Wywiad z prof. Krakowskim z Uniwersytetu w Katowicach
Redakcja: Szanowny Panie Profesorze, p. Bartoszewski, mimo że dwukrotnie był ministrem spraw zagranicznych a teraz jest specjalnym ministrem-doradcą do spraw niemieckich, nie używa języka dyplomatycznego. Czy nie sądzi Pan, że w wyrażeniu „rżnie głupa”, brakuje salonowej ogłady, i tym bardziej, że w ten sposób mówi o kobiecie i innych osobach.
Prof. Bartoszewski nie zwracał się niegrzecznie do żadnej kobiety w tej wypowiedzi to po pierwsze. Po drugie idiom rżniesz głupa jest dosadny ale nie obraźliwy znaczy dokładnie udajesz, że nie rozumiesz. Anglicy n. b. mają taki sam idiom play fool i znaczy to samo. Zdarza się, że profesorowie uniwersyteccy tez rżną głupa czasem ze wstydu broniąc jakieś swojej nieprzemyślanej opinii, co profesorom się zdarza choć nie powinno lub celowo prowokując dyskusję, zmuszając polemistę do nowej argumentacji. Bartoszewski użył tego określenia w stosunku do tych Niemców, którzy udają, że nie znają powodów polskiego protestu przeciw Steinbach.
Redakcja: Pan Bartoszewski powiedział również, „Po co tu rżnąć wariata?” Czy to też jest idiom? Poza tym cała Polska nienawidzi Erikę Steinbach. Dlaczego?
Tak to jest ten sam idiom. Proszę nie nazywać stosunku Polaków do Steinbach nienawiścią. Polacy żywią dla niej po prostu pogardę. A od Niemców żądają by nie fałszowali historii.
W sferze politycznej Steinbach notorycznie zajmuje antypolskie stanowisko. To ona występowała przeciw traktatowi z Polska, przeciw naszemu członkostwu w UE i w NATO.
W sferze symbolicznej Steinbach kłamie przedstawiając się jako Niemka wysiedlona czy jak wolą to określać Niemcy wypędzona ze swej ojczyzny.
Steinbach notorycznie podaje w swym życiorysie, że urodziła się w Rahmel in Westpreussen. Niemcy mogą używać niemieckich nazw polskich miejscowości tak jak Polacy mówią Monachium czy Drezno. Rahmel to pewnie niemiecka nazwa polskiej miejscowości Rumia, dzielnicy Gdyni. Określenie, że jest to miejscowość w Westpreussen jest oczywistym i obraźliwym dla Polaków fałszem. Urodziła się bowiem w okupowanym przez Niemców polskim mieście jako córka okupanta, podoficera Luftwaffe w zajętym przez niego mieszkaniu z którego wyrzucono Polaków pozbawiając ich mienia. Z Rumii przed wejściem Armii Czerwonej została wywieziona przez matkę. Steinbach to jawnie fałszywy świadek niemieckiej krzywdy. Jej urodzenie w Polsce jest dowodem polskiej krzywdy.
Redakcja: Nie bardzo zgadzam się z Panem co do miejscowości Rahmel. Proszę przemyśleć skąd się wzięła ta nazwa. To było przez wieki niemieckie miasto leżące w Westpreussen do 10 lutego 1920 r. kiedy tam weszło Wojsko Polskie, w ramach przyznanego w Wersalu Polsce dostępu do morza przez tzw. korytarz, wówczas też zmieniono nazwę Rahmel na Rumia. Jeżeli Polacy mogą mówić na Leipzig - Lipsk a na Regensburg Ratyzbona, tam gdzie nigdy nie byli, i nigdy ta część Niemiec do Polski nie należała, to dlaczego Niemcy nie mogą swoich byłych ziem nazywać po niemiecku? Niech Pan weźmie pod uwagę, że w polskich paszportach Polaków z Kresów pisze się, że urodzili się we Lwowie a nie w Lviv, w Wilnie a nie w Vilnius!
Co do p. Steinbach, to ona jak i 22 innych posłów Bundestagu głosowała przeciw granicy na Odrze. Proszę wziąć że Niemcy to demokratyczny kraj i demokraci mogą mieć swoje zdanie. Jednak po podpisaniu granicy na Odrze i Nysie p. Steinbach nigdy jej nie kwestionowała. Co do EU, Steinbach była zdania, że należy z Polską najpierw załatwić niektóre sporne sprawy, które ciągle wiszą w powietrzu i nadal są powodem nieporozumień. Proszę zwrócić uwagę na to, że polska delegacja w Nicei (pamiętne „Nicea albo śmierć”) walczyła o to, by Niemcy dostały mniej głosów w Radzie Europy. Jak na to mają patrzeć Niemcy? Czy tez mają czuć się obrażeni, bo Polska jest przeciwko?
Ponieważ Polacy uważają, że należy panią Steinbach pogardzać, czy wobec tego Niemcy tez powinni czuć pogardę w stosunku do p. Kaczyńskiego, który wielokrotnie źle mówił o Niemcach?
Przecież ja nie kwestionowałem użycia nazwy miejscowości. Ta kwestia jest jednak mało ważna. Czy mam może teraz przypominać rozbiory? Istotą sprawy, na co zwróciłem uwagę jest to, że Steinbach jako córka okupanta nie ma prawa uważać się za wypędzoną ze swej ojczyzny.
Pani Steinbach może oczywiście mieć i głosić swoje poglądy. Tu chodzi jednak o to by osoby zajmujące się sprawami obchodzącymi zarówno Niemców jak i Polaków nie jątrzyły a były zdolne budować wzajemne zrozumienie. Steinbach taką osobą nie jest.
Niemcy maja oczywiste prawo do upamiętnienia swoich krzywd. Z głębokim
zdziwieniem i ze smutkiem przyjmujemy jednak to, że tak wielu prominentnych Niemców deklarujących wole pojednania z Polską uznaje, że Steinbach może reprezentować wysiedlonych Niemców i strofuje Polaków, za niewłaściwy ich zdaniem do niej stosunek Jeśli wiedzą to, co napisałem wyżej o Steinbach to właśnie rżną głupa
Niech Związek Wypędzonych wyznaczy jako swego reprezentanta Niemkę lub Niemca, którzy utracili w wyniku wojny swą dawną ojczyznę lub ich potomka. Niech jednak zrezygnuje z osoby, która podszywa się pod skrzywdzonych.
Użył Pan określenia „przyznanego w Wersalu Polsce dostępu do morza przez tzw. korytarz,” Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że to hitlerowskie określenie polskiego Pomorza.
Redakcja: W swojej odpowiedzi na drugie pytanie kwestionował Pan nazywanie miejsca urodzenia p. Steinbach Rahmel. A określenie „korytarz” też nie bardzo się Panu podoba, twierdzi Pan, że to hitlerowska nazwa. Pozwolę sobie podać historyczne do tego wyjaśnienie. Po I wojnie Polska w swoich rewindykacjach chciała należące do Niemiec Westpreussen (teraz Warmia i Mazury) dołączyć do swego kraju. Zgodnie z propozycjami wersalskimi urządzono tam plebiscyt. Wotanci głosowali w mazurskim w 98%, a w warmińskim 92% za Niemcami i wówczas Konferencja Pokojowa w Wersalu przyznała 5 gmin warmińskich i 3 gminy mazurskie Polsce. W ten sposób powstał korytarz. Wilson (USA) i inni uczestnicy konferencji byli zdania, że Polska musi mieć dostęp do morza. I od tego czasu nazywano to w Polsce korytarzem, choć w traktacie pokojowym z Wersalu była mowa o polskim dostępie do morza. Słowo „korytarz” nie jest zapisane w traktacie, jednak popularnie nazywano to korytarzem. Prof. Wieczorkiewicz w książce " Historia polityczna Polski 1935-1945 pisze: "Koncepcja taka, określana później potocznym mianem korytarza przez korytarz, narodziła się w formie studyjnej w polskim MSZ. Niezależnie wysunął ja w roku 1933 prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt." Kiedy ja chodziłem do polskiej szkoły, zawsze w ten sposób mówiono o tym fragmencie Polski. Hitler doszedł do władzy dopiero 13 lat po utworzeniu korytarza [1933]. W czasach Hitlera w oficjalnych prośbach do rządu polskiego pisano o „korytarzu”, przez który chciano poprowadzić autostradę i kolej eksterytorialną.
Przed kilkoma dniami zmarł prof. Wieczorkiewicz z Warszawy, z którym prowadziliśmy rozmowy i mieliśmy w naszej SILESII jego artykuł. W jednym ze swoich artykułów twierdził, ze „Polska powinna była się zgodzić na autostradę i kolej przez korytarz łączący Niemcy z Prusami i nie mieć pretensji, że Niemcy chcą Gdańska, który i tak do Polski nie należał. Był wolnym miastem. W dodatku w Gdańsku mieszkało 95% Niemców i tylko niecałe 5 % Polaków. Do Pani Steinbach powrócimy w następnym pytaniu.
Prosił Pan bym wyjaśnił polskie stanowisko w sprawie Pani Steinbach i wypowiedź prof. Bartoszewskiego. Zrobiłem to w załączonym tekście i jest to moje wyjaśnienie ostateczne. Może go Pan opublikować wyłącznie w całości i zaopatrzyć swoimi komentarzami jeśli Pan uzna to za stosowne. Wywiadu w proponowanej przez Pana formie już nie akceptuję.
Z załączonego tekstu wykreśliłem kilka zdań mało ważnych dla istoty sporu, które spowodowały lawinę historycznych nieporozumień. Z tego co Pan napisał w proponowanym toku wywiadu zrozumiałem, że wikłamy się w spory historyczne. To co dla mnie jest oczywiste dla Pana okazuje się nie jest. Zrozumiałem, co więcej, że zmuszony byłbym pewnie w kolejnych wersjach wywiadu do przypominania o rozbiorach, o roli Prus, o germanizacji, o napaści niemieckiej na Polskę, o zbrodniach niemieckich w Polsce etc. Nie jestem historykiem więc nie wniósłbym do tego opisu niczego nowego i żadnej ważnej interpretacji.
Pozwoli Pan zatem, że poprzestanę na wyjaśnieniu polskiego stanowiska w sprawie Steinbach.
Redakcja: Przykro nam, że po tych kilku pytaniach wycofał się Pan z dalszej rozmowy. Liczyliśmy na to, że wspólnie spróbujemy wyjaśnić czytelnikom niektóre historyczne sprawy i legendy, które na dobre zadomowiły się w Polsce. Tym bardziej zależało nam na tym, bo nie jest Pan przeciętną osobą w Polsce: W latach 80 XX w. pracował Pan w Australii na stanowiskach: wykładowca w Griffith University w Brisbane, byl Pan kontraktowym pracownikiem badawczym w Research School of Social Sciences w The Australian National University w Canberze oraz wykładowcą Ekonomiki Porównawczej w Canberra College of Advanced Education Później był Pan ambasadorem w Seulu, w latach 1994-1996 doradcą polskiego ministra spraw zagranicznych w Departamencie Studiów i Planowania MSZ.
Trudno nam zrozumieć Pańską decyzję zakończenia dalszych rozmów, tym bardziej, że nie było w nich niezrozumiałych czy dwuznacznych pytań. Naszym celem było i jest odkłamanie historii. Szkoda, że nie chce Pan nam w tym pomóc. Szanujemy Pańską decyzję. Życzymy powodzenia.
Anzeige: 1 - 27 von 27.
Sonntag, 03-01-10 23:30
E-Mail
Profesor Krakowski rżnie głupka na całego.Jest to dość charakterystyczne dla Uniwersytetu Śląskiego.Wystarczy wspomnieć list otwarty "śląskich" luminarzy do Adama Michnika z końca 2003 roku,redagowanego przez ówczesnego rektora,w którym domagają się zakazu publikowania w Gazecie Wyborczej prawdy o wyzwalaniu Katowić przez Wehrmacht w 1939 r.bo jest niezgodna z powieścią Kazimierza Gołby.Jeśli dokumenty mówią co innego,to tym gorzej dla dokumentów.Nie wiem ilu głupich profesorów wykłada na polskich uniwersytetach,ale na pewno 10 sygnatariuszy sławetnego listu do bp.Essen,profesorów lubelskiego KUL.
|
|
Dienstag, 28-04-09 20:24
Drogi "rodaku" Opolaninie! A gdzie pani Steinbach mówi prawdę? Na tym forum są dwie zadeklarowane opcje, każda ma jakieś swoje rację, nie jest w stanie przekonać drugiej i raczej nie należy mieć złudzeń, że to się zmieni. Wchodzę na te stronę, żeby poznać niemiecki punkt widzenia na stosunki niemiecko- polskie. W większości mam odmienne zdanie niż "opcja proniemiecka" ale czasami też widzę płaszczyzny, gdzie możemy się porozumieć ( choć nie jest ich zbyt wiele). Żal mi tych Niemców, którzy nie "hajlowali" Hitlerowi a przez niego musieli opuścić swoje rodzinne strony. Nie jest mi ani trochę jednak żal tych Niemców, którzy uwierzyli temu człowiekowi/ kreaturze, że są kimś lepszym od innych i bez cienia litości niszczyli życie "podludziom".
To są jednak już odległe czasy, Polacy ,jeśli nie są prowokowani, nie wracają do tego. Jednak jeśli "ktoś" próbuje zrównać Polaków w zbrodniach na równi z hitlerowskimi Niemcami to żaden Polak na takie coś nie pozwoli. Bez względu na to z jakiej opcji politycznej pochodzi. Polacy i Niemcy powinni żyć w zgodzie, bo krwawe konflikty nikomu nie są do niczego potrzebne. Dla mnie osobiście gorszym "psujem" stosunków polsko -niemieckich jest Rudi Pawelka niż p. Steinbach
|
|
Dienstag, 28-04-09 19:52
Panie Opolanin, dla pana wydaje się że zawsze będzie lepiej zrozumiałe i sympatyczniejsze stanowisko krytyczne w stosunku do Polski. Nie wiem zatem czy warto panu odpowiadać jeżeli zaczyna pan dyskusję z tak widocznym uprzedzeniem. Jest na tym forum paru dyskutantów identyfikujących się jako Ślązacy, którzy mimo że ich sentymenty są zdecydowanie pro-śląskie, tak jak pana, to jednak rozumieją oni kontekst historii i czasów i potrafią rozważać racje stron w paradygmacie tych uwarunkowań a nie w próżni i z listą absolutnych aksjomatów i pretensji bez względu na tło i przypadkowość losów w powojennym zamęcie. Pan AGII np. pisał parę razy o swoich bardzo osobistych i subiektywnych przeżyciach i w tych jego wspomnieniach było więcej obiektywizmu niż w "obiektywnych" faktach niektórych innych dyskutantów.
Co do Eriki to całe sedno dyskusji do której ja się włączyłem mieści się w tym dlaczego i czym konkretnie zasłużyła sobie na pogardę wśród, wydaje się, przeważającej większości społeczeństwa w Polsce. Napisałem, że jej niedopowiedzenia, niedelikatne uwagi i opozycja wyrażana w przeszłości do ważnych w oczach Polaków spraw, podważyły jej autorytet zaufania w Polsce tak bardzo, że jakiekolwiek jej gesty teraz, obliczone na odzyskanie tego zaufania, są postrzegane jako nieszczere i ich efekt jest odwrotny od zamierzonego.
Pan AGII słusznie zauważył, że podstaw prawnych do podważenia twierdzenia, że Erika nie jest Vertriebene w świetle prawnej definicji tego słowa w Niemczech, nie ma. Jednak prawna racja jest stosunkowo najniższym wspólnym mianownikiem rozumienia sprawy w ramach jakiejś tam umowy społecznej, którą często akceptujemy niechętnie i z niezadowoleniem, w imię utrzymania porządku publicznego i dla uniknięcia wojen i rozbojów. Racja moralna, tak jak jest ona ogólnie rozumiana i akceptowana w Polsce, mówi że Erika naciąga swoją prawdę dla wrogich Polakom celów. Naciąganie to też rodzaj kłamstwa, przez wybiorczość informacji, wyolbrzymianie i niedopowiedzenia. To tyle na temat jej gotowości wyjaśnienia statusu wypędzonej. Następnie jest głośne stwierdzenie że Hitler dopomógł Polsce w jej planach wysiedlenia Niemców. Zdanie to, mimo że ktoś może się upierać iż jest na granicy prawdy, jest hiperbolą pojęć i dyplomatycznym faux pas. Nie jestem studentem historii życia i kariery pani Eriki, choć więcej o niej i jej czytałem niż jest to warte czasu, i nie mam na jej temat żadnych wrogich myśli, ale rozumiem niechęć z jaką jest ona traktowana przez rzesze Polaków.
Więcej już na jej temat nie chcę zabierać głosu i ogólnie żałuję że go tu zabrałem.
P.S. Przykłady niesympatycznego naciągania i przeginania prawdy stosuje redakcja Silesia w wywiadzie powyżej. Są to klasyczne hiperbole i igraszki z prawdą à la Erika:
"REDAKCJA: Nie bardzo zgadzam się z Panem co do miejscowości Rahmel. Proszę przemyśleć skąd się wzięła ta nazwa. To było przez wieki niemieckie miasto leżące w Westpreussen do 10 lutego 1920 r. kiedy tam weszło Wojsko Polskie, w ramach przyznanego w Wersalu Polsce dostępu do morza przez tzw. korytarz, wówczas też zmieniono nazwę Rahmel na Rumia."
Dla informacji REDAKCJI i czytelników, Rumia została zabrana od RP przez Prusy w pierwszym rozbiorze w 1772 roku. Nie było to więc "przez wieki niemieckie miasto leżące w Westpreussen" jakby chciała przekonać nas redakcja. Była to polska miejscowość która przez trochę mniej niż półtora wieku była pod rządami Prus i Niemiec. Nazwę zmieniono z Rumia na Rahmel parę razy i ostatnia zmiana miała miejsce po wojnie na dzisiejsze i oryginalne Rumia (od Rumina). Rumia w okresie międzywojennym rozwinęła się szybko dzięki budowie miasta i portu w Gdyni i obecnie też zawdzięcza swój rozwój Gdyni oraz trójmiastu. Rumia ucierpiała w czasie wojny: w kampanii obronnej 1939 roku i już we wrześniu SS i SD zaczęły terroryzować miejscową ludność polską i żydowską. Część z nich rozstrzelali i zakopali w masowych grobach w lasach w Piaśnicy Wielkiej (razem wszystkich zabitych z okolic okło 10-12 tys. Polaków, głównie przedstawicieli inteligencji północnego Pomorza a wśród nich budiwniczych miasta i portu Gdynia). Około 50% pozostałych mieszkańców deportowano do GG i na ich miejsce sprowadzono m.i. rodzinę pani Steinbach.
|
|
Dienstag, 28-04-09 00:01
Dziwie się niektórym tu dyskutującym. Ja widzę pytania, konkretne, a odpowiedzi jakoś takie nie na temat i tu sie dyskutuje (3Maj, abel) o tym, ze Steinbach nie powiedziała prawdy. Proszę konkretnie napisać gdzie, kiedy, co powiedziała. Bo to ze glosowała przeciw Polsce wychodzi z wywiadu i jest dalsze wyjaśnienie, ze teraz po podpisaniu granicy nigdy jej nie kwestionowała. panowie, ja myślałem, ze jesteście dorosłymi ludźmi, ale broniąc naszej Polski zachowujecie się jak przedszkolaki. Nie możecie sobie przypomnieć co ona takiego nakłamała, ale ja oskarżacie.
|
|
Montag, 27-04-09 19:15
Panie Romanie!
1. Po pierwsze, artykuł powyżej mnie nie interesuje. Mam o nim podobne zdanie jak Pan Karl: jest to bardzo jałowa dyskusja.
2. Nigdy tego artykułu nie komentowałem i nadal nie zamierzam. Komentowałem natomiast pana prośbę: „Niech w końcu jakiś oświecony Polak powie konkretnie (Bartoszewski też) w którym miejscu Steinbach kłamie i mówi nieprawdę."
Mimo że nie uzurpuję sobie bycia „oświeconym Polakiem" podjąłem się odpowiedzi na powyższe wyzwanie i tego chciałbym się nadal trzymać tematu aż go wyczerpiemy. W toku mojej odpowiedzi stwierdziłem, że problemem nie są imputowane jej w pana zdaniu "bezczelne" kłamstwa ale raczej historia i wzór jej zachowań, jej wrogości i niedopowiedzeń na tematy drażliwe w stosunkach polsko-niemieckich. Wszystkie z powyżej wspomnianych jej zachowań podają w wątpliwość jej intencje i prowokują wrogie zachowania ze strony polskiej.
3. To że Bartoszewski wpływa na opinię publiczną i próbuje użyć swojego autorytetu dla nacisków w sprawie p. Steinbach nadal nic nie zmienia w zakresie tematu z punktu numer 2.
4. Tak unikam odpowiedzi na pana pytania, które nie dotyczą początkowo dobrze zdefiniowanego tematu z punktu nr. 2. Ciągłe rozszerzanie dyskusji prowadzi do pseudo dyskusji.
|
|
Montag, 27-04-09 17:35
Panie 3Maj ,
proszę sobie przeczytać powyższy artykuł i na pewno dojdzie pan do wniosku, że nie zmieniam tematu.
Wypowiedzi Bartoszewskiego na temat Steinbach w znacznym stopniu kształtują w Polsce opinię o niej. To właśnie Bartoszewski jeździ do Niemiec i rozmawia z Merkel na temat Steinbach. I próbuje dyktować kto ma należeć do Rady Fundacji.
Różnica między nami a Bartoszewskim jest taka że my dyskutujemy a on przemawia i próbuje narzucić komuś jakąś decyzję.
Więc zapytałem czy ofiary mają większe prawo do bycia nieobiektywnym (przemilczania prawdy) niż winowajcy. Nie jest tajemnicą że Bartoszewski to były więzień obozu niemieckiego. I czy sam fakt że nim był czynią jego wypowiedzi wobec Steinbach bardziej wiarygodne ?
Mówienie , że piszę tu nie na temat jest w/g mnie śmieszne.
Widzę że unika pan po prostu odpowiedzi na moje konkretne pytanie.
|
|
Montag, 27-04-09 16:13
Ja nie znałem twórczości Pani Steel ani wnuczka, tylko poważnie szukałem tych "cudzych grzechów" i znalazłem w katechizmie, ale już nie pamiętam co to za grzechy. Lepiej niż cudze znałem "Dzieje grzechu", polskie porno na podstawie dzieła ulubionego autora.
|
|
Montag, 27-04-09 15:53
Do pana Romana J.
W kontekście opinii publicznej w Polsce o pani Steinbach zapytuje pan o Bartoszewskiego: „Myśli pan że Steinbach przemilcza więcej niż Bartoszewski?" i dalej rozwiaja pan tę myśl „czy pokrzywdzony ma większe prawo do przemilczania prawdy od winowajcy, czy nie?".
Dlaczego zmienia pan temat? Co ma zła opinia o pani Steinbach w Polsce wspólnego z reputacją czy prawdomównością pana Bartoszewskiego. Jedynie tyle że on się do dyskusji na temat jej udziału we władzach fundacji włączył. Według proponowanej przez pana logiki, ponieważ inni też do dyskusji o Steinbach się włączyli, powinniśmy również rozważyć ich reputację? W tym pańską i moją?
Nie mam nic przeciwko dyskutowaniu o innych niż Steinbach, ale to nie ma nic wspólnego z oryginalnym tematem. Według mnie powinniśmy najpierw zakończyć temat Steinbach zanim zabierzemy się za kogokolwiek innego. Pana powyżej zacytowane argumenty brzmią jak dziecinne skarżenie jeden na drugiego przed rodzicami: a on zjadł czekoladę...
|
|
Montag, 27-04-09 15:30
Według instrukcji pana, z ciekawości, poprosiłem Google'a o pomoc i w masie odpowiedzi które otrzymałem przeważało hasło: "CUDZE GRZECHY (Danielle Steel)" - romans Danielle Steel wydany po polsku w roku 2008 (oryginalny tytuł "A Good woman"). Teraz po wyrażonym przez pana zdziwieniu zajrzałem głębiej do odpowiedzi Google'a i widzę, że są pośród nich odnośniki m.i. do Małego Katechizmu i do spowiedzi. Moje pytanie o wiek wnuczki było w kontekście twórczości pani Steel. Nie sądzę jednak aby miała ona wkład w autorstwo któregokolwiek Katechizmu, małego lub dużego.
|
|
Sonntag, 26-04-09 17:41
Drogi Panie 3MAJ! Skąd Pan wie, że katechizm pisała kobieta? Ja zawsze myślałem, że jakiś Jezuita - członek kleru odpowiedzialny za ideologię, jak Dr Migalski u Kaczyńskich. Wnuczka była zmuszona do takich studiów.
|
|
Sonntag, 26-04-09 17:14
Czy aby lektura odpowiednia na wiek wnuczki? Nie czytam książek tej autorki ale mam pewne wyobrażenie o ich zawartości (z okładki).
|
|
Samstag, 25-04-09 14:29
Ubawiły mnie rozważania o grzechach, bo przypomniały mi moje standardowe słowa przy spowiedzi - kiedyś tam...
Jednak i tak wszystko przebiła wnuczka, która musiała wymienić katechecie "cudze grzechy", a my starzy nie mieliśmy pojęcia o co chodzi. Dopiero Pan Google nam pomógł.
|
|
Samstag, 25-04-09 14:20
Jak zwykle nie czytałem artykułu tylko się skupiłem na dyskusji. Tym razem miałem jednak ważki powód aby tak postępować. Poznałem treść wywiadu doskonale, bo przetłumaczyłem go na język niemiecki na prośbę redakcji. Proszę mi wierzyć – nikt nie musi tak gruntownie studiować tekstu niż tłumacz, który ma oddać w pełni sens wypowiedzi. Oczywiście rodzą się wątpliwości co do poprawności myślenia autorów, ale tłumaczowi nie wolno wtrącić własnego zdania, choć z pewnością je ma. Po tym wstępie kilka uwag do dyskutantów.
KM załatwił to krótko – jałowa dyskusja i ja też trochę optuję w tym kierunku, choć znalazłem elementy ciekawe w tej przepychance słownej (nie pamiętam już jakie, bo to było dawno).
Roman próbuje zracjonalizować dyskusję i rozumuje dość sensownie, ale chyba się nie przebije ze swymi umiarkowanymi sądami.
Abel jak zwykle balansuje miedzy idiotyzmami a rozsądnymi wypowiedziami. Chciałem na jedną rzecz zwrócić uwagę – „Posobnie w Czechach, które przez nikogo nie przymuszane "wysiedliły" swoich Niemców” – koniec cytatu.
Pomijam literówkę, to pryszcz, ale kto zmusił Polaków do antycypowania traktatu poczdamskiego??? Poza tym nawet w tym traktacie nie było „nakazu” wypędzenia a jedynie dawana „możliwość” pewnych korekt etnicznych – to brzmi znacznie ładniej! Wprawdzie Czesi zorganizowali dla niemieckich cywilów z Brna „Marsz ŚMIERCI”, który pochłonął tysiące ofiar i był powszechnie zauważony bo trudno coś takiego zakamuflować, szczególnie dlatego, że Austriacy głodujących i umierających nie chcieli przyjąć, koczowali długo na granicy. Polacy postąpili mądrzej. Wykorzystali istniejący obóz po jeńcach rosyjskich w Łambinowicach i też zginęły tysiące niewinnych cywili. Naprawdę nie ma czym się chwalić! Gdyby nie zaoczne procesy oprawców tego obozu w Niemczech, pies z kulawą nogą nie poświęciłby tym ofiarom marnego słówka. Pamiętam tylko głośne trąbienie o katuszach jeńców, a o „kontynuacji” ani słowa, a w moim miejscu pracy często widziałem wiceszefa Muzeum Męczeństwa w Łambinowicach. Gębę otworzył dopiero po „wybraniu wolności” i był cennym świadkiem w niemieckim procesie. Polski Sąd nad komendantem obozu był haniebną farsą i oczywiście oczyszczono tego kata Cillitem-Bang lub Purem „polskiej racji stanu”.
Odnośnie wypędzenia Polaków ze wschodu można mieć różne zdania. Mogli zostać, akceptując realia, tzn. fakt, że Ukraińcy rządzą tymi terenami. Wielu zostało, część wyjechała. To co Abel pisze o naciskach na repatriantów w sprawie miłości do władzy ludowej, bo jak nie to źli Niemcy wrócą, jest tylko częściowo prawdziwe. Mam żonę z za Buga i często rozmawiałem z teściami na ten temat. Faktem jest, że stare pokolenie nie czuło się prawowitymi właścicielami Ziem Odzyskanych i w myślach wracało do domu „jak się sytuacja unormuje!” Niestety jest jak jest. Pewien przyjaciel, profesor Politechniki Wrocławskiej żyje na Zachodzie – postanowił wrócić, gdy Lwów będzie polski! Niedoczekanie – chyba przy okazji EURO 2012?!
Pozostały wpisy 3MAJa. Tym razem dyskusja przekraczała częściowo nawet moje ciągoty akademickie – klasyczna „Wortklauberei”, jeśli już dzielimy na kawałki „Schuldbekenntnisse”. Für mich etwas zu hoch! Można tak - można tak zinterpretować.
|
|
Samstag, 25-04-09 10:39
Można też powiedzieć "skłamałem przez niewypowiedzenie SŁOWEM całej prawdy".
Czyli te trzy słowa w niemieckim "Schuldbekenntnis": myśli, słowa,czyny opisują cały zakres.
Myśli pan że Steinbach przemilcza więcej niż Bartoszewski?
Każda strona przemilcza pewne rzeczy a wyolbrzymia inne.Dopiero znając stanowisko obu stron można sobie wyrobić jako tako obiektywny obraz.
Myślę, że trzeba tu postawić inne pytanie: czy pokrzywdzony ma większe prawo do przemilczania prawdy od winowajcy, czy nie ?
Moim zdaniem jeżeli chodzi o prawdę historyczną to nie .
|
|
Freitag, 24-04-09 23:12
Panie Romanie, widzę gdzie jest nasz problem. Porównałem tradycje rozumienia grzechu w tym również grzechu kłamstwa. W tym celu porównałem łacińską, niemiecką i polską wersje Confiteor. W polskiej i łacińskiej wersji można zgrzeszyć przez zaniedbanie ale nie w niemieckiej - tam tylko można zgrzeszyć myślami, słowem i czynem. Ponieważ niemiecki Schuldbekenntnis (Confiteor) opuszcza słowo "zaniedbanie" jak np. w "skłamałem przez zaniedbanie powiedzenia całej prawdy", dlatego powstaje różnica zdań co do oceny szczerości pani Steinbach przez Niemców i Polaków.
Proszę porównać poniżej:
"Ich habe gesündigt in Gedanken, Worten und Werken: durch meine Schuld"
"Nimis cogitatione, verbo, opere et OMISSIONE: mea culpa"
"Zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem, i ZANIEDBANIEM: moja wina"
|
|
Freitag, 24-04-09 22:05
Tych którzy krzyczą "Schlesien ist unser" jest naprawdę niewielu. I nie ma sensu przedstawiać w Polsce , że tak myśli większość wysiedlonych.
Za to wielu krzyczy " Schlesien war unser" i do tego mają prawo.
|
|
Freitag, 24-04-09 21:40
Panie Romanie, Niemcy byli tylko raz wypędzani( po klęsce rozpętanej przez siebie wojny), Polacy w latach 1939-1947 byli przepędzani tam i z powrotem zarówno przez Niemców jak i Rosjan. Kraj , który przed wojną był suwerenny, stracił wolność mimo, że należał do obozu zwycięskich. Wielu Polaków wypędzono ze wschodu na tzw. Ziemie Odzyskane gdzie nigdy ( mowa o pokoleniu pamietajacym wojnę) nie poczuli sie u siebie, straszeni przez własną władzę ,że " Niemcy przyjdą" jak nie będziecie władzy ludowej popierać. P. Romanie, myślę, że nie muszę Panu przedstawiać polskiego punktu widzenia. Wielu Polaków rozumie ból Niemców którzy musieli opuścić swój "heimat" bo wielu Polaków przez wojnę doświadczyło tego na własnej skórze. Jednak kiedy za Odrą niektórzy krzyczą " Schlesien ist unser" to jednak Polacy już tacy wyrozumiali nie mogą być, bo to jest policzek wymierzony tym, którzy i tak zbyt wiele wycierpieli.
|
|
Freitag, 24-04-09 21:12
Całkiem możliwe że wypędzeni dzięki Hitlerowi, ale wypędzeni. Nie bójmy się tego słowa.
Nie odwracajmy kota ogonem. To Steinbach oskarża się o kłamstwa, więc trzeba też powiedzieć konkretnie gdzie one są. Ja nie znam z żadnej wypowiedzi Steibach stwierdzenia że ona sama jest wypędzoną.
|
|
Freitag, 24-04-09 20:55
A w którym momencie p. Romanie p.Steinbach mówi prawdę? Wreszcie ktoś dosadnie powiedział o "historii" jaką tworzy p. Steinbach. Samo jej rzekome wypędzenie to już kuriozum!
Kiedy komuniści robili z Hupki i Czaji "pierwszego straszaka" to można było to wytłumaczyć że komuniści byli "be" i przyzwoitych ludzi mieszali z błotem bo tacy "opryszkowie" byli potrzebni ówczesnej ideologii. Dzisiaj kto inny rządzi w Polsce, jednak przedstawiciele tzw. "wypędzonych" ( chyba przez Hitlera) dalej nie cieszą się dobrą opinią. Posobnie w Czechach, które przez nikogo nie przymuszane "wysiedliły" swoich Niemców
|
|
Freitag, 24-04-09 20:44
W końcu zauważono, tylko jeszcze nie do wszystkich dotarło.
Poza tym nie można porównywać gruszek z jabłkami.
Steinbach i Hupkę nie można krytykować za to co powiedzieli 30 lat temu. Były to czasy "zimnej wojny". Ich wypowiedzi można porównać tylko z tym , co się mówiło 30 lat temu w Polsce o Niemcach.
A były to o wiele większe bzdury i kłamstwa. Np. Polscy historycy i politycy mówili wtedy o "wiecznie polskim śląsku" i o zbrodni katyńskiej popełnionej rzekomo przez Niemców.
|
|
Freitag, 24-04-09 19:45
Czy dobrze słyszę? W Polsce zauważono więc i uznano prawdę której, jak pan jałowo traci czas udowadniać, odmawiano akceptacji?
Jeśli chodzi o stałość poglądów Hupki to co ze zmianą z "40 Jahre Vertreibung - Schlesien bleibt unser" na „Schlesien bleibt unsere Zukunft in einem Europa freier Völker“? I z jego krytyką żądań Powiernictwa Pruskiego? Nawet sama Steinbach twierdzi że jedynie z nim się pogodzono w Polsce gdy odszedł z BVD i poparł pojednanie z Polską. Ja się zgadzam z Eriką.
|
|
Freitag, 24-04-09 19:06
Znowu nic konkretnego na temat rzekomych kłamstw Steinbach, tylko bezpodstawne stwierdzenia że kłamie.
Co do Hupki to też typowo polska interpretacja. To nie Hupka zmienił swoje poglądy tylko w latach 90-tych w Polsce zmienił się system . I niektórzy na wschód od Odry zaczęli dostrzegać że nie tylko ich wypędzono i że Wrocław był przed wojną niemiecki.
|
|
Freitag, 24-04-09 17:59
Rzecz nie w tym, że Steinbach cały czas kłamie. Rzecz w tym, że w przeszłości występowała przeciwko Polsce i przy tych okazjach naginała i skrywała prawdę tam gdzie jej to było wygodne. Nikt nie mówi że Steinbach uporczywie trwa w kłamstwie. Ona nie może mówić kompletnych bzdur i być w stanie utrzymać swój status polityka w demokratycznych Niemczech. Problem nie jest w jej uporze zakłamania ale w jej konsekwentnie nieprzyjaznych gestach do Polski, oportunistycznych stanowiskach wobec niej, kłamliwych lub prowokacyjnych stwierdzeniach, unikach i karykaturalnych wersjach prawd jakie głosi, vide sens jednego jej stwierdzenia: Hitler pomógł Polakom wypędzić Niemców.
Aby być efektywnym politykiem w demokracji trzeba mieć zaufanie partnerów i elektoratu. Polska jest dla Eriki partnerem i poprzez swoje agresywne manewry dla zdobycia nieprzyjaznego Polsce elektoratu w Niemczech, Erika straciła zaufanie tego partnera. Czy to tak trudno zrozumieć? Czy nie jest np. naturalne, że polityk SPD może nie być w stanie zdobyć zaufania wśród polityków CDU lub elektoratu dla którego inne wartości niż platforma SPD są ważne? Jej poprzednik, Herbert Hupka był utożsamieniem wrogości do Polski kiedy reprezentował wrogi dla Polski elektorat. Kiedy jednak stał się osobą prywatną, po częściowym wycofaniu z polityki, w 1990 latach konsekwentnie zmienił ton i mógł to zrobić ponieważ dawnego elektoratu już formalnie nie reprezentował. Jego gesty wrogości były przejrzyste tak jak i jego gest zmiany kursu na pojednanie i tak też zostały odczytane w Polsce.
|
|
Freitag, 24-04-09 14:20
Niech w końcu jakiś oświecony Polak powie konkretnie (Bartoszewski też) w którym miejscu Steinbach kłamie i mówi nieprawdę. Inaczej jest to tylko robienie z wody piany.
Ale widocznie stronie polskiej zależy na tej pianie, bo w niej nie dojdzie się nigdy prawdy.
|
|
Donnerstag, 23-04-09 20:58
Historyczna prawda w wykonaniu p. Steinbach? Niezły żart. Trzeba faktycznie " rżnąć głupa" i mieć niezły tupet by sie z nią zgadzać w kwestiach "historycznych"
|
|
Donnerstag, 23-04-09 16:49
Dziwie się prof. ze tak mało zna historie. Przecież zawsze mówiono o korytarzu, a Silesia w wywiadzie podała wszystkie dane. Czyżby nie można było mówić o historycznej prawdzie
|
|
Donnerstag, 09-04-09 09:40
E-Mail
Taka odrobinę jałowa dyskusja, ujawniająca raz jeszcze infekowane polityką PRL-u stanowisko polskie.
KM
|
|
|
|