Prof. Tomasz Kamusella (University of St Andrews Szkocja) - Ten inny Śląsk
We współczesnej Polsce, wyjałowionej z różnorodności, wielojęzyczności oraz przeróżnej „inności”, Górny Śląsk stanowi wyjątek na tym bladym, monokulturowym tle jednorodności etnicznojęzykowej. Uchowali się w tym regionie i Ślązacy, i Niemcy obok Polaków, a także osoby, które łączą owe tożsamości na różnorakie sposoby. Jeszcze niedawno, bo do kampanii antysemickiej z roku 1968, zamieszkiwało na Śląsku – zwłaszcza Dolnym – wielu Żydów. Po pogromie kieleckim (1946), miast wracać na swoje – co wiązało się z ryzykiem utraty życia – postanowili odbudować swoje życie, jak i całych społeczności żydowskich na „surowym korzeniu”, na „poniemieckim” Śląsku, czyli na tak zwanych „Ziemiach Odzyskanych”. Na samym południu Górnego Śląska, nim gremialnie wyjechali do RFN zwłaszcza po roku 1956, mieszkali podobni Ślązakom słowiańskojęzyczni, a znający też niemiecki Morawiacy. Od tak samo katolickich Ślązaków odróżniało ich to, że osady morawiackie znajdowały się na terenie archidiecezji ołomunieckiej, podczas gdy ci pierwsi pozostawali pod opieką arcybiskupa Breslau (wrocławskiego), lub – od roku 1925 – znaleźli się również na terenie diecezji katowickiej, wtedy właśnie wydzielonej dla polskiego województwa śląskiego.
Powojenny obóz koncentracyjny. Katowanie na śmierć
W roku 1966 roku pojechałem do Polski na wycieczkę. Podjeżdżam do wsi, a tam druty.Jeszcze Niemców trzymają? Dostałem paniki
To był mały obóz koncentracyjny, ale cierpienia wielkie. Katowanie na śmierć, głód. Przymusowe kąpiele w przeręblu. Strażnicy kazali więźniom gwałcić kobiety, lizać zwłoki, nosić na głowie czapki wypełnione własnym kałem. Był jeden, który zabijał ciosem młotka w głowę. Potrafił tak uderzyć w potylicę, że wypadało oko. Krótko mówiąc: obozowa norma. Tylko że tutaj strażnikami byli Polacy, a więźniami - Niemcy.
W każdym razie milicjanci i ubecy uważali ich za Niemców. Bo oni siebie nazywali różnie. Większość mówiła o sobie: tutejsi. Z Ciechocinka, Nieszawy, Aleksandrowa Kujawskiego i Wiktoryna - to był ich Heimat.
Ewald Stefan Pollok - POLSKIE OBOZY POWOJENNE
Do redakcji i na mój prywatny adres doszło wiele listów, z czego część pozytywnie ocenia to co na temat obozów w SILESI napisałem, jednak część czytelników jest oburzona, że pisałem o powojennych obozach, „których nie było”, lub „które nie miały nic wspólnego z nienawiścią do Niemców”, „Polacy nauczyli się tego od Niemców”, „Niemcy to obłudnicy, nawet teraz piszą o polskich obozach koncentracyjnych”, „Prócz niemieckich, żadnych innych obozów koncentracyjnych w Polsce nie było”...
Ewald Stefan Pollok – Polacy zmieniali śląskie nazwiska
"Polskie prawo szanuje nietykalność nazwiska. Oczywiście w okresie powojennego bezprawia zdarzały się na Śląsku przypadki polszczenia nazwisk, ale kto się uparł przy swoim niemieckim nazwisku a nawet imieniu, ten mógł je zachować", tak pisze polski historyk z opolskiego Uniwersytetu.
Można byłoby przypuszczać, że autor zupełnie nie zna śląskich realiów, że mieszka w Indiach, Meksyku czy nawet Australii. Każdy Ślązak wie jak było. Historyk zamknął w odpowiednim czasie oczy i zatkał uszy, aby się niczego nie dowiedzieć. Pozwolę sobie tę lukę w Jego historycznym wykształceniu uzupełnić. Takiego "powojennego bezprawia" jak sugeruje nie było, bo zmieniano nazwiska w majestacie prawa.
Co kradniemy w Europie
W Niemczech Polacy kradną markowe ubrania, we Włoszech - perfumy, w Szwecji - AGD.
Piotr K., 51 lat, za parę minut roboty dostawał nawet 300 euro. Tyle mu płacili za wyniesiony z niemieckiego outletu garnitur Armaniego. Nigdy wcześniej nie miał takich pieniędzy. Było na imprezy, narkotyki, alkohol. W Niemczech spał w hotelach, na Śląsku zostawił biedę i kłopoty. Gdy niemieckim policjantom udało się zatrzymać pierwszych dwóch Polaków zamieszanych w kradzieże z outletu, nie mogli uwierzyć, że można kraść ubrania na taką skalę - chodziło o setki tysięcy euro.
Ewald Stefan Pollok – Częściowa mobilizacja polska w marcu 1939 r.
Na jednym z posiedzeń CDU p. Steinbach wspomniała o tym, że polski rząd przeprowadził w marcu 1939 roku częściową mobilizację, dodała również, że mimo to Hitler napadł na Polskę we wrześniu 1939. Dalej poinformowała negujących fakt mobilizacji, że mówi tylko to, co historycznie miało miejsce. Chociaż zrelatywizowała wypowiedź dodając zdanie o Hitlerze, polskie media, jak zwykle, obrzuciły ją nienawistnymi komentarzami zarzucając, że chce na nowo pisać historię.
Również w niemieckich mediach politycy z szeregów Zielonych, SPD i częściowo Unii, jak również minister Spraw Zagranicznych Westerwelle wystąpili z ostrymi atakami przeciw niej. Minister Westerwelle dodał: „My Niemcy musimy się dobrze obchodzić z Polakami” (Wir Deutsche müssen mit Polen gut umgehen). Tu nasuwa się pytanie, czy „dobre obchodzenie się” usprawiedliwia negowanie prawdy historycznej.
Ewald Stefan Pollok – Planowana agresja a nie powstanie na Śląsku
Walki zbrojne z 1921 r. są od 90 lat przedmiotem analiz historyków. Biorąc pod uwagę wyniki tych badań, sposób ich prowadzenia oraz formułowania wniosków końcowych są one upolitycznione i należy stwierdzić, że pozostawiają dużo do życzenia.
Jedną z białych plam jest zbyt małe rozeznanie bazy materialnej powstania oraz zakresu pomocy wojskowej ze strony Polski.
Warto zastanowić się dlaczego w maju 1921 roku wybuchły na Śląsku walki zbrojne. Pani dr Zyta Zarzycka, w swojej książce stwierdziła; "Wysoki stopień uprzemysłowienia Górnego Śląska był jedną z przyczyn, bodaj czy nie najważniejszą, konfliktu o jego przynależność państwową."
Strona 10 z 10



































