Stare "Strachy"
Von: Kazimierz Kutz
My, tu na południu Polski, a dokładnie na dawnych ziemiach pruskich, co i rusz odkrywamy zręby starych katastrof. Tym razem przypomina o tym "Strach", niesamowita książka Jana Tomasza Grossa. Stawia drastyczne pytanie: dlaczego Holocaust był i jest tak słabo przeżywany przez polskie społeczeństwo? Tak, jakby niemieckie "Endlosung" dokonało się w innym kraju, a żydowskie pogromy w powojennych latach nie działy się w Polsce. Choć "sąsiedzi" zakatrupili wtedy od 800 do 1200 Żydów i zagrabili ich majątki. Powojenna fala antysemityzmu w swoich przejawach była powielaniem metod hitlerowskich, niejako nabytych po okupancie, a zwykle stosowanych w walce z insektami. Zabijanie resztki Żydów, którzy przeżyli wojnę, pamięć zbiorowa Polaków resekuje, ponieważ fakty te nie mieszczą się w genetycznych granicach mniemania o sobie. Nie mieszczą się w stereotypie: "Bóg, Honor i Ojczyzna". A idzie przecież o to, aby pogromy żydowskie w Kielcach, Krakowie, w Łomżyńskiem i na Podlasiu stały się częścią współczesnej pamięci zbiorowej Polaków. Podobnie jak mordowanie Ślązaków w 1945 roku w poauschwitzowskich obozach pracy na Górnym Śląsku, li tylko za to, że byli Ślązakami. Oblicza się, że zamordowano kilka tysięcy osób - mężczyzn, kobiet i dzieci, sposobami jeszcze okrutniejszymi niż te w pogromach żydowskich. Przy czym Żydów zabijano w ich mieszkaniach, wywlekano i katrupiono na rynku lub zamykano w stodole i palono, a Ślązaków "zapraszano" do poauschwitzowskich obozów, których były dziesiątki na Górnym Śląsku. Tam ich torturowano i unicestwiano. Ale to różnice wyłącznie "cywilizacyjne", choć tracić życie milej może by było jako istota ludzka, na własnym rynku albo w stodole sąsiada, a nie w świętochłowickim lagrze. Ale Niemcy w obliczu śmierci nie byli nam nic winni, ponieważ byli hitlerowcami. Mieli swoje ideały zagłady, swoje zdyscyplinowanie i mordowali na zimno. Nauczanie historii dzisiaj, w wolnym kraju i w zadomowieniu we wspólnocie europejskiej, nie może pomijać pełnej prawdy o przeszłości. Współczesny patriotyzm nie może li tylko być oparty na opowiastkach ku pokrzepieniu serc, bo zawładnie nim konwencja komiksu. Tak jak zdarzyło się to w Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie jeden z młodych ludzi zapytał przy wyjściu: "Ale kto wygrał?" Książka prof. Grossa i gorąca dyskusja wokół niej mogą sprawić, że młode pokolenie Polaków wyzwoli się z pęt polskiego antysemityzmu (a także polonocentryzmu) i zbuduje swoją tożsamość. Taką tożsamość, jakby powiedziała prof. Janion, na wszystkich grobach. Nie będzie to ani łatwe, ani proste, wszak wiele win w podtrzymywaniu antysemityzmu przypisuje się Kościołowi. Tymczasem już potępia się wydawnictwo liberalno-katolickie "Znak" w Krakowie za wydanie "Strachu". Co więcej - krakowski kardynał Stanisław Dziwisz oraz lider krakowskiej prawicy i poseł PO Jarosław Gowin odmawiają rzeczowej dyskusji na temat polskiego antysemityzmu na kanwie książki Grossa. To może oznaczać, że "mentalność narodowej prawicy wkracza do partii liberalnej i Kościoła łagiewnickiego". Inaczej mówiąc, byłby to krok w stronę PiS-u i początek realizacji misji politycznej posła Gowina, którą ten jawnie głosi. Po drugiej stronie naszego ogródka ks. Rydzyk, zawiedziony braćmi Kaczyńskimi, a zwłaszcza polityczną inercją i wyborczą klęską PiS-u, postanowił patronować powstawaniu nowej partii narodowej. Ma się zresztą tak nazywać i wejść samodzielnie ze swoim elektoratem na scenę polityczną. Byłaby to klęska polityczna dla partii Jarosława Kaczyńskiego, jej rozłam i koniec... jego kariery. Ponadto byłby to ciekawy fenomen polityczny: nieudomowiony polski antysemityzm stałby się w 2008 roku napalmem rodzimej sceny politycznej! Gdyby miało do tego dojść, będzie nas pochłaniać stare piekło. Płakać się chce... W każdym razie pojawia się całkiem nowe, groźne niebezpieczeństwo dla Donalda Tuska i jego ekipy. Jan Tomasz Gross jest ofiarą drugiej fali polskiego antysemityzmu, tej z 1968 roku, potomkiem polskiego inteligenta liberalnego pochodzenia żydowskiego, całkowicie zasymilowanego w kulturze polskiej. Polak i Amerykanin, historyk i socjolog. Jego pierwsza książka o pogromie Żydów w Jedwabnem wstrząsnęła polskim społeczeństwem. Teraz mamy wstrząs drugi. Terapia pamięci rodaków trwa. (Dziennik Zachodni n 31.01.08)
Anzeige: 1 - 2 von 2.
Sonntag, 09-03-08 21:30
"Nikt nie zabijał ślązaków tylko za ich ślązkość".
Zgadza się zabijano ich za to że byli Niemcami.
Ciekawym jest tylko że wojna między Polską a Niemcami zakończyła się w maju 1945.Traktat pokojowy nie przewidywał że Niemców znajdujących się na terenie śląska należy zabić czy więzić.
Zadaniem p.Kutza nie jest pisanie o zabitych po wojnie partyzantach.Podobnie jak zadaniem polskich historyków nie było przez pół wieku nie było pisanie o powojennych obozach na śląsku.
Czyli pan Pawelka i pani Steinbach nie piszą historii na nowo tylko ją uzupełniają.
|
|
Montag, 25-02-08 22:52
Pan Kutz powinien zastąpić Steinbach na czele "zwiazku wypędzonych". Za komuny siedział jak mysz pod miotłą a teraz będzie rozliczał Polaków. Nikt w Polsce nie zabijał Ślazaków tylko za ich śląskość. Że zgineło parę tysięcy niemieckich Ślązaków to sie można zgodzić. Tylko jak na 1200 obozów na Ślasku( takie dane były w którymś artykule na tej stronie) to liczba 5800 nie jest jakaś wielką, biorac pod uwagę, że w latach 1945-1947 zgineło około 30 tysiecy żołnieży(partyzantów) WiN a ponad 200 tys. Polaków siedziało w polskich komunistycznych wiezieniach. Pan Kutz jakoś nie wspomina o mordowaniu polskich Ślazaków przez Niemców w czasie II wojny światowej.Jako Niemiec ( polskości się wyparł)podobnie jak Steinbach i Pawelka próbuje pisać historię na nowo.
|
|
|
|