Dr Ewald Stefan Pollok - Muzeum Powstańców Śląskich ?
Muzeum Powstańców Śląskich na Górze św. Anny powstało w 1964 r. Początkowo zlokalizowane było w starej leśnickiej szkole, później przeniesiono je do przedwojennego Domu Polskiego znajdującego się w połowie drogi z Leśnicy na Górę św. Anny. W chwili obecnej nosi nazwę Muzeum Czynu Powstańczego. W roku 2006 w odpowiedzi na liczne sugestie zmieniono wystawę, jak pisano w prasie regionalnej (NTO i OpGWyb.) i centralnej, by pokazać obie walczące strony. Prasa „zachłystywała” się: nareszcie odwiedzający będą mogli poznać również walczącą stronę niemiecką. Innymi słowy, miał to być pełny obraz tamtych czasów i walk.
Liczba odwiedzających muzeum jest bardzo niska, mimo że dowozi się tu autobusami wycieczki szkolne i kombatantów, i wynosi 1,4 osoby dziennie, dlatego też zaproponowano dla podniesienia frekwencji dodatkowo umieścić zmieniające się wystawy czasowe tematycznie nie związane z powstaniem. Przykładowo wystawiono tu: szopki bożonarodzeniowe; informacje ze zdjęciami i drzewem genealogicznym rodziny grafów von Gaschin z Żyrowy; kolorową wystawę ornitologiczną. Frekwencja w związku z dodatkowymi wystawami nieco wzrosła, co wykorzystano w mediach, chwaląc dojrzałość społeczeństwa chcącego widzieć wystawę na temat powstania śląskiego. Okazuje się, że nawet statystykę można wykorzystać do drobnego manipulowania faktami.
Zachęcony medialnymi okrzykami o pokazaniu historycznej prawdy, wybrałem się z profesorem M. Kistler z francuskiego uniwersytetu w Grenoble i jego matką, którzy ciekawi byli jak też w Polsce pokazują tamtejszą wojnę domową. Sam również ciekaw byłem jak rozwiązano problem strony niemieckiej. Już na samym początku, po obejrzeniu kilku gablot musiałem z przykrością stwierdzić, co potwierdzili moi mili goście, że wystawa zrobiona jest dyletancko, bo słowo „po amatorsku” byłoby podniesieniem jej rangi.
Oglądając wystawę natknąłem się na 18 błędów (kłamstw) historycznych.
Przykładowo w języku polskim i niemieckim podano liczby związane z przeprowadzonym 20 marca 1921 roku plebiscytem. Ani jedna liczba nie odpowiadała prawdzie.
W języku polskim podano, że biorący udział w plebiscycie glosowali w 40,3% za Polską a za Niemcami w 59,7%, natomiast w języku niemieckim podano, że Polska uzyskała 40,3% natomiast dla Niemców oddano 57,0% głosów, co stanowi różnice 2,7%. na korzyść Polski. W ten sposób odjęto głosującym za Niemcami 32.000 głosów. Czyżby chciano zwiedzającym gościom pokazać, że uprawnieni do głosowania oddali na Niemcy mniej głosów niż w rzeczywistości, czy też chciano ukryć prawdę. Coś takiego nazywa się manipulacją i kłamstwem historycznym.
Faktycznie głosowano: za Niemcami 707.554 – 59,6%, za Polską 478.820 – 40,4%. Liczb tych oczywiście nie podano, bo umiejący liczyć mógłby na miejscu ustalić błędy.
W dwóch pomieszczeniach postawiono po jednym manekinie wielkości człowieka, które ubrano w jakieś mundury. Przy nich żadnego wyjaśnienia. Odwiedzający nie wie, co te figury przedstawiają. Kiedy zapytałem personel, powiedziano mi: „jest pan w muzeum powstańców, więc któż to może być, tylko powstaniec”. Znający choć trochę historię wiedzą, że powstańcy żadnych mundurów nie posiadali. Walczyli w swoich prywatnych ubraniach a niektórzy z nich posiadali jedynie biało-czerwone opaski, by odróżnić się od osób cywilnych.
Dalej podano niewłaściwe miejsce śmierci kadeta Chodkiewicza. Każdy interesujący się historią tzw. powstania wie, że zginął on pod Oleszką a nie jak podano k. Gogolina. Chyba, że dla projektanta tej wystawy różnica kilkunastu kilometrów nie odgrywa żadnej roli, ale wówczas możemy powiedzieć, że to nie jest wystawa historyczna skoro ignoruje fakty, a każdy może wpisać, co sobie wymyśli. Na jednym ze zdjęć pokazującym powstańczą mszę polową pod Mysłowicami podano datę przedpowstaniową, itd.
Niektóre eksponaty, np. polska prasa powstańcza z tamtych lat w j. polskim i niemieckim nie była czytelna, ponieważ z lewej lub prawej strony odcięto do trzech cm druku przed powieszeniem jej w odpowiednich gablotach. Moi mili goście znający j. francuski, niemiecki i włoski zamierzali przeczytać tekst takiej gazety, ale każdorazowo musieli sobie wyobrazić, co na tych trzech cm było napisane. Trudno zgadnąć czy uczyniono to celowo, czy też w ten sposób chciano pokazać swój dyletantyzm i przy okazji obrazić zwiedzających traktując ich jak intruzów, których jedynym przewinieniem jest to, że chcieliby coś zobaczyć i czegoś się dowiedzieć. Gdyby w szkolnej gazetce były takie potknięcia to zapewne ktoś z grona pedagogicznego zdjąłby te pisaninę a uczniów skarcił za brak rzetelności.
Zastanawiam się, czy przy tego rodzaju wystawie nie konsultuje się zasadności umieszczanych tekstów i zdjęć z historykami.
Na kilku kolorowych planszach umieszczono okoliczne zamki i część flory i fauny, ale jej nazwy podano jedynie w j. łacińskim, zapominając, że nie wszyscy zwiedzający są fachowcami i dobrze byłoby podać nazwy również w języku polskim. Mało tego, nawet w nazwach łacińskich znalazły się błędy, zamiast jak podano Angus fragilis, ma byc Anguis fragilis (padalec zwyczajny), a przy nazwie łacińskiej Carabus cariaceus ma byc Carabus coriaceus (biegacz skórzasty).
Dziwię się, że nikt z odwiedzających naukowców i notabli, chociażby przy okazji odtworzonego dla nich przed prawie dwu laty przedstawienia przed tzw. „panoramą bitwy pod Górą św. Anny” - na którym notabene kłócili się wszyscy ze wszystkimi jak dzieci w szkole - nie zobaczył błędów, jakie tu są. Czyżby polska nauka reprezentowała sobą tak niski poziom, że potrafi jedynie hołubić poglądy komuny a naukowcy nowego pokolenia z braku konkretnych książek i opracowań naukowych nie posiadają rzetelnej wiedzy na temat powstań, dlatego też nie potrafią wychwycić tak rażących błędów. A może teraźniejsze władze nie są lepsze od komunistycznych, skoro ze strachu przed rządem czy wysoko postawionymi politykami lub z chęci przypodobania się im przygotowują bzdurne teksty bez konsultacji historycznej. Chyba, że myślą, iż w Polsce już się tyle nieprawdy opowiedziało, że zgodnie z zasadą – jak sto razy powiem nieprawdę, to wszyscy uwierzą, że tak było. Taką zasadę propagował kiedyś pewien niemiecki polityk, rządzący w rządzie faszystowskim i wolałbym tu nie przytaczać jego nazwiska i nie myśleć, że jeszcze teraz działa się na takiej zasadzie.
Co ciekawe, wielu mówców zabierających głos w różnych dyskusjach i autorzy artykułów reprezentują paternistyczny pogląd historii, zakładając, iż społeczeństwo trzeba karmić landrynkową i prościutką, wręcz kłamliwą wersją historii, a wiedzę o tym, jak było naprawdę, pozostawić do wyłącznej wiadomości i dyspozycji elit. Niech ciemny motłoch uwierzy to, co mu się przedstawia i żyje nadal w błogiej nieświadomości.
Mimo starannego przejrzenia wystawy nie natknęliśmy się ani razu na pokazanie powstania od strony niemieckiej, chociaż prasa szeroko o tym pisała, że wystawa pomyślana jest tak, iż po raz pierwszy pokazuje również stronę niemiecką. Ciśnie się pytanie, czy reklamujący wystawę dziennikarze widzieli ją, czy też uwierzyli wykonawcom na słowo.
Każdy kończący historyczną lub politologiczną szkołę wyższą, powinien krzyczeć pod niebiosa, widząc błędy i jak sądzę, celowo powielane nieprawdy powstańcze.
W rozmowie z dyrektorem muzeum wskazałem na zauważone nieścisłości, na co otrzymałem odpowiedź, że przeanalizuje się moje wskazówki, poczyni odpowiednie kroki i poprawi ewentualne błędy.
I znowu po dwóch latach z czwórką innych znajomych (posłem opolskiego sejmiku p. Kosakiem, mgr H. Koptoniem, panią z Austrii i byłą mieszkanką Żyrowy, obecnie mieszkającą w RFN) udałem się do muzeum, aby poprawić frekwencję i zobaczyć, co się przez dwa lata zmieniło. Z przykrością stwierdziłem, że jedynie pod zdjęciem kadeta Chodkiewicza zmieniono błędną nazwę miejscowości gdzie zginął, dopisując ręcznie właściwą – Oleszka. Chciałem na ten temat rozmawiać z dyrektorem, ale było to niemożliwe, ponieważ w międzyczasie został on zwolniony z tego stanowiska.
Wystawa zawiera sporo zdjęć i fragmentów prasy polskiej z tamtych lat, ale nie wskazuje przyczyny wybuchu powstania. Brak jest wyjaśnienia, dlaczego przelewano krew, mimo, że optanci swoimi glosami określili chęć przynależności do jednego z dwóch krajów. Mało tego, nie wspomina się tu, że już w styczniu 1921 r., jeszcze przed plebiscytem przygotowano w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego w Warszawie zbrojną ingerencję. 22 kwietnia 1921 r. zatwierdzono ostateczny plan operacyjny militarnego postępowania na Górnym Śląsku przez polskie ministerstwo wojskowe. A więc „zryw ludu Śląskiego” jak się ciągle o powstaniu pisze, nie był zrywem, tylko przygotowaną akcją zbrojną.
– Brak jest informacji, że w powstaniu brało udział 7 tysięcy żołnierzy i 800 oficerów i podoficerów Wojska Polskiego. Innymi słowy na teren Śląska, który należał do Niemiec, przybyli żołnierze z innego kraju by walczyć. Wyobraźmy sobie, że to samo zrobiliby Ukraińcy, weszli do Polski i walczyli o Przemyśl, bo kiedyś do Ukrainy należał lub Niemcy chcieliby zabrać Zgorzelec. Cała Polska byłaby oburzona.
- brak jest wyjaśnienia, dlaczego doszło do walki zbrojnej, mimo, że 14 marca 1921 w Warszawie rząd polski w bezpośrednich rozmowach z delegatami Związku Górnoślązaków - Bund der Oberschlesier odpowiadając na pytanie czwarte – czy należy obawiać się wywołania rozruchów – zapewniał, „że wcale nie myśli o tym, by chwytać się broni w celu udaremnienia plebiscytu”
– brak jest wyjaśnienia, dlaczego w okresie przed plebiscytowym zginęło i zostało zamordowanych ponad 3 tys. osób.
– ani słowem nie wspomniano o skazanych powstańcach przez sądy powstańcze na długoletnie więzienie a nawet karę śmierci, za gwałty, morderstwa i kradzieże
– nie poinformowano zwiedzających, że Polska chcąc przekupić stronę włoską zaproponowała Włochom na konferencji w Spa (Belgia) 2 mln. ton węgla rocznie za poparcie zmiany granic na Śląsku.
– nie wspomniano o tym, iż dziennikarze amerykańscy i europejscy skrytykowali wybuch powstania po demokratycznym wyborze tutejszych mieszkańców. Do czego więc miał służyć plebiscyt, kiedy już wcześniej było wiadomo w polskim rządzie, że jeżeli Polska otrzyma mniej głosów niż Niemcy, rozpoczniemy walkę zbrojną.
Dlaczego teraz po 87 latach nadal nie mówi się prawdy, dlaczego oszukuje społeczeństwo i nie przedstawi im prawdy na temat wybuchu tzw. powstania. Przy okazji wyjaśnię, dlaczego piszę tzw. powstania, bo zapewne część czytających będzie zdania, że próbuję coś nowego odkryć. Nie robię tego, stwierdzam tylko fakty historyczne, które mówią, jeżeli demokratycznie ustalony przez państwa Europy plebiscyt został pogwałcony przez wcześniejsze ustalenia w Warszawie o wybuchu wojny, gdyby plebiscyt nie zakończył się po polskiej myśli, to to nie jest powstaniem. Dodać jeszcze trzeba, że tzw. powstanie było skierowane przeciw Górnoślązakom, którzy glosowali za Niemcami. A więc Polska już wtedy, mimo że chciała Śląsk, nie bardzo chciała jego mieszkańców tak myślących.
– nie wspomniano o tym, że Korfanty zwolnił m.in. płk. Mielżyńskiego z Wielkopolski, ze stanowiska głównodowodzącego w powstaniu, ponieważ Mielżyński nie wyraził zgody na walki poza linią demarkacyjną (?!) wytyczoną przez trzy mocarstwa.
– nie wspomniano o tym, że w okolicach Tarnowskich Gór, Gliwic, Lublińca zaciągano mężczyzn do powstania. Gdzie tu zatem zryw ludności śląskiej?
– nie wspomina się tu o okropnościach powstania w życiu codziennym. Przytoczę fragment pracy doktorskiej p. Hitze: „W regionach wiejskich pokazały się szybko wszystkie okropności wojny, która nie została cywilnej ludności wypowiedziana. Aczkolwiek miał to być ludowy zryw, powstańcy zachowywali się jak soldateska w obcym kraju. Mosty zostały wysadzone, domy podpalone i splądrowane, mężczyźni zamordowani, kobiety zgwałcone, dzieci przed oczyma matek zabite. Nawet przed kościołami nie zatrzymywali się katoliccy powstańcy, jeżeli w nich odprawiano niemieckie nabożeństwa. Niezliczone wioski zostały w związku z zachowaniem powstańców opuszczone przez mieszkańców, by schować się w pobliskich lasach”.
– nie wspomina się o podpaleniu przez powstańców 14 domów w Hałcnowie k. Bielska.
W jednym z pomieszczeń muzeum wg wyjaśnień jego dyrekcji przedstawia się panoramę bitwy pod Górą św. Anny. Projektanci wystawy najwidoczniej nie wiedzą, co panorama bitwy ma zawierać, bo może nigdy nie widzieli jakiejkolwiek panoramy. Proponuję pojechać do Wrocławia i obejrzeć panoramę bitwy pod Racławicami, bo to co na Górze św. Anny pokazano w niczym nie przypomina jakiejkolwiek bitwy. Na iluś tam m2 nie zobaczymy ani jednego powstańca ani jego przeciwnika, a jedynie porozrzucane w nieładzie narzędzia gospodarskie, konewki do podlewania kwiatów, chomąto, stary zardzewiały rower... Za wystawę odpowiedzialna jest p. mgr U. Zajączkowska z muzeum w Opolu.
Rozumiem rozczarowanie towarzyszących mi pań. Spodziewały się obiecywanej przez prasę rzetelnej prawdy o powstaniu, informacji, czym ono tak naprawdę było, jak do niego doszło i jak postrzegała je każda ze stron – zarówno polska jak i niemiecka, ale tego nie mogły się dowiedzieć i zobaczyć.
Patrząc na całą wystawę trzeba stwierdzić, że jest zrobiona nieudolnie, bez należytej staranności o estetyczny wygląd, wymowę artystyczną a przede wszystkim prawdę historyczną. Po jej obejrzeniu ciśnie się pytanie, dlaczego projektanci i wykonawcy zgodzili się na wykonanie takiego przedsięwzięcia nie znając historii powstania a jeżeli ją znają, to dlaczego ograniczyli się do powieszenia paru zdjęć z jakimś tam komentarzem zamiast rzetelnej prawdy o tamtych czasach, ludziach, zdarzeniach. Czy ktoś zrozumie podpis pod zdjęciem „żołnierze armii Hallera”, skoro wcześniej nie wyjaśniono, że Wojsko Polskie brało udział w walkach w innym kraju, bo przecież Śląsk należał wówczas jeszcze do Niemiec.
Anzeige: 1 - 20 von 34.
Montag, 29-12-08 15:51
E-Mail
Panie Historyk, Odpowiedziałem panu ale redakcja widać zdecydowała wziąść pana i siebie pod ochronę i zaczęła moje wpisy usuwać.
Od redakcji - będziemy usuwać posty obraźliwe i nie na temat. Chcielibyśmy aby nasi czytelnicy dyskutowali, i by się nawzajem nie obrażali i oczywiście pisali na temat.
|
|
Sonntag, 28-12-08 00:08
Panie Jery! Musze przyznać, ze nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Czyżby obrażanie innych należało do Pana wypowiedzi. Ja zaproponowałem, by Pan zrobił to czego nie mogą zrobić inni. A co do tego co pisze Pan pollok, to chyba nie przeczytał Pan tego uważnie, bo p.Pollok napisał o błędach i kłamstwach, jakoś nigdzie nie wyczytałem, ze zależny mu na niemieckości wystawy. To sobie Pan ubzdurał, tam jest napisane, ze taka historyczna wystawa, powinna nią być, a nie pisac rożne liczby, pokazywać coś czego nie było, ale nie pokazywać TEGO CO BYŁO. Polacy obrazili się, kiedy gdzieś tam nie napisano, ze zrobili coś przeciw komunizmowi, ale kiedy oni robią bzdurna wystawę, która tez widziałem, to jej bronią. Chyba nie muszę nic na ten temat więcej pisać. Jeżeli da Pan odpowiedz, to proszę trochę kultury i zASTANAWIENIA SIĘ A NIE ZACIETRZEWIANIA JAK NA TARGU Z GĘSIAMI
|
|
Freitag, 26-12-08 23:51
Jedno jest pewne, najlepiej samemu nic nie zrobić, a innym tłumaczyć co maja robić. Typowo polskie podejście. Panie Jery, specjalnie tak długo nie pisałem, bo myślałem, ze się Pan zastanowi co za bzdury Pan pisze. Co Pan zrobił by się w Polsce zmieniło. Nic. Uciekl Pan z Polski i to wszystko, trzeba było coś zrobić, przecież to w Polsce takie łatwe, prawda
|
|
Freitag, 05-12-08 01:11
E-Mail
Właśnie to jest to o czym ja mówiłem. Pana logika znowóż nie zawiodła. Ma Pan absolutnie rację: „Gadać może każdy" i pan Pollok wybrał gadanie. Jakie praktyczne kroki podjął on w sprawie muzeum. Zwrócił uwagę komuś w muzeum i napisał list. Napisał też artykół i zamieścił go w silesia-schlesien.com. Jak wspomniłem poniżej: „Pan Pollok [...] napisał artykół bo to było łatwiej niż inne [...] sposoby działania”. To on otworzył dyskusję ale teraz pan Historyk mnie ochotniczo deleguje abym to ja dalej praktycznie sprawę tę załatwiał bo pan Pollok widać jest tylko i jedynie od gadania i od słownych efektów i mimo że sprawa ta jest jemu droga, sam na nią nie ma już czasu.
Broń też Boże badać to o czym on gada a już wogóle polemizować z zawartością tej gadaniny, bo to jest opluwanie i pieniactwo.
Apropos, dziękuję bardzo za etykitę patrioty - mnie do patrioty bardzo, bardzo daleko ale zawsze miło jak ktoś takie przymioty zauważy i sprawi niezasłużony, co prawda, ale bardzo przyjemny komplement :-).
Przepraszam za nutę ironii ale Pan jest naprawdę zbyt łatwy i moje pokusy w końcu wzięły górę nad powściągliwością. Jeszcze raz przepraszam i będę nad sobą pracować aby się to już nie powtórzyło.
|
|
Donnerstag, 04-12-08 22:28
Proponuje by Pan jako polski patriota spróbował coś załatwić, co inni nie mogą. Zobaczymy jak Pan daleko dojdzie. Czekam na rezultaty. Gadać może każdy
|
|
Mittwoch, 03-12-08 23:58
E-Mail
Ja panu Pollokowi w moim wpisie polecałem EFEKTYWNE formy działanie na rzecz polepszenia muzeum. Nie kwestionwałem jego faktów, nie pomawiałem go jak pan pisze o wywyższanie się i jedynie krytykowałem jego sposób walki o to co on myśli (i ja się z nim zgadzam), że jest słuszne - t.j. wprowdzenie poprawek i polepszenie jakości muzeum. Niestety uważam, że metody jakie pan Pollok mówi że użył do osiągnięcia tego celu, w tym jego artykół, do zmian nie doprowdzą a szkoda. Pan Pollok sądzę że napisał artykół bo to było łatwiej niż inne mniej EFEKTOWNE ale bardziej PRAKTYCZNE i wymagające więcej zachodu sposoby działania.
Mówienie sobie uprzejmie ale twardo tego co nam leży na duszy nie jest opluwaniem. Polemiki mogą stać się pluciem na siebie gdy używamy przymiotników ale to nie jest i nie byzło moją intencją.
|
|
Mittwoch, 03-12-08 22:10
Tak czytam i się zastanawiam co Pan takiego w życiu zrobił, ze w ten sposób pisze o p. Polloku pisze. Przecież ani w jednej linijce nie napisał i nie wywyższał się. Albo Pan czytać nie umie albo nie chce. Pan Pollok zwrócił na coś uwagę co jest skandaliczne i nie on musi to zmieniać, do tego są odpowiedni ludzie. Ale tu widzimy ciągle jak moi rodacy myślą. Nic nie robić a innych opluwać. Wstydzę się nie jeden raz, ze jestem Polakiem, bo wstyd mi takie głupoty czytAa. Kim Pan jest i co Pan zrobił, ze próbuje o innych w ten sposób pisac. Zwykły polski pieniacz.
|
|
Samstag, 29-11-08 01:14
E-Mail
To co Pan proponuje nie ma sensu i jest po prostu głupie. Nikt poważny nie może nic takiego proponować. Mam nadzieję, że to była jedynie hiperbola literacka. Pan Pollok powinien się zachować jak dorosły, poważny człowiek za jakiego się przedstawia. Jeśli jest takim autorytetem za jaki się przdstawił to poważni historycy w Niemczech i/lub w Polsce muszą go w końcu zauważyć, usłyszeć i poprzeć. Jeśli jest natomiast margiesową postacią w środowiskach historyków to takigo poparcia nie dostanie, choć sprawa muzeum powinna być przez kogoś podjęta niezależnie od statusu postaci pana Plooka. Ja się podpiszę pod apelem naprawy i polepszenia muzeum. Nie mam niestety znajomości tematu i autorytetu aby to inicjować samemu.
Sprawy takie jak ta nie załatwia się jednym listem i jedną (marginesową? ile nakładu?) książką. Rozhisteryzowana, malkontencka reakcja ma jedynie odwrotny od zamierzonego skutek. A może jest on zamierzony i obliczony na eskalację niezgody? Trochę kostruktywnego podejścia ze strony wnoszącej skargę zadziała lepiej niż wojny słowne na malutkim silesia-schlesien.com.
|
|
Donnerstag, 27-11-08 21:23
Moze p. Pollok powinien sam na pomniku i w muzeum zmienić? Przecież napisal w ksiazkach, w gazetach, napisalo "Zycie Warszawy" i co, i nic. Chyba nie warto walczyc, bo to nic nie da.
|
|
Donnerstag, 06-11-08 15:01
E-Mail
Panie Historyk: Dziękuję za komentarz. Proszę zauważyć, że nie chodzi mi o fakt krytykowania przez pana Dr. Polloka muzeum i jego organizatorów ale o sposób, ton i formę tej krytyki. Nie kwestionowałem jego faktów bo ich dobrze nie znam. Pollok jednak nie ma za grosz podejścia konstruktywnego do według niego poważnego problemu (ja też myślę, że problem jest powazny). Jeśli więc jest to poważny problem i Dr. Pollok żyje tym tematem, to powinien próbować być też poważnym głosem na rzecz jego weryfikacji i naprawy. Może już rozmawiał z dyrektorem, który według niego nie był zainteresowany jego uwagami i nic nie zrobił – to nie powinien być koniec jego starań, lecz ich początek. Malkontencki, zjadliwy artykół na własnej stronie internetowej o stosunkowo małym zasięgu jedynie podrzega waśnie i dzieli i nic w sprawie nie załatwia lub pomaga w jej naprawie.
Nie czytałem książek pana Polloka; może powinienem. Próbowałem znaleźć jakieś niezależne źródła informacji o panu Dr. Polloku i trudno jest się czegoś doszukać. Np. w Wikipedia informacja o nim jest tylko na polskiej wersji tego źródła; w niemieckiej wersji ani w żadnym innym jęzku nie ma o nim ani śladu, ani słowa – nada. Nie chcę od razu inwestować dużo czasu w czytanie całej jego antologii, więc jeśli pan, lub ktokolwiek inny mógłby polecić nabardziej udaną jego ksiązkę to chętnie bym się posłużył tą rekomendacją i przecztał.
|
|
Mittwoch, 05-11-08 23:14
Panie Jerzy, nie jestem ani szwagrem ani znajomym Dr. Polloka, ale niech Pan będzie uprzejmy przyjąć do wiadomości, ze p. Pollok napisał w sprawie powstań śląskich sporo w dwóch swoich książkach miedzy innymi na ten temat. Przyjęto to do wiadomości, chwalono go, pluto na niego, i co...nic się nie zmieniło. Polska święta krowa - śląskie powstania została taka jaka jest. Nie wiem czy Pan czytał w tej gazecie na temat błędów na pomniku powstańców na Gorze sw. Anny. Zajęło się tym po tym artykule Zycie Warszawy, opisało i co i nic. Tak samo z tym muzeum, przecież p. Pollok powiedział o tym kierownikowi tegoż - tak pisze - i nic. Taka jest polska racja stanu. Raz powiedziane nie zmienia się, bo i po co, dlaczego. Przecież myśmy już ludzi tak okłamali, ze te małe kłamstwo nic nie zmieni. Większość, tak jak Pan nawet w to kłamstwo nie wierzy.
|
|
Mittwoch, 05-11-08 21:44
E-Mail
Piszę w obronie pana Abla, który samotnie upomina się o pro-polską perspektywę Śląska i powstań Śląskich, i w poparciu wypowiedzi Francka, który bardzo trafnie demaskuje motywacje pisaniny pana Dr. Ewalda Stefana Polloka.
Chcę tu publicznie wyrazić parę opinii: (1) Śląsk od dawien dawna, miał znaczący polski komponent ludnościowy, który nie podzielał pro-niemieckich aspiracji;
(2) Pan Dr. Ewald Stefan Pollok ma dziwne podejście do problemu muzeum – krytykuje błędy i zaniedbania wystawy jako jednocześnie dyletanckie i sprytnie zamierzone zamazywanie historycznej prawdy o przeszłości.
Jeśli chodzi o krytykę arykułu pana Polloka to jest mi bardzo tródno poważnie przyjąć jego jednoczesne argumenty o dyletanctwie i bałaganie charakteryzującym muzealne wystawy i w tym samym czasie zgodzić się bez zastrzeżeń z jego opinią że to z góry zamierzone fałszerstwa liczb, dat, miejsc lub faktów, szczególnie gdy te przekręcenia są jak napisał bardzo oczywiste i ich wykrycie często nie wymaga nawet znajomości historii (np. % głosujących który się nie dodaje do 100% i jest inny w polskiej i niemieckiej wersji). Pan Pollok zamiast dwa razy jeździć na zwiady do muzeum i potem pisać to co teraz w pocie czoła stworzył powinien podobny artykuł (minus niepotrzebne teorie konspiracyjne) napisać po pierwszej wizycie i wziąść adresy dyrektorów, wojewodów, itd. i do nich napisać list lub zadzwonić z uwagami i protestami, w tym również powiadomić kolegów historyków polskich. Jeśli jego autorytet jest tak uniwersalnie rozpoznawany pewnie by zdołał kogoś zainteresować problemem, a jeżeli jego zażalenia nie przniosłyby większego oddźwięku to wtedy by prznajmniej zdobył doskonałe argumenty i prawo na pisanie o polskiej gnuśności, zakłamaniu, ignoranji, wrogości, nieuctwie, itd., itp. Pan Pollok wydaje się jest bardziej zainteresowany w rekryminacjach niż w prostowaniu przekręceń.
Jeśli chodzi o pana Abla bohatersko broniącego pojęcia polskiego wkładu w mozaikę etniczną Śląska i roli polskich Ślązaków w historii ostatniego stulecia tej ziemii, to mu przyklaskuję nie dlatego, że czuję panslawistyczną lub panpolonistyczną solidarność z nim ale dlatego, że stronniczość wypowiedzi na tym forum neguje niezaprzeczalne fakty istnienia licznej, polskiej grupy etnicznej i jej preferencji do Polski kosztem Niemiec. Apropos całej dyskusji, to chciałbym zaproponować następującą rzecz: ponieważ posądzam, iż większość uczestników, tak jak ja jest amotorskimi historykami, myślę więc że bardzo cennymi byłyby anegtotyczne opowieści doświadczeniach własnych lub przodków. Dodały by one ludzkiego wymiaru do historii. Same w sobie i indywidualnie nie są one reprezentatywnym obrazem makro-historii ale z nich się ona składa i trudno negować fakty osobistych doświadczeń i subiektywnych odczuć. Z założenia takie opowieści nie powinny podlegać krytyce. Sądzę że ich personalny wymiar powinien dać wszystkim szansę poznania drugiej strony w ludzkim wymiarze losu człowieka z krwi i kości. Ja chętnie taki opowieści przecztam...
|
|
Sonntag, 26-10-08 14:00
Panie Romanie, oczywiście 80 lat temu były tu Niemcy, dominowała, zwłaszcza w miastach, niemiecka kultura, nikt rozsądny tego nie neguje. Tak jak Polacy swego czasu kolonizowali Wilno czy Lwów, które nie były ich rdzennymi ziemiami, tak Niemcy kolonizowali m.in. Śląsk mimo, że byli tu zaproszeni jako goście. Takie są fakty historyczne. Przed 1945r. D/Ś był praktycznie cały niemiecki ( w przeciwieństwie do G/Ś). Faktem również jest to, że w tych miejscowościach , w których "dominuje" dzisiaj mniejszość niemiecka, jeszcze na początku XX w.ludność tamtejsza w domach posługiwała się językiem ...polskim ( według żródeł niemieckich). Fakt , można mieć polskie nazwisko, być katolikiem w protestanckim państwie, posługiwać się w domu j. polskim i nie czuć się Polakiem. Tylko w takim kontekście dziwnie brzmią takie twierdzenia, że Śląsk w żaden sposób z polskością nie jest związany.
|
|
Samstag, 25-10-08 19:55
Panie Abel mówimy tu o tym do kogo należy dzisiaj śląsk czy o tym co było 80 lat temu na Górnym śląsku ?
|
|
Freitag, 24-10-08 21:50
Pani Danko! Gdyby w tym kraju było więcej takich patriotów jak Pani( gdzieś Pani pisała że ....jest Polką)to pewnie takiego kraju jak Polska już by dawno nie było.
Dzisiaj Polska jest w swoich historycznych i etnicznych granicach ( rok 1000 i 2000- Polskie granice prawie idealne z wyjątkiem północno wschodnich terenów). Polska już nie jest ( jak za czasów ostatnich Piastów i Jagiellonów) państwem wielonarodowym. Nie ma problemów z sąsiadami ze wschodu ( z wyjątkiem Rosji i Białorusi- dlaczego, chyba nie muszę tłumaczyć). Jednynie pewna grupka ludzi zaa naszej zachodniej granicy stara się ze wszystkich sił napsuć krwi i ponownie wprowadzić waśnie. Co do ataku na Ślask to już nawet nie chce mi się w tym temacie polemizować. Dzisiaj Ślazacy to Polacy tak jak to miało miejsce 1000 lat temu i nic sie tu nie zmieni ( chyba, że komuś zależy na kolejnym rozlewie krwi). A co dotych "polskich" wojen z sąsiadami to p. Danko- ci nasi sąsiedzi nie tylko z Polską wówczas wojowali- gwoli prawdy historycznej.
|
|
Donnerstag, 23-10-08 20:50
Panie Abel, Polska otrzymala swoj kraj po wojnie i miala sie skonczyc na Lini Curzona, ale tego bylo za malo, wiec zrobiono piec wojen - z Litwa, Ukraina ,Rosja, Slaskiem i Czechami. Ma Pan racje, Polska byla krwiożerczym narodem, najlepiej chcialaby calej Europy.I to widzieli inni, i o tym mowila cala Europa, dlatego Polska nie jest przyjmowana powaznie, wszyscy patrza co znowu sie tu zdarzy.
|
|
Mittwoch, 22-10-08 20:45
Święte słowa, panie Romanie . Śląsk to nie tylko jego wschodnia część ale i tak mi bliski D/Ś. Paradoks historii polega na tym, że jak przed II w.ś. był on całkowicie niemiecki, tak teraz praktycznie jest czysto polski. Natomias G/Ś został przy swojej specyfice regionalnej tzn. nie wiadomo kto kim tam jest. Raz Polak, raz Niemiec albo Ślązak w zależności od koniunktury . Po transformacji ustrojowej pojawiła się duża grupa ludzi-polsko języcznej, z polskimi nazwiskami ale czującymi się Niemcami. Teraz, po 20 latach, ta grupa bardzo się zmniejszyła, ale zaczyna być coraz głośniej o ...narodzie śląskim ( również polskojęzyczny i z polskimi nazwiskami). Polska po I w.ś musiała walczyć o swoje granice, gdyż w innym przypadku była by wielkości...Księstwa Warszawskiego
|
|
Dienstag, 21-10-08 21:14
W 1921 nie na śląsku tylko na części Górnego śląska objętego plebiscytem prawie połowa mieszkańców głosowała za Polską. Tylko dlatego że ich tam dużo mieszkało-
Ale nie dzięki plebiscytowi tylko dzięki agresji zbrojnej część Górnego śląska przypadła Polsce.Wyniki plebiscytu były inne.
śląsk nie zaczyna się i kończy na Górnym śląsku.
|
|
Donnerstag, 16-10-08 23:56
Slonsok- gdyby na historie patrzyć tylko przez pryzmat taki, że Polacy "zabrali" Śląsk Niemcom po I w.ś i "wypędzili " Niemców po 1945r. to faktycznie Polacy są najbardziej zbrodniczym narodem w tej części Europy a Niemcy to ich Bogu ducha winne ofiary. Rzeczywistość jest jednak inna. Polacy ( min. przez głupotę Niemców) odzyskiwali swoje rdzenne ziemi ( fakt, część z nich uległa germanizacji)i uważam to za sprawiedliwość dziejową. Gdyby nie chciwość i skłonność do "Drang nach Osten" dzisiaj nie opowiadałbyś o "napaści Polski na Śląsk". Niemcy powinni się wreszcie nauczyć, że jakiekolwiek krzywdy wyrządzone przez nich Polakom, na nich samych sie potem odbiją ( choć Polacy to jednak mniej krwiożerczy naród). A tak na marginesie. Czy uważasz, że teraz Polaków należy wypędzić ze Śląska? Czy to tez będzie moralne, według Ciebie?
|
|
Dienstag, 14-10-08 23:24
Abel, zastanów się co piszesz. Byl napad Polski na Slask. Nie mieszaj pierwszej wojny. Nie zapominaj ze dyskutujemy o Slasku a nie o I wojnie. Nie odpowiadaj na pytania, które nie padły. Zarzucasz Niemcom I wojnę, ale popierasz wojnę polska na Slasku. Czy to jest moralne?
|
|
|
|