210 powojennych obozów, więzień i miejsc odosobnienia na Śląsku Opolskim
Von: dr Ewald Stefan Pollok
Poniżej przedstawiamy dodatkowo do artykułu z nr. 26 Silesia-Schlesien-Śląsk dalsze obozy, miejsca odosobnienia i więzienia dla Ślązaków i Niemców na terenie małego wojewódzwtwa opolskiego.
Na Śląsku Opolskim, w teraźniejszych jego granicach (3,1% powierzchni Polski), istniało po wojnie 210 obozów, podobozów, więzień i miejsc odosobnienia, których część utworzono na początku 1945 r., jeszcze w trakcie trwania wojny, jednak większość powstała po jej zakończeniu. Konferencja w Poczdamie, gdzie zamierzano ustalić powojenne status quo Europy jeszcze się nie rozpoczęła, a jednak jej uczestnicy zostali postawieni przed częściowo dokonanymi faktami, ponieważ do jej rozpoczęcia w lipcu 1945 r. Polska wypędziła 400 000 osób za Odrę i Nysę i urządziła setki obozów dla mieszkańców byłych ziem niemieckich. Dokumenty wojskowe mówią o 1 milionie wypędzonych osób, co jest najprawdopodobniej niezgodne z prawdą. Wydaje się, że niektórzy wojskowi, chcąc zdobyć poklask u zwierzchników znacznie zawyżali liczbę wypędzonych. Jednocześnie z usuwaniem mieszkańców tej ziemi poza jeszcze nie ustalone granice, utworzono cały system obozów, do których zamykano miejscowych li tylko dlatego, by zagarnąć ich mieszkania, domy, gospodarstwa i przekazać je osobom przesiedlanym z Kresów. Dużo osób z centralnej Polski przyjechało również na tzw. Ziemie Odzyskane (szabrownicy), by polepszyć swój byt, zabierając miejscowym to, co im było potrzebne. Przykładem niech będzie obóz założony na terenie Łambinowic, na temat którego 14 lipca 1945 r. w czasie narady w starostwie niemodlińskim dyskutowano i ustalono, że "...w obliczu niemożliwości rozwiązania innymi drogami problemu osiedlenia na terenie naszego powiatu - stworzenie obozu koncentracyjnego dla Niemców. Obóz będzie zdolny do przyjęcia pierwszych oddziałów więźniów najdalej 25 lipca 1945 r." Od tego też czasu milicja i wojsko siłą zmuszały mieszkańców okolicznych wiosek do opuszczenia swoich domów i zamykali ich za obozowym drutem, jednocześnie rabując mieszkania i gospodarstwa. Większość miejsc odosobnienia tworzono na jakimś placu, który następnie był przez Niemców-więźniów ogradzany drutem kolczastym. Potwierdza to szereg przykładów. W małej wsi Chmielno naprzeciwko kościoła było wolne miejsce, plac ogrodzono drutem kolczastym. Warunki bytowe były katastrofalne. Nie było żadnych toalet, wodę przynoszono z pobliskiego jeziora. Za drutami znalazły się przede wszystkim Niemki z dziećmi. - Kobiety często nie miały w ogóle możliwości utrzymać higieny własnej, nie mówiąc już o dzieciach. Atakowały ich szczególnie wszy i pluskwy. Podczas mojej pracy jako grabarz widziałem, jak wszy w warstwie o grubości do 2 cm siedziały jedna na drugiej na zwłokach. Potrafiły objeść całe ciało aż do kości. (W. Stankowski) Polacy generalnie nie interesowali się losem Niemców po wojnie, tym bardziej tymi Niemcami, którzy przebywali w obozach. Wynikało to z faktu, że istnienie obozów dla Niemców okryte było tajemnicą. Polska opinia publiczna była uświadamiana, że obozy z czasów wojny przestały funkcjonować, a tam gdzie istnieją, to służą do osadzenia w nich zdrajców ojczyzny, czyli volksdeutschów. Obozy pełniły zresztą wielorakie funkcje: były to obozy represyjne (Łambinowice czy Świętochłowice, gdzie więźniów torturowano i zabijano), karne, izolacyjne, obozy pracy. Bardziej jednoznaczne określenie jest tym trudniejsze, że funkcje te zazwyczaj łączono (wiele zależało od komendanta i lokalnych układów; duże znaczenie miało zdemoralizowanie przez wojnę młodych ludzi stanowiących w większości załogi obozów). Niezależnie od przymusu pracy w dużej części obozów stosowano przemoc i znęcanie się nad więźniami, a nawet ich zabijano. Bardzo długo fatalne były warunki sanitarne, powodujące epidemie i dziesiątkujący ludzi tyfus. Szczególnie wysoka była śmiertelność dzieci. W obozach nie dopuszczono do spełnienia posługi duszpasterskiej (Madajczyk). Na temat obozów Łambinowice i Świętochłowice i tam panujących warunków, istnieje bogata literatura. W obozie w Grodkowie notowano przypadki tyfusu plamistego; wg. świadka zamkniętego w tym obozie (nauczyciel) umierały codziennie 2-4 osoby. Zwłoki zmarłych zawijano w papier lub inny materiał i przewożono wózkiem na cmentarz katolicki. Osadzeni nie mogli pisać listów, ani otrzymywać żadnej poczty. Obowiązywał także zakaz czytania książek. Część uwięzionych musiała pracować u polskich rolników, którzy przybyli na Ziemie Zachodnie i życzyli sobie pomocy osadzonych. Dodatkowo część więźniów pracowała przy odgruzowaniu miasta, w gazowni, w wodociągach, w tartaku, i jako służba u polskich urzędników. W lipcu 1945 r. osadzono tu 1250 osób z Grodkowa, w sierpniu z Czarnolasu i Wielochowa. Następnie z Lipnik, Lubiatowa, Malych Marzenic, Sidziny, Markowic i Suszkowic. W grudniu 1945 r. przebywało tu 1155 osób, z czego 367 dzieci. W okresie największego nasilenia, było w Grodkowie uwięzionych około 2000 osób. Wyżywienie było bardzo skąpe, zupa ziemniaczana i początkowo 250 gram chleba. Racje po pewnym czasie zmniejszono do 125 gram. Wg. relacji tam uwięzionych, którzy przeżyli, w obozie zmarły wszystkie dzieci do lat 3. Jesienią 1945 r. 2-4 dzieci dziennie. Jeden z Niemców został zagryziony przez psy. Ogólnie zmarły 322 osoby. Wśród zmarłych 52% stanowiły osoby powyżej 60 lat, i 18,4 % dzieci. Brak jest pełnych polskich dokumentów na temat obozu w Grodkowie. (Nowak. Madajczyk) W TV Polonia w dniu 29 października 1998 r. spikerka przeczytała następujący tekst: "Dwuletnie badania dotyczące wysiedleń Niemców po II wojnie światowej wykazały, że w latach 1945-1950 z krajów Europy środkowo-wschodniej wysiedlono około 12 mln Niemców, z terenów Polski 3,5 mln. Wysiedlani mogli zabrać rzeczy osobiste i żywność do 20 kg. Zabroniono im wywozu rzeczy nowych. Wg. źródeł niemieckich istniało 1200 obozów dla wysiedlanych Niemców, z czego prawie 800 na Ziemiach Odzyskanych. W obozach były głównie kobiety, dzieci i starcy. Nie wiadomo ile osób zmarło z głodu i wycieńczenia". Dla mnie niezrozumiałym jest skąd wzięła się liczba 3,5 mln (wiadomym jest, że było ich 7 mln. O czym między innymi możemy wyczytać w miesięczniku "Śląsk" nr 6/98 i w multum innych czasopism i naukowych książkach), kiedy strona polska powołuje się na 1200 obozów "jak podają Niemcy". Jak można doliczyć się wypędzonych, kiedy polscy uczeni nie wiedzą ile posiadano obozów, a gros ludzi było z nich wywożone. A ile osób zginęło w obozach? Tego też nie wiadomo, bo albo nie ma ewidencji lub jest ona niepełna jak np. w Łambinowicach czy Potulicach koło Bydgoszczy, gdzie przy wyższej śmiertelności w niektórych okresach postanowiono nie wpisywać wszystkich do ewidencji "bo gdyby przyjechał Międzynarodowy Czerwony Krzyż, to mogłoby wyjść na jaw, że zbyt dużo osób poniosło śmierć w obozie". Podobnie jak nie możemy dokładnie ustalić liczby Niemców przebywających w miejscach odosobnienia i obozach, trudno jest określić skalę zjawiska śmiertelności. Faktem jest, że dokumentacja obozowa jest fragmentaryczna, można rzec szczątkowa. Tam, gdzie się zachowała, nie zawiera kompletnych danych o liczbie zmarłych Niemców, gdyż fakty te nie były odnotowywane. Odpoweidzialność za to spada na komendantów obozów, którzy nie chcieli ujawniać ciemnych stron swojej działalności, postępowania, warunków obozowych, które doprowadziły Niemców do śmierci w podległym mu obozie. Podobnego zdania, tj. by nie rejestrować zgonów Niemców w obozach, były urzędy stanu cywilnego. W obozach umieszczano także dzieci. Przykładowo wg. nomenklatury PRL w Obozie Pracy (!?) w Lesznie więziono dzieci w wieku: - do pół roku 5 chłopców i 7 dziewczynek - do roku 2 5 - do 2 lat 8 5 - do 4 lat 6 7 - do 6 lat 32 22 - do 8 lat 45 43 - do10 lat 43 38 - do12 lat 38 33 ------------------------- razem 179 160 = 339 dzieci.
Na terenie Śląska Opolskiego działały obozy w: 1. Byczynie k. Kluczborka 2. Wierzbicy pow. Kluczbork 3. Biechowie pow. Nysa. We wrześniu przekazano do obozu więźniów z gminy Nadziejów. Osadzeni pracowali na roli. 4. Bierawie k. Koźla 5. Biskupicach pow. Nysa 6. Blachowni Śląskiej, k. Koźla, obóz dla kobiet 7. Blachowni Śląskiej, obóz dla mężczyzn. Uwięzieni pracowali dla Rosjan przy demontażu maszyn, ale podlegali polskiej administracji obozowej. Jeden z uwięzionych twierdził, ze Rosjanie traktowali ich lepiej od Polaków. Znęcano się nad nimi. Bito aż więzień poniósł śmierć. 8. Błotnicy Strzeleckiej, powiat Strzelce Op. Uwięzieni podlegali starostwu powiatowemu. Obóz zorganizowano dla ludności z okolicznych wiosek. Mieszkańcy Błotnicy nie byli tu osadzani. W czerwcu 1945 r. w obozie było 344 Niemców, w tym również dzieci. 9. Borkach pow. Opole 10. Bychowicach pow. Nysa 11. Bugrabicach pow. Nysa. Uwięzieni pracowali na roli. 12. Baborowie pow. Głubczyce 13. Branicach pow. Głubczyce 14. Brzegu 15. Brunach pow. Kluczbork 16. Bliszczycach pow. Głubczyce 17. Bukowie pow. Nysa. Osadzeni pracowali dla Polaków na roli 18. Cieszanowicach pow. Grodków. W izbie przesłuchań bito w podeszwy stóp i przytrzaskiwano palce drzwiami. 19. Centawie pow. Strzelce Opolskie 20. Chomiąży pow. Głubczyce 21. Czerwonkowie pow. Głubczyce 22. Dąbrowie pow. Niemodlin. Obóz o bardzo złej opinii 23. Chróścina, pow. Grodków. 24. Dobrzeniu Wielkim pow. Opole 25. Dziećmarowych pow. Głubczyce 26. Dzielowie pow. Głubczyce 27. Dłużnicy pow. Nysa, teraz Bodzanowice 28. Dłużnicy. W wiosce istniały 3 obozy , które przygotowano 29 sierpnia 1945 r. 29. Dłużnicy 30. Dziewkowicach k. Strzelec Op. 31. Dobrzynach pow. Kluczbork 32. Dytmarowie pow. Prudnik 33. Dziewiętlicach pow. Nysa. Obóz w którym panowały bardzo ciężkie warunki. Uwięzieni nie otrzymywali prawie żadnego pożywienia. Donoszono im jedzenie z okolicy. 34. Fosowskim pow. Strzelce Op. 35. Goworowicach pow. Grodków. 36. Gierałcicach pow. Nysa 37. Górze św. Anny pow. Strzelce Op. 38. Głuchołazach pow. Nysa. Uwięzieni pracowali na roli 39. Glogówku pow. Prudnik 40. Głusku pow. Głubczyce 41. Grodkowie 42. Gościęcinie pow. Koźle 43. Głubczycach. Obóz "Maria Treu" w dawnym budynku misyjnym 44. Głubczycach. Obóz "Vom Marschke und Ziegler", na terenie dawnej fabryki. W sierpniu 1945 r. przebywało w nim około 3.000 osób. 45. Głubczycach. Obóz u Smykally 46. Głubczycach. Obóz w piwnicach handlarza owoców Krause 47. Głubczycach. Obóz "Tettenborn", w którym przetrzymywano także podejrzanych o przynależność do NSDAP. Wg. relacji uwięzionych znęcano się nad więźniami. 48. Głubczycach, punkt zborny do wysiedlenia za Odrę. W listopadzie 1948 przebywało tu 1200 Niemców i 600 dzieci 49. Gościcach-Lisowie pow. Nysa 50. Hajdukach pow. Nysa 51. Jodłowie pow. Nysa. Uwięzieni pracowali na roli. 52. Jagielnicy pow. Nysa 53. Jakubowicach pow. Kluczbork 54. Jasienicy Górnej pow. Nysa 55. Jasienica Dolna pow. Nysa. Więziono tu byłych żołnierzy Werhrmachtu, krórzy byli bici pałkami i prętami. 56. Jaśkowicach pow. Kluczbork 57 Jastrzębiu pow. Namyslów, 58 Jędrzejowie pow. Grodków 59. Kamieniu Śląskim pow. Krapkowice 60. Kamienniku pow. Grodków. Plebanię milicja używała od października jako pokoje przesłuchań. Wg. relacji księdza, gwałcono tam kobiety. Niektóre zostały zastrzelone. 61. Kietlicach pow. Głubczyce. Zmarła tu liczna ilość uwięzionych z powodu złych warunków sanitarnych (m. in. na tyfus). 62. Księżym Polu pow. Głubczyce. Istniały tu trzy małe obozy. Więźniów zatrudniano w polu. Zmarło około 80 osób. 63. Księżym Polu. Uwięzieni żebrali o żywność. Wyżywienie było słabe, brakowało nawet soli. 64. Księżym Polu 65. Kujakowicach Dolnych pow. Kluczbork 66. Kujakowicach Górnych pow. Kluczbork 67. Kubicach pow. Nysa, w obozie złe wyzywienie. 8 grudnia 1945 r. skierowano tam 288 osoby. 68. Kobylicach pow. Koźle. Wg. relacji uwięzionego, traktowano osadzonych brutalnie. 69. Kochłowicach pow. Kluczbork 70. Kietrzu pow. Głubczyce 71. Kijowie pow. Nysa. Osadzeni pracowali na roli 72. Kałkowie pow. Nysa. Uwięzieni pracowali na roli 73. Kamienicy pow. Nysa 74. Kamienniku pow. Grodków 75. Korfantowie pow. Niemodlin 76 Klodoboku pow. Grodków 77. Kostowie pow. Kluczbork 78. Krzywiźnie pow. Kluczbork. Zamykani tu byli Niemcy, którzy powracali z ucieczki przed radzieckim frontem 79. Koźlu w tzw. "Abessinen-Lager". 80. Koźlu w w budynku Urzędu Zdrowia (Gesundheitsamt). 81. Koźlu w dawnych barakach Wehmrmachtu. Obóz karny. 82. Koźlu, na terenie byłej Sparkasse i kilku przy niej barakach. W ciągu 6 tygodni miało umrzeć 60 uwięzionych 83. Koźlu, w tzw. "Friedenau-Keller". Zmarłych i tam zamordowanych, wg. relacji świadków wrzucano do Odry. 84. Koźlu, w budynku "Weinhandlung Markler" 85. Kłodnicy pow. Koźle 86. Kornicy pow. Racibórz 87. Krzeszowie pow. Nysa, obecnie Gryżów 88. Krzyżanowicach pow. Racibórz. Powiat przeszedł do woj. katowickiego (Śląskiego) 89. Kuźni Raciborskiej pow. Racibórz. 90. Kędzierzynie 91. Krasiejowie pow. Strzelce Opolskie 92. Kluczborku, w budynku szkoły zawodowej. Wyżywienie składało się z trzech półlitrowych porcji zupy dziennie i chleba raz w tygodniu 93. Kluczborku, przy dworcu. Obóz liczył pomiędzy 600-1000 uwięzionych. Część osób zmarła w obozie albo zaraz po zwolnieniu. 94. Kluczborku, obóz w dawnym zakładzie dla psychicznie chorych, dla około 300 osób. 95. Konradowie pow. Nysa 96. Laskowicach pow. Olesno 97. Lewinie Brzeskim pow. Brzeg 98. Lipowej pow. Nysa 99 Ligocie Dolnej pow. Strzelce Op. 100. Ligocie Dolnej pow. Kluczbork 101. Łambinowicach pow. Niemodlin 102. Łączniku pow. Prudnik 103. Maciejowicach pow. Nysa 104. Michałkowicach pow. Głubczyce 105. Mokrych Łanach pow. Strzelce Op. 106. Morowie pow. Nysa 107. Nadzieży pow. Nysa, teraz Nadziejów 108. Nadziczu pow. Nysa 109. Naroku pow. Opole 110. Nasalach pow. Kluczbork 111. Namysłowie 112. Niemodlinie. W pałacu hrabiego Praschma. Latem przebywało tam 500 uwięzionych. W związku z ciężką sytuacją jaka w obozie panowała, miały wypadki samobójstw, bito również więźniów ze skutkiem śmiertelnym. 113. Niemodlinie. Zamknięto w nim mieszkańców Sosnówki, Szczepanowic i Wydrowic. Obóz na 500 osób. Wg. tam uwięzionych zdarzały się przypadki tortur i pobicia na śmierć. Uwięzieni pracowali na roli u gospodarzy repatriantów. Były zgony, lecz brak jakichkolwiek danych na temat ich liczby. W początkowym okresie zmarłych grzebano na terenie obozu, później na cmentarzu, do którego zwłoki dowożono bocznymi drogami. 114. Niemodlinie, w byłym szpitalu św. Jadwigi (Hedwigskrankehaus) 115. Niewodnikach pow. Opole 116. Nowym Lesie pow. Nysa 117. Nowej Wsi pow. Grodków 118. Nowej Wsi Królewskiej pow. Opole 119. Nysie. Obóz przy I komisariacie MO przy dawnej Kochstrasse. Więźniowie byli bici tak długo aż przyznawali się do przynależności do NSDAP. Jak pisze Madajczyk. "Więźniów bito pałkami i łańcuchami rowerowymi, łamano żebra, miażdżono palce i wbijano pod paznokcie drewniane kliny. Odbywały się apele połączone z biciem więźniów za najdrobniejsze przewinienia z ćwiczeniami karnymi. Autorka jednej z relacji miała być naocznym świadkiem potajemnego zakopywania przez milicjantów zwłok w masowym grobie na cmentarzu nyskim. Autor jednej z relacji twierdzi, że latem 1945 r. zmarła w wyniku tyfusu polowa spośród około 250 więźniów, część zaś wysłano do Jaworzna". Więźniów wykorzystywano do odgruzowania miasta i przy naprawie mostów 19 sierpnia w obozie przebywało 2.160 osób dorosłych i 720 dzieci. Ze wzgl. na fatalne warunki bytowe - epidemia tyfusu plamistego, czerwonki. Śmiertelność była bardzo duża. Dokładna liczba nie jesz znana. 120. Nysie. Obóz w klasztorze św. Krzyża. W obozie więziono przeciętnie 250-300 osób, w listopadzie 1945 r. znajdowało się tam 500 uwięzionych. 121. Nysie. Obóz założony w dzielnicy Fryderykowo (Friedrichstadt) w dawnym forcie wojskowym. Uwięzieni przebywali pod gołym niebem. Ilość osadzonych wachała się pomiędzy 1-2 tys. a maksymalna ilość osiągnęła 3000 osób W tym sporo dzieci. Konkretna liczba nie jest znana. Plagą były szczury, robaki a skutkiem tego tyfus i dur brzuszny. Uwięzieni zatrudnieni byli przy odbudowie Nysy i okolic. 122. Nysie. Obóz w dawnej twierdzy, w którym przebywało około 2-3 tys. osób. Wyżywienie było bardzo słabe. Okoliczni ludzie donosili żywność. Panował typhus. Sporo uwięzionych zmarło. 123. Oleśnie 124. Opolu-Zakrzowie. Obóz dla osób cywilnych i jeńców niemieckich, później obóz dla kobiet. 125. Opolu przy ul. Kropidły 5 (teraźniejsza centrala Domu Książki), warunki w nim były ciężkie. Uwięzionych bito, polewano zimną wodą a spać musieli na gołej podłodze. Obóz podlegał MO. 126. Opolu, koszarach przy dawnej Königstrasse. 127. Opolu-Półwsi, Z 400 uwięzionych zmarło w ciągu 3 miesięcy 200 osób. Średnio grzebano po 7 osób na cmentarzu wioskowym. 128. Obórkach pow. Brzeg 129. Otmęcie pow. Krapkowice, trzymano ich w milicyjnym więzieniu. Wg. relacji, przesłuchiwanych kneblowano, bito pałkami, kolbami, dodatkowo kopano. 130. Piotrowicach Nyskich pow. Nysa 131. Paczkowie. Obóz UBP, uwięzieni pracowali na roli 132. Pawlowicach pow. Namysłów, 133. Pomorzowicach pow. Głubczyce. Od sierpnia 1945 do lipca 1946 zmarło tu 70 osób z powodu ciężkiej pracy i tyfusu. 134. Posucicach pow. Głubczyce 135. Prusinowicach pow. Nysa 136. Prószkowie pow. Opole 137. Prudniku, w siedzibie MO 138. Prudniku, stąd wysyłano uwięzionych do Łambinowic i Świętochłowic 139. Prudniku. W obozie naprzeciw dawnej synagogi, w którym przesłuchiwano uwięzionych 140. Prudniku, w "Villa Fränkel". 141. Prudniku. Miasto utworzyło 8 sierpnia 1945 r. getto, w którym mieszkało 10.000 osób. 142. Raciborzu na strzelnicy 143. Raciborzu, w więzieniu MO 144. Raciborzu, w byłym budynku prezydium policji 145. Radziszowie pow. Nysa, obecnie Ratnowice 146. Rakowie pow. Glubczyce, do tego obozu skierowano 2.09.1945 całą wioskę 147. Równym pow. Głubczyce 148. Rożnowie pow. Kluczbork 149. Reńskiej Wsi pow. Nysa 150. Roszkowicach pow. Kluczbork 151. Rogowie Opolskim 152. Sidzinie pow. Grodków 153. Siestrzechowicach pow. Nysa 154. Sieroniowicach pow. Strzelce Op. 155. Skorogoszczy pow. Niemodlin 156. Sławniowicach pow. Nysa 157 Sławoszowie pow. Głubczyce 158. Szonowie pow. Głubczyce 159. Starym Oleśnie pow. Olesno 160. Stobrawie pow. Brzeg 161. Strzeleczkach pow. Prudnik 162. Strzelcach Opolskich 163. Strzelcach Opolskich, przy wapiennikach 164. Suchych Łanach pow. Strzelce Op. 165. Sławięcicach pow. Koźle 166-171 Skałągach, pow. Kluczbork. W gminie Skałągi istniało 6 obozów (Nowak). Uwięzieni pracowali na roli. 172. Ścinawie Nyskiej pow. Nysa 173. Sciborzycach Małych pow. Głubczyce 174. Tarnowej pow. Głubczyce, teraz Tarnkowa 175. Teśniowie pow. Koźle. 176. Turawie pow. Opole 177. Tułowicach pow. Opole 178. Walidrogach pow. Opole 179. Wąchcy pow. Nysa, obecnie Węża 180. Wojciechowie pow. Olesno. Obóz założono w maju 1945 r. przez starostwo w Oleśnie wraz z UBP. Administrację przejął UBP. W obozie więziono ludność cywilną, jeńców wojennych i członków NSDAP. Latem 1945 r. przebywało w nim koło 900 osób, w tym 200 dzieci Głód był na porządku dziennym. Uwięzieni pracowali na roli i w roszarni. Obóz był ogrodzony drutem i pilnowało go 7 wartowników 181-182 Włodarach. Dwa małe obozy, jeden w katolickiej szkole drugi w gospdzie. 183. Wierzbniku pow. Grodków 184. Wysokiej pow. Głubczyce 185. Wójcicach pow. Grodków 186. Zalesiu Śląskim pow. Strzelce Op. 187. Zdzieszowicach pow. Strzelce Op. 188. Zwanowicach pow. Nysa 189. Zmysłowicach pow. Nysa, obecnie Śmiłowice 190. Zubrzycach pow. Głubczyce 191. Żarkach pow. Nysa 192. Ujezdzie 193. Uciechowice pow. Głubczyce 194. Uszycach pow. Olesno 195. Ucieszków pow. Koźle
Więzienia w których zamknięto miejscowych, w:
1. Głubczycach 2. Kietrzu 3. Grodkowie 4. Kluczborku 5. Koźlu, więzienie sądowe 6. Kędzierzynie. Zamykano tu Niemców, którzy powrócili po ucieczce przed wojskami rosyjskimi 7. Nysa 8. Paczków 9. Olesno 1o. Opole, więzienie sądowe, początkowo prowadzone przez Rosjan, od grudnia 1945 przejęte przez polskie władze. 11. Opole, więzienie w siedzibie starostwa 12. Opole. więzienie UBP przy dawnej Schillerstrasse 13. Niemodlin, więzienie UBP 14. Raciborz 15. Strzelce Opolskie
O obozach pisali m. in.J. Ruszczewski, E. Nowak, B.Kopka, P. Madajczyk, W. Woźniczka, J.Sack, W.Stankowski, W. Kochanowski, W. Borodziej, Z. Kowalski, E.S. Pollok. R. Kaczmarek, B. Linek. ---------------------------- Po opublikowaniu powyższej listy obozów na Śląsku Opolskim zgłosił się p. Jaroslaw Jakóbczyk z Smard, który uzupełnił ten spis o kolejny obóz w Smardach Dolnych. Skontaktował mnie z dwoma osobami, p. Nowakiem, który ma w dorobku publikację prasową na temat miejscowości Smardy Dolne i Górne i z. panią Halubczok, której matka była więzniarką powyższego obozu i tam zmarła. Jej ojciec został z obozu przeniesiony do więzienia w Kluczborku. W związku z tym ilość obozów i miejsc odosobnienia na Śląsku Opolskim wzrosła do 211, przy czym uważam, że to nie jest jeszcze liczba ostateczna. Jak już na wstępie pisałem, wladze PRL nie zawsze dokumentowały powyższe obozy, lub po czasie dokumentację niszczono.
Anzeige: 1 - 7 von 7.
Montag, 01-09-08 14:21
E-Mail
Na starość próbuję wracać do korzeni, poza tym moja niepełnosprawność ruchowa limituje poważnie zakres rozrywek. Zostały mi krzyżówki, muzyka poważna i internet. Po rozwiązaniu wielu tysięcy krzyżówek (bez przesady) wyłażą mi bokiem, muzyka niestety nie wypełnia całego czasu, wiec grzebię w internecie. Zupełnie przypadkowo przypomniałem sobie niedawno Pana Ewalda P., którego dyskusję z Panem Markiem czytałem w „mitach...itd.” i wtedy serdecznie się ubawiłem. Mam książkę Pana Marka (z dedykacją), ale jej jeszcze nie czytałem – tylko komentarz Polloka. Nie znałem późniejszych jego dzieł, na „mity” zwróciła mi uwagę moja siostra – aktywistka mniejszości niemieckiej, do której organizacyjnie nigdy się nie przyznałem i nie dlatego, że szkodziłoby to mi w pracy, bo pewnie tak by było, ale miałbym wystarczająco dużo odwagi mówienia prawdy (władze i tak nie miały do mnie zaufania z powodu złego wyboru miejsca urodzenia) – szczególnie przedstawicielom mojej lokalnej władzy („wielką” polityką nigdy się nie zajmowałem). Miałem więc zawsze „przechlapano” i na szczęście ominęły mnie wszystkie awanse nienaukowe, co mi bardzo odpowiadało. Stroniłem od wszelkiej władzy na skutek wszczepionej mi przez ojca maksymy: „Gehe nicht zum Fuerst, wenn Du nicht gerufen wirst”, a ojciec wiedział o czym mówi, gdyż jako Gemeindevorsteher załatwiał wszystkie sprawy z księciem Hohenlohe ze Sławięcic, którego dobra były w naszej wiosce też. Nie nawiązałem wcześniej kontaktów z lokalnym kołem, bo jego organizatorzy zapisali się niechlubnie w czasach PRL’u – byli wtedy Ormowcami lub w SB. Z takimi ludźmi nie chciałem mieć nic wspólnego (nawet narodowości). Niedawno temu zwróciłem się do lokalnych i wojewódzkich przedstawicieli, bo stojąc u progu „wieczności” chciałem przekazać mój bogaty księgozbiór. Nie było zainteresowania m. in. dlatego, że większość dzieł klasycznych jest pisana drukiem nieczytelnym (chyba KochFraktur) dla obecnych, młodych „Niemców” śląskich, a moje pokolenie jest na wymarciu. Moje dzieci pochodzą z mieszanego związku i nie skorzystają z mych książek, córka mieszkająca w Niemczech, i wnuk w Polsce wprawdzie mówią po niemiecku, ale moich książek nie chcą. Książki pójdą wiec na przemiał. Wracając do Pana Polloka (mit zwei ”l”) natknąłem się przypadkowo na artykuł o Górze Świętej Anny, nawet „udzieliłem” się trochę na odpowiednim forum. Zgłębiając twórczość Pana P. trafiłem na sprawę powojennych obozów koncentracyjnych w Polsce, o których też co nieco wiem. Próbowałem bezskutecznie zrozumieć dyskusję na forum, jest ona jednak tak niestrawna pod różnymi względami, ze przychylam się do opinii jednej z osób, że zbiera mi się na wymioty. Bałagan niesamowity, obrażania, bardzo kiepski język, niesłuszne uogólnienia itp. zniechęciły mnie kompletnie. Pamiętam, ze zawsze mnie denerwowało wiele lat temu, gdy niektórzy Ślązacy, chcąc podkreślić swoją niemieckość makabrycznie kaleczyli język „przodków” (cytat). Po pierwsze – prawdą jest, że językiem przodków na Śląsku był na ogół język polski o zabarwieniu czeskim, niemiecki natomiast przodkowie nabyli w szkole (pan Galisz dostawał lanie, ale widać za mało, bo jego niemiecki jest fatalny). Moja rodzina mówiła i pisała lepiej – Ephraim Kishon powiedziałby, „wir sprachen schriftdeutsch” . Podczas tułaczki w 1945 (Flucht vor den Russen) nikt nie potrafił nas umiejscowić na podstawie naszej „godki”, wie ich jetzt sagen wuerde. Gdy wróciliśmy w lipcu 1945 do domu, znałem tylko 3 wyrazy, podejrzane o to, że mogą być polskie: Gonek, gnoutek i placek. Gonek faktycznie okazał się „gankiem”,(eine Art Uebergang zwischen Keller und Waschkueche) „placek” po śląsku to Kartoffelpuffer, bo Polacy przez „placek” rozumieją „kołocz” z. B. Hefekuchen. Nie do rozstrzygnięcia jest proweniencja trzeciego wyrazu – tego żaden Polak nie zrozumie. Jest to tzw. pieniek do rąbania drewna (Hackeklotz). Z tak bogatymi wiadomościami poszedłem płacząc do polskiej szkoły, ale na maturze miałem już ocenę bardzo dobrą z języka „ojczystego”. Ja w czasie pierwszego dnia w szkole nie zrozumiałem żadnego wyrazu – tylko bełkot, o którym jedna z osób pisze, mój brat był w lepszej sytuacji. Miał religię i zrozumiał „Jezusa Chrystusa” – nicht viel, aber der Mensch freut sich. U mojej matki sytuacja była dokładnie odwrotna – idąc do szkoły nie znała ani jednego wyrazu niemieckiego. Mimo to uważam za idiotyczne stwierdzenie „Ślązak=Polak”. (Ten cytat mógłby pochodzić od Marka). Rzekomo żaden Ślązak nie czuje się Niemcem, a to jest bzdura! Do 12-go roku życia czułem się wyłącznie Niemcem, cieszyłem się ze zwycięstw Wehrmachtu, martwiłem „planowym skracaniem linii frontu” i w maju przeżyłem tragedię przegranej wojny. O korzeniach polsko-niemieckich dowiedziałem się znacznie później, moje związki z niemiecką kulturą są bardzo silne do dziś, choć już nie uważam języka polskiego za bełkot i doceniam jego piękno po pokonaniu początkowych trudności. Zmieniły się też moje poglądy na Polskę i Polaków – odrzuciłem wszelkie stereotypy wpajane mi skutecznie przez propagandę Goebbelsa, Rosenberga i podobnych. Wyrzuciłem pojęcia takie jak „Untermenschen”, gdy się przekonałem, iż niektórzy Polacy są znacznie inteligentniejsi ode mnie, choć wielką skromnością nigdy nie grzeszyłem. Również mit o lenistwie Polaków prysł, gdy przyjrzałem się pracy mojego teścia, pochodzącego z Galicji lub pewnego asystenta na uczelni. Gdybym tak pracował pewnie byłbym tak zamożny jak Bill Gates, lub poważany jak Einstein. Daleki byłem jednak zawsze od szowinizmu. Pamiętam wypowiedź pewnego chłopca na wiejskiej zabawie, „...że woli pić niemieckie scochy (Urin), niż polską oranżadę...”. Były to lata 50-te, oranżada była faktycznie kiepska, ale nie byłbym tak „patriotyczny” jak ów chłopak, wolałbym polską oranżadę. Zawsze bałem się fanatyków i innych oszołomów, a dziś niestety nasi politycy reprezentują prawie wyłącznie taki gatunek, co nie wróży dobrze współpracy między narodami.
|
|
Sonntag, 31-08-08 20:44
E-Mail
Przy śledzeniu działalności Ewalda Polloka (bo innego Polloka też zauważyłem – jakby po drugiej stronie barykady) znalazłem powyższy artykuł - z podtekstem o „humanitarnym” traktowania ludzi uwięzionych przez polską milicję tuż po wojnie. Bardzo podobała mi się argumentacja pani Koniecznej, że Polacy może też nie mieli soli w Oświęcimiu. Bez soli można żyć – mój przyjaciel nawet musi z powodu choroby nerek. Sam doświadczyłem smaku zupy jarzynowej bez soli – ohyda! Nie jest ta sól godna dyskusji ani w Oświęcimiu, ani np. w Łambinowicach, ale drugie zdanie ob. Koniecznej skłoniło mnie jednak do refleksji, gdyż nie znam żadnego Polaka, który powróciłby na swoje na Śląsku. Prawnie rzecz biorąc taka sytuacja byłaby możliwa, gdyby Ślązak, który w latach 30-tych opuścił Śląsk z powodów narodowościowych i po wojnie chciał wrócić. Szabrownicy z centralnej Polski a nawet biedni repatrianci z ZSRR „nie wrócili na swe ziemie...” lecz zajęli je z różnych powodów nie zawsze prawnie zabierając nie tylko Niemcom, ale i byłym Powstańcom, którzy o polskość tych ziem walczyli – nie przypuszczając co ich czeka po zmaterializowaniu się ich marzeń o „Matce – Polsce”.
Innym problemem z tej dyskusji są kpiny na temat „obozu w piwnicy”. Więzienia i obozy (szczególnie poniemieckie) były przez polskie władze intensywnie wykorzystywane dłuższy czas po wojnie.
Z mojej rodziny szwagier był w „legalnym” obozie w Blachowni, mój ojciec „tylko” w bliżej nie sprecyzowanej katowni milicji „Ludowej” – pożal się Boże w Krepnej koło Gogolina, o której Pan Pollok nie wspomina.
Sąsiad był w porządnym więzieniu w Koźlu, gdzie co rano nadzy więźniowie leżeli na kamiennej posadce i szlachetni oprawcy (bo to przecież Polacy – z założenia ludzie humanitarni) w ciężkich butach deptali mówiąc: „depczemy po hitlerowskich trupach”. I rzeczywiście - nerki sąsiada nie wytrzymały tej terapii wychowawczej i nie wrócił już żywy do domu. Nie był żadnym zbrodniarzem wojennym, miał tylko pecha, że komuś się nie spodobał.
Nie zapomnę strachu w oczach mojego ojca gdy padała nazwa pewnej miejscowości, w której został okradziony z wszystkiego z czym wrócił po wojnie do domu i 20 km przed domem został osadzony w więzieniu. Uzasadnienie aresztowania było proste: Milicjant wrzucił mu do wozu odznakę partyjną NSDAP, potem dziwnym trafem sam ją znalazł – znakomity fachowiec-śledczy - i po wszystkim. Miał trochę lepiej niż sąsiad, nie odbito mu nerek, miał tylko co rano „rozrywkę”: Mógł na świeżym powietrzu ustami zbierać gnój i przenieść na wszystkich czterech we wskazane przez milicję miejsce. Gdy mu to wyszło niezgrabnie to oczywiście delikatnie zwrócono mu uwagę pejczem lub czym popadnie. Miał szczęście, że po jakimś czasie mógł szyć garnitury komendantowi (był krawcem) i po 2 miesiącach został przez komendanta „ułaskawiony” i mógł zakończyć drogę do domu pieszo, a przybył do Krępnej swoim wozem konnym.
Był człowiekiem starszym, w wojsku był 3 dni we wrześniu 1939, nawet nie widział frontu i nikomu nie uczynił krzywdy. Jego niewybaczalnym błędem było posiadanie niewielkich dóbr w postaci wozu, koni i trochę ciuchów.
Tak wyglądało nieznane ogółowi Polaków traktowanie Ślązaków, którzy rzekomo 700 lat pielęgnowali kulturę polską na tych terenach co Polsce dało moralne prawo do zagarnięcia tych terenów. Wdzięczność nowej ojczyzny była chyba mało znacząca.
|
|
Donnerstag, 22-05-08 18:24
Ostrzegam wszystkich to nie są moje wpisy!!!
Proszę Szanowną Redakcję
o ich natychmiastowe usunięcie!!!
|
|
Sonntag, 11-05-08 11:04
Miało być 1255 obozów koncentracyjnych, a tu pomimo zaliczenia do kategorii "obóz" każdej obórki w której zamknięto jakiegoś Niemca wciąż mamy 210. Słabiutko Panie Pollok. Aż jestem zaskoczony że tak słabo. Spodziewałem się, że chociaż z 500 prawdziwych obozów Pan zna a resztę wymyslił. No cóż.
|
|
Sonntag, 24-02-08 14:03
podszywanie sie pod nick Jutrzenki czyni cie zwyklym drobnym oszustem. merytoryczny poziom wpisu pozostawie bez komentarza
|
|
Dienstag, 19-02-08 20:18
O proszę bardzo Aleksandra Konieczny kolejna polska idiotka, która za swoją konieczność uważa pomijanie faktów i traktowanie jakby ich nigdy nie było...
Gratuluję głupoty !
|
|
Sonntag, 17-02-08 14:24
E-Mail
Czy można mówić o obozie "w piwnicy"?
" nie było nawet soli" ???
a w Oświęcimiu Polacy mieli sól?
-nikt z Niemców nie moze mieć pretensji do Polaków,którzy wrócili na swoje tereny!!!!
|
|
|
|