości regionu, lub upolitycznione ją manipulowanie podtrzymuje obcość Opolszczyzny vis-à-vis obecnych mieszkańców i nie pozwala się im zakorzenić, nawet trzy pokolenia po tym jak przybyli tu ich dziadkowie. W ten sposób region i jego elity przegrywają nowe pokolenie, które albo wrasta w utrwalone koleiny starych stereotypów, albo w poszukiwaniu europejskiej normalności emigruje na inne tereny Unii Europejskiej (czyli „kolejnego socjalistycznego kołchozu” wedle Czerwińskiego), a szczególnie do Wielkiej Brytanii. Tam bez żadnych prawno-politycznych trzęsień ziemi (odmiennie niż w Polsce i gdzie indziej w Europie kontynentalnej) imigranci z Polski, mimo że w sensie prawnym nie stanowią mniejszości narodowej ani nie są brytyjskimi obywatelami, zakładają prywatne szkoły z polskim językiem wykładowym, na siedzibach swoich organizacji wywieszają szyldy po polsku, czy również wydają książki i gazety w tym języku. Z drugiej strony administracja państwowa i samorządowa w miejscowościach z dużymi skupiskami Polaków zapewnia obsługę i formularze po polsku w urzędach, wywiesza się tam tablice informacyjne i znaki drogowe w języku polskim, a polskojęzyczni pacjenci w szpitalu czy przychodni bez problemu mogą skorzystać z usług tłumacza – rzecz jasna na koszt państwa, a nie własny. Przecież pracują i płacą podatki w Wielkiej Brytanii. Podobnie zaczyna się kształtować sytuacja w Islandii, gdzie od roku 2008 Polacy tam pracujący mogą się rozliczać z fiskusem po polsku.

Trinity College Dublin&& 15tygo Syptymbra 2008 roku

 



Kommentare zu diesem Artikel - Komentarze do artykułu



Anzeige: 1 - 8 von 8.

Historyk
Dienstag, 04-11-08 20:43

Też tak uważam. Ale problem jest w tym, że w Polsce nadal dużo ludzi myśli jak Czerwinski i to widać także w mediach. Gdyby media nie rozmawiały i nie pisaly o nim, umarł by śmiercią naturalną. Ale ponieważ czytelnicy tego chcą by paplał co oni myślą, media to robią. Kiedy my w końcu pokażemy, ze żyjemy w XXI w. a nie w średniowieczu, choć tam wówczas nie nienawidziło się osób z innych krajów, tak jak Czerwinski nienawidzi Niemców. Co gorsza jest on nauczycielem historii, co wiec opowiada swoim uczniom i ile jadu w nich wpaja.

Jerry1SKI
Mittwoch, 29-10-08 18:04   E-Mail

Nie znam pana Czerwińskiego ale z opisu powyżej ludzie tacy jak on, z takimi jak on celami i metodami są wrogami własnych ksenofobicznych aspiracji. Jak powyżej stwierdzono jest on w bardzo małej mniejszości i tam powinien pozostać. Uważam, że jego obecność i widoczność może być używana w sposób poztywny jako przykład realnie istnieniejącego zagrożenia ze strony ksenofobicznych nacjonalistów i szowinistów. Ta tolerancja jego obecności w mediach i w polityce, gwarantowana wolnością słowa, nie powinna być bierna. – Agresywna polemika z jego tezami i tezami jego typu ludzi powinna trwać ciągle.

Witt
Samstag, 25-10-08 16:38

Nic dodać nic ująć dokładnie Henio tak było.

Henio
Donnerstag, 23-10-08 20:59

A kiedy tam przyjechał, to nie powiedział słowa, najadł się i wrócił za nasze pieniądze. O Boże, Ty widzisz i nie grzmisz

Witt
Dienstag, 14-10-08 20:28

Oglądam właśnie wystąpienie jaśnie Pana Lecha Kaczyńskiego
pana i władcy tego debilnego Kaczogrodu
oj jaki on biedny i
to jak bardzo przecież zabrali mu samolot którym miał lecieć na szczyt do Brukseli aby tam móc szczytować swoją głupotą i arogancją...
Pożalił się że nie ma samolotu a latać sam nie potrafi... Jak widać w Polskim Kaczogrodzie wszystko jest już możliwe aczkolwiek pierwszy raz widzę i jest to karygodne aby kaczka sama nie potrafiła latać.

Danka
Sonntag, 28-09-08 20:26

Szanowna redakcjo. Wyslijcie wiADOMOSC DO P: CZERWINSKIEGO; ABY WIEDZIAL CO O NIM MYSLA INNI: MOZE W TEN SPOSOB POPRAWI SIE JEGO prawie faszystowskie myslenia

Jurek z Gliwic
Donnerstag, 25-09-08 22:51

Jestem Polakiem, ale to co robi p. Czerwinski zawstydza mnie. To jest człowiek, który by pasował do Hitlera. On by takich pieniaczy i przekretów potrzebował. Ponoc Czerwinski uczy historii w szkole. Współczuje uczniom, mają popsute całe zycie, bo historia jest potrzebna a oni beda mieli cos co nią nie jest

Ślązak
Montag, 22-09-08 11:17

W wielu krajach stoja pielegnowane pomniki, ktore widzialem w Belgii, Holandii, Rosji i Cmentarze Niemieckich Zolnierzy. Otoz w Polsce tez sa pomniki lecz nie dla uwielbienia Niemcow, tylko dla upamietnienia poleglych w wojnach.
Jako historyk powinien Pan wiedziec, ze zaleznie od zaboru Polacy walczyli po roznych stronach, czesto brat przeciw bratu. Na slaskich pomnikach srednio dwie trzecie to polskie nazwiska, a na wojne musieli isc zgodnie z zasada, ze obywatel zdolny do noszenia broni mial obowiazek isc do wojska i na wojne z ktorej niewielu powrocilo. Tym co nie wrocili nalezy sie pamiec, a pomniki winny sluzyc jako przestroga przed takimi co wywoluja wojny.
A co by bylo gdyby Pan byl Ukraincem? Pewnie Lwow by nigdy nie byl polski, a w kosciolach i na krzyzach, cmentarzach oraz pomnikach nie byloby sladu polskosci na calej Ukrainie.
Pan z nudy obwahuje pomniki, by zasluzyc na poklask i tlusta pensje, robiac przy tym wielki harmider, ze robi to dla Polskiej Racji Stanu. Nie obchodza Pana aktualne ludzkie klopoty i problemy, bo tutaj trzeba by cos radykalnie zmienic.

Kommentar schreiben - napisać komentarz



Vorname
Nachname
E-Mail
Nachricht *
Antwort
Bitte geben Sie hier das Wort ein, das im Bild angezeigt wird. Dies dient der Spamvermeidung Wenn Sie das Wort nicht lesen können, bitte hier klicken.
CAPTCHA Bild zum Spamschutz
 

 
redakcja@silesia-schlesien.com | redaktion@silesia-schlesien.com | Impressum
© copyright 2004-2005 by silesia-schlesien.com

Besuchen Sie auch:
[Weinfässer als Regentonnen, Springbrunnen und Gartendekorationen]