?
 
Titelbild
 
 
  Suche   

 
   
 
Startseite / Artikel Aktuell Detailansicht
 

Kto zaczął wojnę a kto winien

Von: Zdzisław Krasnodębski

Historia Niemieckiej Republiki Federalnej jest historią wielkiego sukcesu. W 1945 roku klęska wydawała się totalna. Niemcy byli pogrążeni, jak sądzono, na wieki w niesławie, kraj został podzielony, był okupowany przez obce wojska. Utracono prowincje na wschodzie, miliony ludzi poległy, inni opuścili swe strony rodzinne i włości, miasta leżały w ruinie.
   Dzisiaj Niemcy nie tylko znowu są potęgą gospodarczą, ale też cieszą się zaufaniem Europy i cywilizowanego świata. Wysyłają wojska na misje pokojowe i razem z Francją przewodzą Unii Europejskiej. Starają się o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa. Nie było to możliwe bez zbudowania stabilnego porządku demokratycznego i tzw. społeczeństwa obywatelskiego. Udało się również przezwyciężyć wielki konflikt, który rozdzierał niemieckie społeczeństwo jeszcze w latach 80. Obywatele Niemiec są zadowoleni ze swego państwa, ufają jego instytucjom i swoim przywódcom w stopniu, o jakim Polacy mogą tylko pomarzyć.
   Oczywiście nie zmienia to faktu, że rzeczywistość nie jest bez skazy. Każdy, kto lepiej zna Niemcy, wie, że niemieckie społeczeństwo bynajmniej nie jest szczególnie otwarte czy tolerancyjne, zwłaszcza wobec Polaków. Kod kulturowy nie zmienia się tak szybko, jak to się wydaje tym, którzy zadowalają się powierzchowną analizą.
   Polska opinia publiczna jest podzielona w ocenie, jak Niemcy radzą sobie z tym wyzwaniem. Jedna postawa – powszechna w kręgach postępowej inteligencji – to bezwzględne zaufanie. Druga – równie skrajna – postrzega w polityce niemieckiej jednolitą i dokładnie zaplanowaną strategię powrotu do stanu przedwojennego. Rzeczywistość jest oczywiście bardziej złożona. Nie ulega przy tym wątpliwości, że Polakom jako zbiorowości trudno jest abstrahować od doświadczeń II wojny światowej. Badania przeprowadzone przez Instytut Spraw Publicznych pokazują, jak Polacy postrzegają Niemcy przez pryzmat okupacji. W 2005 roku wśród osób z wykształceniem podstawowym 40 procent kojarzyło z Niemcami takie pojęcia, jak: okupant, najeźdźca, wśród osób ze średnim wykształceniem było ich 38 procent, a z wyższym 27 procent. Co więcej, wśród osób z wykształceniem średnim i wyższym odsetek ten zwiększył się w porównaniu z rokiem 2000. Natomiast jako kraj dobrobytu postrzegało Niemcy w 2005 roku odpowiednio 15, 27 i 27 procent, a jako kraj ładu i porządku 20, 38, 47 procent respondentów. (Mateusz Fałkowski, Agnieszka Popko, Polacy i Niemcy. Wzajemny wizerunek po rozszerzeniu Unii Europejskiej, Warszawa 2006).
   Czyż można się temu dziwić? Nie chcemy przecież budować naszych relacji na zapomnieniu. Pamięć o II wojnie światowej jest częścią tożsamości współczesnych Polaków i tak jak nikt w Europie nie oczekuje od Żydów, by zapomnieli o Zagładzie w imię przyjaźni z Niemcami, tak nie można tego wymagać od Polaków.
  Oczywiście nadal ukazują się znakomite prace historyków niemieckich, które krytycznie analizują niemiecką przeszłość. Niektóre przypominają zapomniane lub dotąd niezbadane aspekty historii polsko-niemieckiej, w tym także zbrodnie dokonane w Polsce.
   Czy można jednak pominąć fakt, że ukazują się także zupełnie inne książki i że w sferze publicznej pojawiają się kontrowersyjne poglądy? Nasi niemieccy rozmówcy zwykli pomijać je milczeniem albo – jeśli nie jest to możliwe – bagatelizować je. Europejscy i amerykańscy publicyści zapewne ich nie znają.
   Oto jeden z licznych przykładów – dzieło Gerda Schultze-Rhonhofa, emerytowanego generał-majora Bundeswehry, który dowodził regionem Dolna Saksonia-Brema. Nie jest to więc ktoś z marginesu życia publicznego, jakaś nieznana, egzotyczna postać, ekstremista. Publikacja ta cieszy się jeszcze większą popularnością niż książka Böhlera – miała już pięć wydań. Już sam tytuł „1939. Der Krieg, der viele Väter hatte. Der lange Anlauf zum Zweiten Weltkrieg” (1939. Wojna, która miała wielu ojców. Długi marsz do II wojny światowej) wyjaśnia, o co chodzi. Generał rozprawia się w niej z tezą, że wyłączną winę za wybuch II wojny światowej ponoszą Hitler i Niemcy.
  Jak stwierdza, powołując się na słowa izraelskiego dyplomaty odnoszące się do wojny 1967 roku, także w przypadku II wojny światowej nie jest ważne, kto pierwszy zaczął strzelać, tylko co poprzedziło strzały.
  Naturalnie Niemcy – a właściwie Hitler – również przyczyniły się, zdaniem generała, do wojny: przez włączenie Sudetów do Rzeszy, a potem zajęcie pozostałego terytorium czeskiego. Ale nie jest prawdą, że niemieckie społeczeństwo chciało wojny. Dlatego nie można obarczać narodu niemieckiego, który dał się zwieść Hitlerowi, jego pokojowej retoryce, odpowiedzialnością za jej wybuch. „Przemówienia Hitlera, jego apele o pokój, sprawiedliwość społeczną, postęp techniczny i pełne zatrudnienie trafnie wyrażały bolączki i życzenia niemieckiej ludności“.
  Także w 1939 roku Niemcy nie mieli żadnego powodu, by sądzić, że Hitlerowi chodzi o coś innego niż tylko odzyskanie Gdańska oraz prawo budowy połączenia transnarodowego. Te cele wydawały im się jak najbardziej słuszne, uzasadnione podstawowymi zasadami porządku międzynarodowego, takimi jak prawo do samookreślenia. „Dla normalnego niemieckiego obywatela w 1939 roku ówczesny początek nowej wojny jest najpierw tylko ostatnim, jeszcze brakującym, krokiem, by zakończyć nieuzasadnione wersalskie sankcje i łamanie prawa międzynarodowego. Ten ostatni krok ma służyć wyzwoleniu rodaków, którzy od 20 lat przymusowo musieli żyć pod polskimi panowaniem“. Gdyby wojna ograniczyła się do tych celów, byłaby w oczach generała zapewne wojną całkowicie słuszną i sprawiedliwą. Tego, że stanie się inaczej, nikt nie mógł wtedy przewidzieć.
   Również anszlus Austrii był w gruncie rzeczy realizacją dążenia, które doszło do głosu w 1848 w „Paulskirche“ we Frankfurcie – dążenia do ponownego zjednoczenia Niemiec. Również włączenie Sudetów do Rzeszy. Jedynie ustanowienie Protektoratu Czech i Moraw uznaje autor za zbrodnię przeciwko Czechom i Rusinom, przeciw ich prawu do samookreślenia, mimo że – jak stwierdza – Czechosłowacja była tworem sztucznym.
   Państwa zachodnie przyczyniły się do wybuchu wojny dlatego, że stworzyły niesprawiedliwy porządek polityczny w Europie po 1918 roku, chciały ograniczyć rolę Niemiec, prowadziły wyścig zbrojeń oraz – przede wszystkim wspierały Polskę, co podburzyło ją do irracjonalnego oporu. Francja wręcz nakłaniała Polskę do wojny, mamiąc ją sojuszami, nie chcąc rozwiązania kwestii Gdańska. Amerykanie zaś popierali Polaków tylko dlatego, że zależało im na utrzymaniu powersalskiego ładu w Europie: „W… sporze o Gdańsk i eksterytorialne połączenie z Prusami Wschodnimi Roosevelt stoi bez wątpienia po stronie Polski. Nie chodzi mu jednak przede wszystkim o ochronę polskiego państwa. Gdyby tak było, musiałby lepiej przyjrzeć się temu, również rządzonemu autorytarnie, do końca agresywnemu wobec sąsiadów i antyżydowskiemu krajowi.
   Nie chodzi mu o los żydowskiej ludności w Niemczech, gdyż wtedy musiałby przywołać Polaków do porządku tak samo jak Niemców. Przecież liczba protestów skierowanych w latach 1933 – 1937 do amerykańskiego Kongresu przekracza wielokrotnie liczbę skarg na Rzeszę niemiecką. Amerykańskiemu prezydentowi chodzi wyłącznie o utrzymanie porządku wersalskiego, którego USA były współautorem”.
   W istocie głównym winowajcą jest Polska, bo błąd krajów zachodnich polegał przede wszystkim na tym, że utwierdzał Polskę w jej straceńczej polityce. Polska nie tylko w brutalny sposób gwałciła prawa mniejszości niemieckiej, ale także odrzuciła umiarkowane propozycje Hitlera w sprawie Gdańska oraz linii kolejowej i autostrady, które miały łączyć Prusy Wschodnie z Rzeszą.
  Polska przedstawiona zostaje w tej publikacji jako kraj agresywny, skłócony ze wszystkimi sąsiadami, kraj, którego historia polega na ujarzmianiu sąsiednich ludów i narodów: „Historia Polski obejmuje czas prawie tysiąclecia, w czasie którego – w jego pierwszej połowie – naród polski (Volk der Polen – a więc można by to również tłumaczyć jako plemię Polaków), z małego szczepu wyrósłszy do rozmiarów królestwa, stał się wielkim imperium (Großreich) i panem nad wieloma obcymi ludami. Druga połowa tego tysiąclecia to droga wewnętrznego rozpadu, podbicia niezasiedlonych przez Polaków obszarów Polski przez Rosjan i Turków, a na końcu podział kraju między Rosję, Austrię i Prusy… Dopiero w 1917 roku Austria i Niemcy tworzą ze »swych« części Polski nową Polskę”.
   Rozbiory nie były żadnym aktem niesprawiedliwości dziejowej: „Polakom utkwiły w pamięci trzy rozbiory jako utrata własnego terytorium, chociaż więcej niż połowa podzielonego kraju była raczej koloniami niż właściwą Polską” (s. 362). Polska wykorzystuje grupy etniczne do realizacji swoich celów, przede wszystkim Ślązaków i Kaszubów. „Polityczne znaczenie Kaszubów w latach 20. wynika z terytorium ich osiedlenia tam, gdzie Pomorze i Prusy są najbliżej siebie. Polacy uznają Kaszubów za Polaków, aby udowodnić, że ludność korytarza zawsze była polska. Niezadowolenie Kaszubów z nowej władzy państwowej w Warszawie Polacy uznają za niewdzięczność i głupotę”.
   Wydaje się zatem, że zdaniem autora Polacy to Polanie, którzy dokonywali nieustannych podbojów i najazdów, na przykład na Ślężan i Mazowszan. Właściwe terytorium Polski to według niego państwo Polan (z tego względu gotowy jest zaakceptować utratę Poznania po 1918 r.) oraz być może jeszcze Mazowsze i Małopolska. Polska Jagiellonów i Rzeczpospolita powstaje w wyniku ekspansji. Trzeba dodać, że Unia Lubelska uchodzi w tego rodzaju narracjach za jedną z większych polskich zbrodni. Na przykład w Muzeum Prus Zachodnich w Monastyrze można przeczytać, że „W 1569 Polska jednostronnie lublińskim dekretem (sic!) uznaje Prusy Królewskie za polską prowincję”. Zdaniem generała Schultze-Rhonhofa w 1569 r. Pomorze zostaje „zglejszachtowane”. Dopiero w 1772 roku „Prusy Zachodnie jako dawne terytorium niemieckiego zakonu i część terytorium niemieckiego cesarstwa/Rzeszy (Reich) wraca do Prus i do Rzeszy Niemieckiej” (s. 374).
   Swą tradycyjną politykę zaborów i ekspansji Polska kontynuuje po 1918 roku, zamiast ograniczyć się do swego obszaru etnicznego. Dotyczy to oczywiście Śląska i Prus Wschodnich. Autor potępia polską politykę wobec mniejszości niemieckiej. „Los Niemców, którzy pozostali na oddzielonych od Rzeszy terytoriach i nie wyemigrowali, był podobny do losu Albańczyków w Kosowie w latach 90. XX wieku” (s. 481). To porównanie pojawia się w tej książce kilkakrotnie. Autor sugeruje, że III Rzesza brała w obronę prześladowaną mniejszość niemiecką tak jak wspólnota międzynarodowa ratowała albańską ludność Kosowa przed Serbami.
   Warto przy tym zauważyć, że w swej interpretacji genezy II wojny światowej generał w gruncie rzeczy powtarza tylko, to co mówił przed wybuchem wojny Hitler. Twierdził on, że to Polacy nie chcą pojednania, że odtrącają jego wyciągniętą rękę. Powoływał się na prawo do samookreślenia, na prawa mniejszości, nie mniej przekonująco niż dzisiaj niektórzy niemieccy politycy mówił o prawie do stron rodzinnych. Uskarżał się na wypędzenie milionów Niemców z dawnych wschodnich prowincji, bo przecież wypędzanie Niemców zaczęło się już w 1917 i 1918 roku. Jak pisze Allan Bulock w jednej z pierwszych, ale ciągle jednej z najlepszych książek o Hitlerze: „Polaków przedstawiono jako ludzi upartych, nieustępliwych, którzy nie chcą żadnej ugody”. Nieodpowiedzialnych nacjonalistów gnębiących mniejszości, fanatycznych, kłótliwych, agresywnych, zacietrzewionych – czyli mniej więcej tak, jak obecnie korespondenci prasy niemieckiej opisują braci Kaczyńskich.
   Na szczęście nie wszyscy uwierzyli w ówczesne niemieckie umiłowanie pokoju i sprawiedliwości. Jak pisał francuski chargé d’affaires w Berlinie w notatce dla swego rządu w kwietniu 1939 roku: „Po raz pierwszy Trzecia Rzesza spotkała się z kategorycznym »nie«, po raz pierwszy jakiś kraj jasno wyraził swoje zdecydowanie odparcia siły siłą i odpowiedzenia na każde jednostronne posunięcie ogniem z karabinów i dział. Jest to język zrozumiały dla Niemców, ale od dawna go nie słyszeli. Nie mogą więc uwierzyć własnym uszom i nadal nie tracą nadziei, że uda im się w końcu znużyć Polaków i osłabić ich chęć oporu”.
   Zdając sobie sprawę, że zmieniają się i Niemcy, i Europa, nie powinniśmy lekceważyć takich książek jak ta pióra generała Schultze-Rhonhofa. Jego poglądy podziela zapewne wielu przedstawicieli elity niemieckiej, zwłaszcza wojskowej. Dlatego pytanie, jak Niemcy będą realizować swe polityczne ambicje na Wschodzie, nie jest banalne. Generał także nie sądzi, aby pisał tylko o odległej historii. Swe dzieło kończy stwierdzeniem, że strzały oddane na rozkaz Hitlera 1 września wtrąciły świat w „wir, którego skutki odczuwamy do dzisiaj”. Oczywiście nikt rozsądny nie będzie twierdził, że w Niemczech dokonuje się powrót do lat 30.       Niepokojący jest jednak nie tylko rosnący niemiecki egotyzm, zauważony niedawno nawet przez Josė Barroso, lecz także energiczne domaganie się „prawa do stron ojczystych” przypominające dyskurs przedwojenny.
   Problemy w polsko-niemieckich stosunkach, choć trudne, są do rozwiązania. Ale to zakłada realistyczną ocenę sytuacji i jasną świadomość, że wśród elit niemieckich są także ludzie wpływowi myślący tak jak generał Gerd Schultze-Rhonhof (zwykli obywatele Niemiec rzadko wybiegają myślą tak daleko w przeszłość i przyszłość). Niektóre tendencje niemieckiej polityki wschodniej, sojusz z Rosją, ostatnio nieco chwiejny, wspieranie w Polsce „małych ojczyzn” i prowadzenie w Polsce własnej polityki historycznej, bezwzględne zwalczanie w mediach idei IV RP, wreszcie utrzymywanie przez milionowe dotacje Związku Wypędzonych, a także setek – jeśli nie tysięcy – innych instytucji pielęgnujących pamięć o ziemiach utraconych, mogą wynikać także z innych motywów, ale świetnie pasują do tego myślenia.
Źródło : Rzeczpospolita, listopad 2007



Kommentare zu diesem Artikel - Komentarze do artykułu



Anzeige: 1 - 20 von 57.
Jerry1SKI
Mittwoch, 19-11-08 17:40   E-Mail

Panie Roman J, parę słów na temat tej bardzo tendencyjnej pro-niemieckiej strony – redakcja tej strony z panem Pollokiem naczele nadaje temu ton i oczywiście pomagają mu ci wszyscy tak jak Pan, którzy entuzjastycznie zachłystują się antypolskością. Wpisują się też indywidualni dyskutanci reprezentujący Ślązaków i Polaków. Jeśli szybko spojrzeć na statystykę tej strony to redakcja otwarła 82 tematy w tym 40 po niemiecku i 42 po polsku (wpisy w mowie śląskiej są tylko i wyłącznie na polskich stronach). O ile nie przeoczyłem, wszystkie wpisy w mowie śląskiej sympatyzują z polską stroną widzenia. Pan Pollok jest podpisany pod 11 tematami – wszystkie bardzo tendencyjne i niespodzianka – wszystkie bardzo anty-polskie a więc też twierdzę anty-śląskie, z definicji mowy śląskiej. Ponad 90% tematów z 82 cytowanych jest agresywnie antypolskich, kilka jest na tematy neutralne takie jak humor lub sport i znalazłem jeden który bym zaliczył do poważnych i zrównoważonych i broniących polskiego punktu widzenia. Jeśli chodzi o powtarzający się tu wątek obwiniania dzisiejszej Polski i Polaków za wersje historii „made in PRL” to jest to wyraz ekstremalnego cynizmu bo historia polski była mieszana z błotem przez komunę – Katyń, AK, Wojsko 2 RP, wszystko co niekomunistyczne. To jest tak jakby dzisiaj zapomnieć o RFN przed 1989 rokiem i przedstawiać stanowisko Niemiec i Niemców z perspektywy NRD do roku 1989. Ile w tej historii było zakłamania i kto był za to odpowiedzialny? I jeszcze o niemieckich ślązakach i ich przywiązaniu do Niemiec – ilu wyjechało do NRD? Ilu wybrało Polskę? Ilu wyjechało do RFN? i dlaczego?

Jerry1SKI
Mittwoch, 19-11-08 17:40   E-Mail

Panie Jutrzenka, zgadzam się z panem że mowa śląska jest słowiańską i bez dłuższych dywagacji na temat przysłowiowej kwadratury koła, prawdopodobnie formą gwary polskiej. Z językiem niemieckim śląska mowa ma wspólny indoeuropejski korzeń (tak samo jak język polski) i zapożyczone niemieckie słowa; te ostatnie będące wynikiem sąsiedztwa i przmusowej germanizacji szczególnie w czasach Kulturkampfu.

grego
Freitag, 02-05-08 07:10

Brawo Panie Mengele! nareszcie ktoś przejrzał tę gigantyczną manipulację jaką była tzw. II wojna światowa. Zapomniał Pan jedynie wspomnieć o mocno podejrzanym udziale Żydów w holokauście i polsko-sowieckiej mistyfikacji zwanej planem Barbarossa a zmierzającym do odebrania Śląske Niemcom zgodznie z planami z czwartego wieku przed naszą erą.

Mengele
Donnerstag, 01-05-08 19:25

"Kto zaczął wojnę a kto winien" - oczywiście wojnhę zaczęli Polacy i to oni są winni wszystkiemu co Niemcy zrobili. To Polacy wynieśli Adolfa Fuhrera na na wodza narodu niemieckiego. To Polacy Hitleroei potajemnie napisali "Mein Kampf". To Polacy przebrali się w niemieckie mundury wermachtu i SS i sami sibie zaatakowali1 września 1939r. To Polacy deportowali Żydów, Polaków Romów, i inne nacje do lagrów potajemnie zbudowanych przez Polaków i to tam Polacy mordowali miliony ludzi. Taka jest prawda o tym. Niemcy wogóle nic nie wiedzieli o tych zdarzeniach, Teraz się dopiero dowiadują. Niemcy to potulny niewinny naród, nic a nic nie wiedział o Auschwitz , o Dachau, o TYreblince, o Mautchausen, o Stuthof, Niemcy nie na0adli na Anglię ani na Rosję, oni nie nie mieli ani jednego unterbota i ani jednej torperdy, Ani jednego samolotu. Te bombardowania Warszawy w 1939 to dzieło Polakó którzy sami na siebie spuszczali bomby Haben Sie recht Herr Krasnodębski sie sind richtig guter deutscher Mann Heil Hitler panie Krasnodebski.

grego
Sonntag, 13-04-08 16:23

Puściły mi nerwy, gdyż od dość dawna Polacy straszeni są rzekomymi wrogami zza granicy po to aby odwrócić uwagę od faktu, że okradają nas nasze władze. Dlatego jak słyszę o tym jacy to źli są nasi sąsiedzi, dostaję szału, bo wiem, że jest to jedynie odwracanie uwagi od złodzieja w rodzinie. Zresztą się zgadzam Panie Jutrzenko

Jutrzenka Słowiańska
Sonntag, 13-04-08 12:34

Panie Grego,nie wiem dlaczego pusciły panu nerwy ale strasznie pan sie zagalopował.
-pan mnie wyzywa od zwolennikuw Solidarnosci,a inni forumowicze od komunistow,panowie prosze się zdecydowac.

-panie Grego wybaczy pan,ale to,że pan jest oszfabiony przez nasz Rzad,nie jest tematem naszej rozmowy.

-panie Grego,oczywiscie,że Niemcy maja prawo wybudowac u siebie co chcą,tylko po co prowadzą z nami negocjacje,których i tak nie mają zamieru spełnic(więc nie liczą się z opinią sąsiadów,jak był pan łaskaw błędnie napisac),tego nie rozumiem i prosze mi to wytłumaczyc.My w sprawie Dudajewa nie rozmawialismy z Rosjanami bo nie chcielismy ich oszfabiac obietnicami,których nie spełnimy,moim zdaniem jest to uczciwe(inna sprawą jest sens takiego ronda).


grego
Samstag, 12-04-08 18:06

I jeszcze dwa słowa Panie Jutrzenko. Sprawa pozornie nie ma nic wspólnego z problemem Centrum Wypędzeń, faktycznie jednak pokazuje jak w podobnej sytuacji zachowuje się rząd RP. Parę lat temu władze Warszawy uznały za słuszne nazwanie noweg ronda imieniem Dzohara Dudajewa. Ewidentnego terrorysty. Rozjuszyło to Rosję tak, jak Centrum Wypędzeń rozjuszyło Polaków. Czy wie Pan jaka była odpowiedź strony polskiej na rosyjskie protesty?
Rosji nic do tego, jak my nazywamy nasze ulice. Mój szanowny Panie Jutrzenko, Niemcy mają prawo zrobić sobie to centrum bez naszej zgody i nic Pan na to nie poradzi. Fakt, że prowadzą z nami negocjacje świadczy o tym jedynie, że bardziej się liczą z opinią sąsiadów niż nasz rząd.

grego
Samstag, 12-04-08 16:12

Panie Jutrzenko. Z całym szacunkiem. Oszwabić to znaczy oszukać, czyli wyrządzić komuś szkodę. Nie ma w tym nie widzę dla Polski żadnej szkody, że w Berlinie pomnika Solidarności nie będzie. Nie czuję się zatem oszwabiony przez rząd federalny. Czyję się natomiast oszwabiony, kiedy po zapłaceniu podatków i najdroższego w swiecie ubezpieczenia społecznego zderzam się z naszą rzeczywistością. Kraju, gdzie dla lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli nie ma grosza, za to utrzymuje się "niezależną" telewizję białoruska!!!! Czuję się oszwabiony widząc, że prawie 20 lat po komuniźmie wciąż winą za wszelkie porazki spowodowane nieudolnością kolejnych rządów obarcza się gen.Jaruzelskiego. Tak Panie Jutrzenko. Jest prawdą, że dajemy się oszukiwać, ale niekoniecznie przez sąsiadów zza miedzy. Mamy własnych oszustów. Przykro to stwierdzić, ale wywodzących się z tej pańskiej "Solidarności" przeważnie.

Jutrzenka Sowiańska
Freitag, 11-04-08 23:52

Panie Grego mnie pomnik Solidarnosci w Berlinie równiez nie jest potrzebny,ale oboje wiemy,że nie o pomnik tu chodzi tylko o umowę.Tak się umówili wadcy naszych państw,my godzimy sie na Centrum Niemcy budują pomnik,który pokazuje wkad Polaków w obalenie komunizmu w Europie.A Niemcy jak zwykle nie dotrzymali sowa .W Polsce jest takie sowo-oszfabic czyli oszukać.Idealnie pasuje do tej sytuacji.

grego
Freitag, 11-04-08 08:13

Mnie natomiast ciekawi, komu i do czego potrzebny jest pomnik Solidarności w Berline? Zakładam, że Niemcy takiej potrzeby nie odczuwają zbyt boleśnie, skoro z budowy zrezygnowali. Co do tego nam Polakom? zaiste panie Jutrzenko ni potrafię tego pojąć. Osobiście jestem zwolennikiem skupienia się polskiego rządu raczej na budowaniu autostrad w Polsce niż pomników w Berlinie>

Jutrzenka Słowiańska
Donnerstag, 10-04-08 11:24

Bardzo się cieszę panie Karl,że mój punkt widzenia uznaje pan za prawdziwy.Gdyby tak większośc Niemców uważała,to nie było by tyle nienawisci do Polaków w tamtejszym społeczeństwie.

Karl Mosler
Donnerstag, 10-04-08 11:11   E-Mail

Panie Jutrzenka Słowiańska, dobrze mi było bez Pańskiego siania nienawiści. Niestety znów Pan się zgłosił ze swoim punktem widzenia, tym jedynem prawdziwym!

"Typowo niemieckie." - to Pańskie podsumowanie pewnego bardzo istotnego problemu niemiecko-polskiego. Pan się tym problemem nigdy na serio (realistycznie) rozprawił, tylko głosi stereotypy tej tak niedawnej przeszłości komunistycznej, od której nie tylko Pan się energicznie odżegnuje. Mimo tego nie piszę: "typowo polskie" - bo skrzywdziłbym wiele szczerych, otwartych, rozumnych i nie mających deskę przed głową Polaków.
Pana jątrzenie z ukrycia najlepiej świadczy o jakości i wartości używanych argumentów.
KM

Jutrzenka Słowiańska
Donnerstag, 10-04-08 09:50

Rzeczywiście,rzadziej tu zagladam,z kilku powodów,
-tematy są mniej ciekawe
-usunięto niewygodne a moim zdaniem ciekawe i ważne artykuły
(Historię Śląska i artykuł o CRNN)
-wiele osób o pogladach neofaszystowskich juz się tu nie pojawia(Ballest,Tomas Indogermanin,Kolo itd)pozostały tylko niedobitki(Krzysztof,AG)
-a i widzę zmiany w niemiecich gazetach,odkąd nie rządzi już J.Kaczyński Niemcy troszkę mniej obrażają Polaków.Oczywiscie zdaje sobie sprawę,dlaczego tak jest,po prostu Tusk godzi się na wszystko a Kaczyński jednak miał swoje zdanie.Wiem,ze gdyby do władzy znowu wrócił J.Kaczyński,w Niemczech ruszyła by fala nienawisci i ataków na Polskę i Polaków.Ale tacy juz są Niemcy,i nikt tego nie zmieni.Zresztą nawet Tuska oszukali.Za zgodę na budowę Centrum Przesiedlonych Niemcy obiecali w Berlinie wybudowac pomnik Solidarności.Tusk na Centrum sie zgodził a Niemcy z budowy pomnika sie wycofali.Typowo niemieckie.

Roman J.
Mittwoch, 09-04-08 18:59   E-Mail

Tu jest sprawa trochę skomplikowana Panie Jutrzenka.
Jak się sam uznaje za ślązaka, nie wstydzi się pochodzenia swoich rodziców- to czemu nie.W każdym razie ma prawo być ślązakiem.
Można sytuację też odwrócić i zapytać czy dzieci których rodzice są urodzeni na wschodnich terenach dawnej Polski i żyjących teraz na śląsku- czy to też ślązacy?
Ja myślę że tak.Chyba że tego wyraźnie nie chcą i uważają się przede wszystkim za Polaków którzy wyemigrowali na śląsk.
A tak poza tym to dawno tu Pana nie było i nie było za bardzo się z kim kłócić i dyskutować.

Fridrich
Dienstag, 08-04-08 18:17

Dobre Panie Jutrzenka. Jak ciebie przyjaciel strzela w plecy i dezertra to tez sie nie przejmiujesz i muwi jak polak spoko!

Jutrzenka Słowiańska
Dienstag, 08-04-08 17:09

Panie Fridrich,Ślązacy nie są żadnymi zdrajcami,to jest lud słowiański,tu jest ich ziemia i normalnym jest,że identyfikują się ze słowianami a nie germanami.Oczywiście jest częsc Ślązaków którzy wybrali pieniądze zamiast honoru i stali sie Niemcami.I to własnie oni są zdrajcami w sensie jakim pan pisze.Ale tacy ludzie są wszedzie i nie należy się nimi przejmowac,to jest margines.

Jutrzenka Słowiańska
Dienstag, 08-04-08 16:59

Panie Romanie,Ślazak bez Śląska dalej jest Ślązakiem,ale czy jego dzieci(oczywiscie matka jest Ślązaczką)urodzone i mieszkające np.w Warszawie lub Berlinie są Ślązakami czy nie?

Fridrich
Dienstag, 08-04-08 08:18

Polska propaganda nie zna tematu polskie obozy. Slaska gazeta nie chce znac o zdradzie shlessiera w nowmandia! wpisy sie usuwa bez sladu! to jest falsz! tak jak unikanie temat polskie obozy! ta gazeta robi tak samo.

Roman J.
Montag, 07-04-08 15:18   E-Mail

Ponieważ śląsk należał do Polski albo do Niemiec(kiedyś też do Czech ale b.dawno),są teraz polscy ślązacy i niemieccy ślązacy.
Podobnie jak Kurdowie żyjący w Turcji i Kurdowie żyjący w Iraku.

ślązak pozostanie tam gdzie może i chce.
ślązak nie musi być przywiązany do śląska jak kiedyś chłop do ziemi.

Fridrich
Montag, 07-04-08 07:24

slazak robi tak Wielkie Niemcy silni slazak jets Niemiec. jak niemcy maja problem slazak jest polak. zdrajca to zdrajca i dlatego slazak nie jest prawdziwy Niemiec ani prawdziwy polak. udawnie Niemca dzisiaj na nic. slazak pozostanie tam gdzie jego miejsce. Wielkie Niemcy poradza sobie bez slazakow zdrajcow.

Kommentar schreiben - napisać komentarz



Vorname
Nachname
E-Mail
Nachricht *
Antwort
Bitte geben Sie hier das Wort ein, das im Bild angezeigt wird. Dies dient der Spamvermeidung Wenn Sie das Wort nicht lesen können, bitte hier klicken.
CAPTCHA Bild zum Spamschutz
 

 
redakcja@silesia-schlesien.com | redaktion@silesia-schlesien.com | Impressum
© copyright 2004-2005 by silesia-schlesien.com

Besuchen Sie auch:
[Weinfässer als Regentonnen, Springbrunnen und Gartendekorationen]