Prof. J. Tazbir o polskiej historii
Polakom w ostatnich stuleciach historia nie służyła przede wszystkim do poznania przeszłości narodowej. Na przykład w czasie zaborów w XIX w. nasi rodacy traktowali ją jako weksel, którym wymachiwano Zachodowi przed nosem. Mówili: "Myśmy wam pomogli pod Wiedniem", "Gdyby nie polskie powstanie w 1794 r., to Rosja zdusiłaby rewolucję francuską", "Żeby się odpłacić, powinniście odbudować Polskę". W XIX w. nie przejmowali się naszym moralnym "szantażem". Po pierwsze, w ogóle polskich krytyk nie czytywali. Po upadku powstania listopadowego francuski minister spraw zagranicznych powiedział: "Porządek panuje w Warszawie". Na tym im zależało. Churchill powiedział kiedyś, że Polska zawsze przyprawiała Europę o ból głowy. Drugą funkcją historii było usprawiedliwienie naszego zacofania. To się zaczęło już w końcu XVIII w. (...). Idea "przedmurza chrześcijaństwa" nabrała pięknego blasku w czasie zaborów. Tłumaczyła nasze stałe nienadążanie za Europą. Różne pokolenia Polaków zupełnie inaczej podchodzą do przeszłości. Generacja, która pamięta II wojnę światową - albo brała w niej czynny udział - nadal nawiązuje do myślenia zaborowego. Nadal myśli, że historia to weksel. Wojenne pokolenie chętnie używa też historii jako usprawiedliwienia. Dawniej - pan jeszcze wtedy nawet nie był w projekcie - mówiło się, że musimy nadrabiać zacofanie, bo była wojna, bo mamy kapitalistyczne przeżytki. Teraz słyszy się, że musimy nadrabiać to, co zniszczyły komunistyczne rządy. Znowu zwalamy winę na przeszłość. Dzisiaj ci sami ludzie mówią często dwie sprzeczne rzeczy. Po pierwsze, rzekomo komuniści zniszczyli Polskę bardziej niż okupacja hitlerowska. Po drugie, pseudosolidarnośćiowcy w okresie III RP rozkradli i zniszczyli wszystko, co narów wypracował w PRL. Jak to jest? Wypracował czy nie wypracował? Starsza generacja, gdy mówi o przeszłości - zwłaszcza o II wojnie światowej, ale nie tylko - ma okazję, żeby sobie przypiąć pióropusz waleczności. Nie twierdzę, że niesłusznie, ale takim patriotycznym "szantażem" próbuje zmusić młodych do słuchania niekończących się opowieści o własnych zasługach -prawdziwych czy urojonych. Historię traktują jako jeszcze jeden nudny przedmiot - bo ona, niestety, najczęściej jest tak uczona. Widziałem młodych ludzi, którym się plącze powstanie styczniowe z warszawskim W zeszłym roku na egzaminach wstępnych na Uniwersytet Warszawski ktoś napisał, że Powstanie Warszawskie miało ogólnonarodowy charakter, bo na barykadach stanęła nie tylko cała szlachta, ale pospólstwo i plebs miejski. Zaskakujące jednak jest, że do Muzeum Postania Warszawskiego stoją kolejki. Ale po wizycie w tym muzeum można mieć wrażenie, że to powstanie my wygraliśmy...Walka jest dla młodych pociągająca, ale pokazywana jako zwycięstwo, a nie cierpienie. W XIX w. szanujący się wódz i bohater narodowy w Polsce nie musiał wygrywać. Musiał pięknie umrzeć. Na stokach cytadeli, jak Traugutt, albo nurtach Elstery, jak książę Poniatowski. Albo jak Emilia Plater. Już w XX w. nasi najwięksi bohaterowie narodowi nie umierali w walce. Mogliśmy się pocieszać, że Piłsudski - gdyby żył - nie dopuścił do klęski wrześniowej. Paweł Jasienica powiedział, że nie wie, co by Piłsudski robił w czasie klęski wrześniowej, ale wie, co zrobiliby jego oficerowie - wsadziliby staruszka do auta i wywieźli do Rumunii. Od czasu Jana Pawła II zaczyna się w Polsce kult człowieka sukcesu. To znamienne: Polak, który odniósł sukces nie tylko na polskiej arenie. Myśmy bardzo mało mieli takich bohaterów. Może Kościuszko, który walczył w Ameryce. Historia dzisiaj - zdaniem rządzących - powinna się przekształcić w naukę pomocniczą jubileuszomanii i obchodomanii. W 1996 r. obchodzono z hukiem 400. Rocznicę przeniesienia stolicy z Krakowa do Warszawy. Bzdura. Nie było żadnego przeniesienia! Aż do końca XVIII w. Kraków pozostał nominalnie stolicą. Żadnego dworu nie przewożono. Kiedy powiedziano to przedstawicielowi ratusza, oświadczył, że oni już przygotowali obchody, wybili medal i teraz niech historycy potwierdzą, bo od tego przecież są. Historia służy do manipulacji politycznej. Być może nasz szczególny stosunek do historii wynika z tego, że mieliśmy dzieje bez happy endu. Emmanuel Rostworowski - redaktor Polskiego Słownika Biograficznego - zauważył, że w zachodnich słownikach pisze się: "Iksiński, rolnik". U nas: "Iksiński, syn zesłańcy lub powstańca, rolnik." Bo mieliśmy zawsze okres międzypowstaniowy albo międzywojenny. Dlatego w Polsce nie ma ludycznego stosunku do historii. W historii można się też nauczyć dużo o korupcji politycznej. Jest taka anegdota z początku XVIII w. W sejmie jakiś wniosek nie przechodzi. Szlachcic wchodzi na ławę i krzyczy: "który to skurwysyn dostał ode mnie za mało?" Lubię rozmawiać z taksówkarzami. Niedawno jeden zapytał się, czy wiem, jak zginął Rydz-Śmigły. Mówię, że nie zginał, tylko umarł w łóżku, na serce. A on na to: "Widzę, że się pan interesujesz historią, ale do końca pan nie wiesz.. Poszedł do partyzantki i zginął w lesie". Czyli wódz miał prawo przegrać wojnę, ale powinien był zginąć. (Fragmenty wywiadu dla "Gazety Wyborczej" z 24.09.07)
Anzeige: 1 - 2 von 2.
Samstag, 22-11-08 18:37
Ban E. v T.W. topsze mowic po nimiecki. Ale lepszy pisac Ban po polsky i duzo ucziyc historia prawciwa.
Also ich werde Ihnen vorschlagen, einen deutschen Kurs in Deutschland zu besuchen. Trudno zrozumiec co Pan pisze. Jaki to jezyk?? Pozatym "prawda w oczy kole". Nicht war?
|
|
Freitag, 18-04-08 16:56
Her Profesor j. Tazbir Sie sind ein richtiger deutscher Mann, der weist alles besser . Sie sind spezialist. Sie haben recht, das alles was polnisch ist ist scheis und was deitsch ist ist ser gut. Ich rate euch, gehen sie nach Haus ud ferschlafen sie gut, dan werden sie nicht reden solche dumcheiten.
|
|
|
|