Wydanie/Ausgabe 145/20.08.2026

Jak podaje „Rzeczpospolita” wydatki Polski na obsługę długu publicznego osiągnęły niespoty­kany dotąd poziom — wyniosły 80,2 mld zł w 2024 roku, co oznacza wzrost o 13% w porów­naniu z rokiem poprzednim i aż 2,5-krotny wzrost względem okre­su sprzed pandemii i wojny w Ukrainie. Według danych Eurostatu, Polska znajduje się w czołówce państw UE z najwyższymi kosz­tami obsługi długu w relacji do PKB—w 2024 roku wyniosły one 2,2%, co dało nam siódme miejs­ce w UE. Choć całkowite za­dłużenie nie przekracza 60% PKB, to i tak płacimy więcej niż kraje z wyższym długiem, jak Francja czy Włochy.

Eksperci wskazują, że przy­czyną tego stanu rzeczy jest szy­bki wzrost zadłużenia — tylko w ostatnim roku dług publiczny wzrósł o 320 mld zł, osiągając poziom ponad 2 bin zł. W ciągu pięciu lat wzrósł niemal o bilion złotych.

Zdaniem Piotra Bujaka z PKO BP, państwo ponosi coraz więk­sze koszty związane z obronnoś­cią, skutkami kryzysu energetycz­nego oraz realizacją obietnic wy­borczych. Trwała kampania poli­tyczna przekłada się na rosnące wydatki społeczne, takie jak pla­nowane „babciowe”,które ma ko­sztować budżet blisko 9 mld zł rocznie.

Kolejnym obciążeniem może być podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł — według resortu finansów oznaczałoby to koszt niemal 56 mld zł rocznie. Choć rząd deklaruje, że zamierza dotrzymać tej obietnicy, ekonomi­ści alarmują, Se dalszy wzrost zobowiązań staje się niebezpie­czny.

Rafał Benecki z ING przyzna­je, że sytuacja jest jeszcze pod kontrolą, ale ostrzega, że brak publicznej debaty o stanie finan­sów państwa w obliczu wybórczych obietnic może mieć poważ­ne konsekwencje. Jak zaznacza 一 nie da się jednocześnie finan­sować kosztownych programów socjalnych i znaczących wydat­ków na armię bez zwiększania ryzyka dla budżetu.

it/interia.pl