Prof. Zygmunt Woźniczka - Obóz koncentracyjny w Oświęcimiu zaraz po wojnie.
W czasie wojny obóz w Oświęcimiu stał się symbolem śmierci męczeństwa i był szeroko opisywany w podziemnej prasie konspiracyjnej oraz władze podziemia informowano szeroko rząd RP w Londynie o tym co dzieje się za drutami obozu. Przyczynił się do tego walnie Witold Pilecki organizując ruch oporu w obozie przekazując materiały na zewnątrz a potem po udanej ucieczce z obozu przedostał się na Zachód. Przywódcy podziemia, jeżeli chcieli porównać nowa nadciągającą sowiecką okupację z niemiecką i tamte męczeństwo z tym nowym to jako hasła używali- Oświęcim. Np. w wydanej 17 V 1945 r. Odezwie RJN pt. ”Do narodu polskiego” pisano: „Doczekaliśmy się również tej hańby, że lubelskie władze bezpieczeństwa starają się przelicytować Gestapo, że słowo „Rembertów” budzi nie mniejszą grozę niż „Oświęcim”. W ulotce wydanej przez Delegaturę Sil Zbrojnych w maju 1945 roku podkreślano. ”Nie ma SS i Gestapo, panami życia i śmierci są rosyjscy komendanci wojenni, jest NKWD. Nie ma Oświęcimia i Treblinki, lecz są po całym kraju nowe obozy koncentracyjne, nowe miejsca kaźni i męki.” Podobnie komuniści wykorzystywali symbol Oświęcimia i nienawiść do Niemców do przełamywania wrogości społeczeństwa wobec nowej władzy. Zimą i wiosną 1945 roku Główny Zarząd Polityczny Wojska Polskiego organizował tzw. ”wiece nienawiści do niemca” /celowo pisanego z małej litery / gdzie nawoływano do walki „Za Majdanek, Oświęcim, Warszawę”. Ich celem było uchwalanie rezolucji i listów w których ludność danych miejscowości składała Obietnicę zemsty i walki aż do zwycięstwa.” W styczniu 1945 r. KRN wydała dekret o powołaniu Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich jako specjalnego organu Ministerstwa Sprawiedliwości. Obok tego na łamach prasy i radia opisywano zbrodnie niemieckie. 26 lutego 1945 r. Polskie Radio nadało pierwszą audycję z cyklu „ Z dziejów barbarzyństwa niemieckiego w Polsce.” W ramach tego cyklu czytano m.in. fragmenty książek: Poli Gojawiczyńskiej Krata, Zofii Naukowskiej Medaliony czy Ludwika Rajewskiego Oświęcim walczący. Odsłaniając tajemnice „epoki pieców” najwięcej mówiono o Oświęcimiu przytaczając także wspomnienia byłych więźniów. Niemniej jednak w programie radiowym w latach 1945-1946 rozrachunek z przeszłością wojenna nie był tematem wiodącym. W połowie marca 1945 r. Bolesław Bierut mianował ministra sprawiedliwości Rządu Tymczasowego Edwarda Zalewskiego, przewodniczącym komisji do zbadania zbrodni niemieckich w Oświęcimiu, natomiast 31 lipca 1945 r KRN zdecydowała o uznaniu obozu za miejsce polskiego i międzynarodowego męczeństwa. W tym samym czasie grupa byłych więźniów na czele z Tadeuszem Wąsowiczem już jako pracownicy muzeum zaczęli przygotowywać obóz do nowych celów. / w 1946 otwarto pierwszą jego część. / W oczach społeczeństwa utrwalał się jako symbol męczeństwa i „narodowa świętość.” Co umiejętnie wykorzystywała propaganda oficjalna ukrywając drugą stronę dziejów obozu. Stanowiło je barbarzyńskie niszczenie przez okoliczną ludność i wszelkiego rodzaju szabrowników tego wszystkiego czego hitlerowcy zniszczyć nie zdołali. / podobnie jak na Majdanku /. Zachowanie to było wyrazem zarówno powojennego zubożenia jak i deprawacji społeczeństwa. Rozbierano baraki, zasieki z drutu kolczastego, zabierano wszelkiego rodzaju urządzenia, materiały budowlane części metalowe itp. Ale przede wszystkim poszukiwano kosztowności. Zwłaszcza na terenie tzw. "dołów śmierci” w Brzezince kopano tzw. ”biedaszyby” , budowano wielkie instalacje techniczne i zawiązywano całe przedsiębiorstwa eksploatacyjne. Przesiewano dokładnie ziemię i płukano ją poszukując złota, które ukryty w ludzkich trzewiach nie uległo zniszczeniu w czasie kremacji. Minister Zalewski będący wiosną 1945 roku na czele swojej komisji w Oświęcimiu natknął się na takich „poszukiwaczy skarbów.” Tak o tym pisał : ” W pobliżu naszej grupy zauważyłem paru mężczyzn grzebiących w ziemi haczykami. Powoli zbliżałem się do nich i zauważyłem, ze zajęci są wydłubywaniem rozmaitych drobiazgów jak : zegarki w szczątkach, koperty srebrne i złote luzem, jakieś medaliony. Zapytałem jednego ze spotkanych zbieraczy o jego robotę. W odpowiedzi wyjął kilka wymienionych przedmiotów. /..../ Było tego mnóstwo, że w tym samym miejscu, gdzie stanąłem, podeszwą bucika wydłubałem sam parę pieniążków, medalion pogięty i szkiełko.” W obozie zaraz po wyzwoleniu przebywali także więźniowie, którzy nie zostali przez uciekających Niemców zabrani. Leczono ich przez wiele tygodni a nawet miesięcy. Ludzie ci ledwie tylko jako tako wrócili do zdrowia to zaraz chcieli wyjechać z obozu. Pisano o tym m.in. na łamach „Głosu Ludu” w marcu 1945 r. przytaczając relację jednego ochotników PCK opiekujących się więźniami: „Rekonwalescenci marzą tylko o opuszczeniu obozu. Mówimy im, że za obozem jest źle, chłód, głód, brak wszystkiego. To nie robi żadnego wrażenia. Jechać, jechać, za wszelką cenę jechać! Tymczasem lokomocji nie ma. Muszą siedzieć. To doprowadza do rozpaczy. Żeby można było tych , co żyją, stąd wywieźć. Zdjąć im tę piekielną zmorę obozu, to właśnie najtrudniejsze, to właśnie / jak bolesna ironia / na razie niewykonalne.” Powojenną historia obozu w Oświęcimiu, nadal najmniej znana , to istnienie w jego obrębie obozów NKWD. Powstawały one także w jego podobozach np. w Jaworznie czy Świętochłowicach- Zgodzie. Armia Czerwona po zajęciu obozu macierzystego jak i szeregu podobozów zabrała nie tylko prawie całą dokumentację ale i nawet niektórych więźniów wracających do domu. Niekiedy wysyłano ich razem z innymi aresztowanymi do łagrów w głąb ZSRR. Jak wspomina Edward Janik w transporcie w którym jechał do zachodniej Syberii było również „kilku więźniów ubranych w pasiaki oświęcimskie.” Trudno do dzisiaj oszacować skalę tego zjawiska. Udało się ustalić, że Hieronim Kolonko, Karol Miczajka, Augustyn Wieczorek, Jan Wieczorek zostali zatrzymani przez NKWD, kiedy wracali z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu do Rybnika. Wiemy, że na terenie byłego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu NKWD w pierwszej połowie 1945 roku / najpóźniej w kwietniu – maju / utworzyło dwa obozy przejściowe - nr 22 i 78, których komendantem był płk. Masłobojew. Jeden znajdował się na terenie obozu macierzystego- Stammlager, a drugi w obrębie Birkenau / na terenie dawnego obozu kobiecego./ W obu obozach przebywało ponad 12 tys. ludzi. Byli to w większości niemieccy jeńcy wojenni, w tym wielu Ślązaków. Jeńcy zajmowali teren wewnątrz drutów kolczastych. Ciężko pracowali i traktowano ich surowo, nie mogli korzystać np. ze szpitala obozowego, ale bez zbytniej brutalności. Mimo to umierali z chorób spowodowanych złym odżywianiem. Tak pisali o swoim losie w liście przemyconym do wojewody Aleksandra Zawadzkiego: „Przebywa nas w obozie 12 tys. osób jako Polaków cywilnych i jeńców wojennych b. armii niemieckiej. Część Polaków zgrupowanych jest w jednym bloku / blok15/, i to w liczbie 655 osób podzielonych na kompanie. Reszta rozproszona jest w blokach innych wśród kompanii niemieckiej i nie ma możliwości poniekąd zjednania się z nami, a to z tego względu, ze są to Polacy ze Śląska Opolskiego, posiadający obywatelstwo niemieckie. Dowódcy tych niemieckich kompanii nie chcą ich z powyższego powodu przekazać do kompanii polskich. Los nas wszystkich Polaków w obozie oświęcimskim jest niewidomy. Przed niedawnym czasem z górą 400 zaliczanych do grupy roboczej drugiej zostało wysłanych razem z jeńcami niemieckimi w niewiadomym kierunku.” List ten jak i protesty ludności dały pewien efekt bowiem Zawadzki po rozmowie z marszałkiem Konstantym Rokossowskim a później gen. lejt. Oziminą pełnomocnikiem Rady Wojennej Północnej Grupy Wojsk Radzieckich utworzył specjalna komicję na czele z Alfredem Limanowskim ds. ujawniania Polaków umieszczonych w sowieckich obozach pracy. 6 VIII 1945 r. wyjechały do obozów w Blachowni, Kędzierzynie Koźlu, Oświęcimiu i Łabędach specjalne komisje dla zwalniania z tych obozów zatrzymywanych tam bezprawnie Polaków. Między 21 VIII a 31 IX 1945 r. z obozu nr 78, liczącego 7 135 osób, zwolniono 4 156 nie mających volkslisty lub posiadających 3 i 4 grupę. / pozostałych trzymano do maja 1946 r./ Ponadto NKWD wypuściło ok. 8 tys. ludzi. Łącznie do jesieni 1945 r. zwolniono z Oświęcimia ok. 12 tys. ludzi. O wiele cięższy był los jeńców wojennych rodowitych Niemców. Zachował się notatnik jednego z nich – Ernsta Dittmara, żołnierza z jednostki sanitarnej Wehrmachtu. Są to notatki robione na bieżąco od 1 stycznia do 15 lipca 1945 roku. Dittmar trafił do niewoli w północnych Czechach i po 17 dniowym marszu w kolumnie jeńców dotarł do Oświęcimia. Na terenie byłego KL Auschwitz przebywał od 28 czerwca do śmierci w dniu 17 lipca 1945 r. Tak opisuje pierwsze wrażenia: „27. VI, Marsz do Auschwitz. Przed miastem w wiosce obóz ; pole i namioty; przyniosłem chleb, żadnego ciepłego posiłku. /.../ 28 VI. Dalej. Do obozu Auschwitz. KZ Lager. Ma pomieścić 80 tys. ludzi., 12 km. Ciepłe jedzenie, chleb, zupa z ziół. Wielki głód, pragnienie. Co z nami będzie. Ponownie dezynfekcja. O północy dopiero do łóżka. 2-3 piętrowe prycze drewniane. 29 VI. Wcześnie 5 godz.- pobudka, potem zupa z kapusty z chlebem / 375 g/. Cały dzień nic nie robiliśmy, spaliśmy. Wieczorem 5 godz. Ponownie zupa z kapusty. Trochę wody. Nie mam siły.” Nastroje wśród jeńców były coraz gorsze. Jak pisze Dittmar 30 VI sądzono, że „zwolnienie od września. Inni sądzą, ze w ciągu 6-8 tygodni, inni zaś sądzą, że pojedziemy do Rosji. To znaczy trzeba odczekać.” Ponadto zaczęto jeńców zmuszać do pracy. „6 VII, Ciężka praca w fabryce chemicznej IG Auschwitz / Monowice /. Długi czas pracy: od 9- 21.30. Głodny i zmęczony. Wreszcie wieczór. Nic do jedzenia, żadnej przerwy na obiad, robimy ją dopiero teraz. Załamuję się często ze słabości. Nie mogę więcej. Jest strasznie. 5- km drogi. W obozie cienka zupa z ziół, nic w środku. Głód. Ciągle śmiertelnie zmęczony. Ciężki obóz. Upadłem na elementy żelazne. Zraniłem łydkę. 7.VII. Żadnej pracy. Byłem u lekarza. Dwa dni wypoczynku. Dezynfekcja. Różne pogłoski. Do 26.07 ma być teren obozu czysty. Do września wszyscy Niemcy mają być zwolnieni. Ukradziono nam bardzo dużo: z mojego pojemnika, moje jedyne mydło i moje czarne nici, moja fajkę. Przed kilkoma dniami- połowę chleba. I to wszystko pomimo warty i policji. Nic nie jest więcej pewne.” Dittmar coraz bardziej podupadał na zdrowiu rana nogi nie chciała się goić i następowało wycieńczenie organizmu. Pod datą 14 VII pisał :” Dzisiaj znowu badanie związane z grupa roboczą. Cały obóz musi być wystawiony. Z trzeciej grupy dużo przeszło do grupy drugiej. Dwa transporty po 30 wagonów stoją na dworcu gotowe do dojazdu. Dokąd? Nikt nie wie. Jestem znowu z trzeciej grupie roboczej. Kilku młodych ludzi oddaliśmy. Pewna część Węgrów też jest odtransportowywana. Wszystkie narodowości są tutaj: Niemcy, Austriacy, sudeccy Niemcy, Czesi, Węgrzy, Rumuni, Polacy itd. Młodzi i starzy, zdrowi i chorzy, szeregowcy i oficerowie od 16 do 60 lat, Wehrmacht, Luftwaffe, marynarka, kolejarze, cywile.. itd. Mam mocną biegunkę i bóle brzucha. 15 VII. Moja matka ma dzisiaj urodziny. Przesyłam ci kochana matko z daleka najserdeczniejsze życzenia szczęścia i błogosławieństwa. Zostałem przyjęty dziś do rewiru, ponieważ leczenie ambulatoryjne nie pomaga.” 17 lipca 1945 Dittmar zmarł w szpitalu obozowym i razem z innymi jeńcami wojennymi został pogrzebany w piaszczystym nabrzeżu rzeki Soły, naprzeciwko głównej bramy obozu. Można sądzić, że przez istniejące na terenie dawnego KL Auschwitz- Birkenau przewinęło się kilkadziesiąt tysięcy ludzi, w tym wielu z Górnego Śląska Opolszczyzny i okolic Bielska Białej. Wiemy jedynie o 11 transportach wysłanych do Związku Radzieckiego od 28 maja do końca września 1945, którymi wywieziono 19,5 tys. jeńców wojennych oraz 3750 cywilów. A ilu zmarło na miejscu? Według zapisów figurujących w księdze zgonów Parafii Rzymskokatolickiej w Brzezińce w czasie od 20 IV do końca roku 1945 zmarło w tamtejszym obozie stu czterdziestu kilku volksdeutschów i Niemców, a w 1946 r. / do maja / 14 osób. Jeńców niemieckich masowo wywożono do Związku Radzieckiego. Obóz w Oświęcimiu funkcjonował przypuszczalnie do jesieni 1945 roku natomiast w Brzezińce najprawdopodobniej do wiosny 1946 roku. Obozy te, w których zarządzaniu później współuczestniczył Państwowy Urząd Bezpieczeństwa w Katowicach. Funkcjonowanie obozów przejściowych NKWD dla jeńców wojennych było charakterystyczne zarówno dla tego okresu w historii Polski Jak i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Do połowy 1945 zarówno z Pomorza jak i terenu Górnego Śląska NKWD wywiozło obok jeńców wojennych ponad 10 tys. ludzi , często porywanych na ulicy w tym całe zmiany z kopalń czy hut . Ludzi tych traktowano jako Niemców i przed wywózką gromadzono w różnych obozach poniemieckich w tym podobozach KL Auschwitz- Birkenau np. w Jaworznie czy Świetochłowicach-Zgodzie. Wykorzystywano tutaj powszechne nie tylko w społeczeństwie polskim nastroje antyniemieckie aby zamaskować rzeczywisty cel tych działań. Było nim bowiem nie tylko pozyskanie taniej siły roboczej ale zniewolenie i skłócenie narodów tej części Europy które z niewoli jednego totalitarnego imperium przeszły w ręce drugiego. W tej sytuacji KL Auschwitz tak jak i wiele innych obozów koncentracyjnych także i na terenie późniejszej NRD, pełnił przez jakiś czas swoje podstawowe funkcje dopiero później koncentrując się na roli muzeum. Eksponowano go i słusznie , jako symbol ludobójstwa i martyrologii jakiego doznał i naród polski z rąk hitlerowskiego okupanta. Skrzętnie natomiast ukrywano zarówno rolę obozu oświęcimskiego a przede wszystkim jego byłych podobozów, z których Jaworzno działało według „najlepszych” hitlerowskich wzorców aż do połowy lat pięćdziesiątych , w umacnianiu nowego sowieckiego systemu represji.
Anzeige: 1 - 5 von 5.
Donnerstag, 23-10-08 21:27
Panie Ryszardzie, pomylki sie zdarzaja, tym bardziej ze ten ktos sie nie podpisal. Pozdrawiiam serdecznie
|
|
Mittwoch, 08-10-08 14:08
E-Mail
Przepraszam Pania Danke.Tekst napisany pod Pani notka nie jest podpisany, wiec myslalem ze to Pani reka.
A ZATEM CALA MOJA NOTE KIERUJE AUTOMATYCZNIE DO ANONIMOWEGO AUTORA
TEKSTU z Samstag, 23.8.08.,ktory zaczyna sie od slow "Co
za bzdury..."
A Pani Danusi podaje moja niezreczna grabe na zgode.
ZGODA ?
|
|
Mittwoch, 08-10-08 13:49
E-Mail
To nie sa bzdury!.Moj szwagier, rocznik 1928, byl w Auschwitz po zakonczeniu wojny w 1945 roku, a to co mi o nim opowiadal wspolgra z opracowaniem P. Prof.Wozniczaka.Znam takze inne relacje, ktore do tego pasuja.
Gdy pokazywano w telewizji czy na zdjeciach sterty butow, lyzek, wlosow czy tp z Oswiecimia, Achim, moj szwagier,godol:"Rysiu,
moze bysc, ze i moje harboly tam kajs bydom w tyj kupie".
W Auschwitz wykonczyli Rosjanie i Polacy o wiele wiecej Niemcow i Slazakow,w tym kobiet, dzieci i ludzi starych, niz pisze to P.Danka.Te kilkadziesiat osob, ktore Pani podaje,to liczba wyssana z palca. Prosze sie przyjrzec blizej tej sprawie oczami niezaleznych historykow,a nie poslugiwac sie wypocinami mozgowymi jakichs pseudohistorycznych kolkow.Zycze Pani owocnej cierpliwosci w nauce o tych wrednych czasach, a takze niezaleznosci w ocenianiu faktow oraz ich kojarzeniu.
Lacze wyrazy uszanowania.
|
|
Montag, 01-09-08 23:16
Niech Pan napisze cos konkretniejszego, a nie oskarzenia bez danych. Pan prof. Wozniczka napisal kon krety a Pan chce bronic Polski. Dlaczego?
|
|
Samstag, 23-08-08 10:00
Co za bzdury i mieszanie ludziom pojęć w głowie. Niemiecki obóz koncentracyjny w Oświęcimiu pod nazwą KL Auschwitz istniał w latach 1940-1945. Zginęło w nim kilkaset tysięcy więźniów, nie mówiąc już o Żydach masowo mordowanych w komorach gazowych. Po wojnie istniał w Oświęcimiu obóz dla jeńców niemieckich, założony przez NKWD. Zmarło w nim zaledwie kilkudziesięciu niemieckich jeńców wojennych. Ponadto w obozie MBP,założonym przez UB poza dawnym terenem Auschwitz-Birkenau zmarło około 150 polskich obywateli, głównie pochodzenia niemieckiego (volksdeutsche).
|
|
|
|